Rzucając okiem na wyniki badań Gemius/PBI za grudzień 2016 widać, że najpopularniejsze domeny wśród polskich internautów to w  kolejności od 1. miejsca: google.pl (26 284 012), facebook.com (22 398 441) oraz youtube.com (19 965 214 internautów). Polski Internet szacuje się na 27,5 mln użytkowników, gdzie komputery stacjonarne wykazują przewagę w stosunku do urządzeń mobilnych (23,5 mln do 20,9 mln). O ile firmy radzą sobie z Google, używając narzędzi adwords, gorzej jest z wykorzystaniem potencjału mediów społecznościowych.

Facebook kojarzył nam się do tej pory z internetową zabawą w piaskownicy. Wrzucanie zdjęć, kontakty ze znajomymi, chwalenie się dziećmi (radzę to przemyśleć dwa razy), dzielenie się nastrojem itd. Obecne pokolenie tworzy na tej platformie rzeczywistość na 120%, ze starannie wybranymi zdjęciami i wpisami. Dla młodszego pokolenia Facebook stał się jedyną platformą komunikacji, uczniowie nie wymieniają się już numerami telefonów. Bo po co? Jest Messenger.

Tu zachodzi ciekawa zmiana związana z korzystaniem z Facebooka. Zmiana, która powinna zainteresować firmy branżowe, planujące komunikację do swoich potencjalnych klientów. Użytkownicy, lubiąc poszczególne serwisy, dodają je do obserwowanych. To bardzo wygodna funkcja, dzięki której można sprawdzać wiele stron internetowych z jednego miejsca. Kto ma dziś czas wchodzić na dziesiątki adresów internetowych? Portale internetowe, serwisy branżowe dbają o to, by publikować swoje wpisy, dzięki czemu trafiają prosto do zainteresowanego użytkownika. A co z firmami branżowymi?

Nie wszyscy zrozumieli, że dziś trzeba przyjść do konsumenta. Nawet najlepiej dopieszczona strona internetowa ma ograniczone szanse na dotarcie do znacznego grona odbiorców. Internet jest zalewany treściami i nowymi serwisami. Użytkownicy mają coraz mniej czasu i ochoty na wyszukiwanie nowych adresów, a nawet przeszukiwanie wyników Google.

Po co w takim razie nam media społecznościowe w naszej firmie? Najważniejsze, jak wspomniałem, to my mamy przyjść do konsumenta, a nie on do nas. Zakładając firmowy profil, możemy zachęcać potencjalnych odbiorców do obserwowania naszego serwisu. Dzięki temu nasz przekaz będzie do niego regularnie docierał. Jest to otwarcie dodatkowych drzwi w naszych kanałach komunikacyjnych. Personalizowanie komunikatów i możliwość dotarcia do osób z konkretnymi zainteresowaniami to z jednej strony szansa dla sprzedających, z drugiej strony mniejsze prawdopodobieństwo drażnienia niechcianym przekazem konsumentów.

Drugim aspektem jest zaangażowanie dystrybutorów. Widać to szczególnie w technice grzewczej, gdzie gros firm wykonawczych (odpowiadających za spore obroty dla producentów) chętnie korzysta z Facebooka. Są to często osoby zaangażowane w markę, udostępniające na profilach swoje realizacje. To wspaniali sojusznicy w promocji profilu społecznościowego producenta. To okazja, by w drugą stronę promować swoich partnerów, nagłaśniając ich sukcesy, ciekawe projekty. Niestety nie wszyscy producenci się na to decydują.

Prowadzenie profili społecznościowych to nie tylko Facebook, ale także kanał YouTube. Publikowanie filmów, choć z jednej strony uciążliwe, to kolejna szansa na budowanie zasięgu. Najlepsza reklama pomp ciepła nie może konkurować z pokazaniem konkretnej realizacji, gdzie można zobaczyć obiekt, inwestora, instalatora i w pięć minut dowiedzieć się dlaczego, za ile, w jakim czasie.

Kto to ma robić? Zazwyczaj bierze się za to dział marketingu. Zdarza się również przekazanie prowadzenia profilu firmowego do agencji reklamowej. Czy warto? Z jednej strony nasza firma może dostać dobrą analitykę, z drugiej strony agencja może nie odróżnić kotła od pieca, falownika od modułu, w efekcie czego temat postów może wrócić, i tak, na barki pracowników naszej firmy. Temat do przemyślenia. Na pewno warto zaangażować osoby mające kontakty z klientami.  One czują rynek, mogą również pomóc w rozładowaniu frustracji niezadowolonych konsumentów, zasugerować ciekawe tematy do poruszenia w firmowym fanpage’u.

Media społecznościowe to również zagrożenia. Wbrew pozorom nie jest to niezadowolony klient. Dobrze jest się dowiedzieć, nawet kosztem uszczypliwych komentarzy, co uwiera naszych odbiorców. Zagrożeniem mogą być własne błędy wizerunkowe oraz działanie hejterów. Tu pojawia się temat zarządzania kryzysem, ale o tym innym razem.

Na koniec bardzo Was proszę, jeśli zdecydujecie się prowadzić firmowy fanpage, nie wrzucajcie postów „Dziś piąteczek”. 🙂

 

Grzegorz Burek

Redaktor naczelny GLOBEnergia, Wiceprezes SBF Polska PV, członek PORT PC