Za nami pierwszy egzamin na certyfikowanych instalatorów OZE w dziedzinie fotowoltaiki. Odbył się on w krakowskim oddziale Urzędu Dozoru Technicznego.

Kandydaci na certyfikowanych instalatorów spędzili nad zadaniami prawie 2,5 godziny. Wśród podchodzących do egzaminu znalazły się przede wszystkim osoby od lat związane z elektroenergetyką, posiadające kilku lub kilkunastoletnie doświadczenie w pracy instalatora. Nie zabrakło również osób świeżo po studiach, z umysłami otwartymi na nowe technologie i nowatorskie rozwiązania.

Egzamin składał się z dwóch części. Pierwsza – teoretyczna trwająca 60 minut, składała się z 24 pytań zamkniętych, jednokrotnego wyboru. Część druga, nazywana częścią praktyczną trwała 90 minut, a składała się z trzech zagadnień do opracowania. Co więcej, każdy z kandydatów na certyfikowanego instalatora OZE miał indywidualny zestaw pytań.
Jak twierdzili sami egzaminowani, zaskoczeniem był bardzo szeroki zakres tematyczny egzaminu. Oprócz rzeczy podstawowych, istotnych i przydatnych każdemu instalatorowi w codziennej pracy, w zestawach pytań znalazły się również takie informacje, którymi tak naprawdę nie potrzeba sobie zaprzątać głowy. Przykładem takich pytań były pytania dotyczące uregulowań prawnych: Prawo budowalne, Prawo energetyczne, uregulowania dotyczące działalności gospodarczej. Przykład: „W którym roku weszła w życie ustawa ……”, „Co reguluje prawo budowlane…”. Pomimo, że pytania w dziedziny prawa nie były szczegółowe i nie wymagały dogłębnej znajomości uregulowań, mogły sprawić trudności. Sporo problemów sprawiły też pytania z szeroko pojętej elektroenergetyki, znajomości funkcjonowania systemu, pytania dotyczące ochrony przeciwprzepięciowej i odgromowej.

Kolejnym zaskoczeniem było to, że wśród pytań, nie zabrakło pytań o instalacje off grid. Wynika więc z tego, że egzamin nie jest skierowany jedynie w stronę programu PROSUMENT. Niemniej jednak, jak twierdzili egzaminowani, na wszelkiego rodzaju szkoleniach i portalach internetowych, główny nacisk jest położony na instalacje podłączone do sieci.

Część praktyczna, to inaczej część obliczeniowa. Zaskoczeniem mógł być fakt, że pytania dotyczyły obliczeń czysto elektrycznych i nie dotyczyły stricte instalacji PV. Innym, często wymienianym przez egzaminowanych zagadnieniem był problem dopasowania mocy instalacji do mocy inwertera, obliczanie mocy wyjściowej generatora lub wybór do danej instalacji inwertera, poparty stosownymi obliczeniami.
Te obliczenia wymagały oczywiście znajomości wzorów. Najtrudniejszym elementem egzaminu było dla większości narysowanie schematu jednokreskowego instalacji PV, który jak na pierwszy termin egzaminu, był dość skomplikowany.

„Jeżeli ktoś się na co dzień zajmuje danym tematem, to te najprostsze pytania budzą najwięcej skojarzeń i kontrowersji.” – skomentował egzamin doświadczony instalator. „Najtrudniejsze pytania, to te obliczeniowe, ponieważ podczas codziennej pracy używamy programów, które szybko i dokładnie obliczają wszystkie parametry. Nie robi się tego na piechotę” – dodaje kolejny egzaminowany. „Liczenie na piechotę ma sens. Człowiek wtedy wie, z czego się biorą wartości parametrów, z czego wynikają i od czego zależą. Jeżeli natomiast sprzedaje i wykonuje się klientowi instalacje PV, która jak na przeciętne zarobki Polaków warta jest sporo, nie można wtedy ryzykować i liczyć wszystkiego na kalkulatorze. Po to są programy, które robią to bez błędów.”

Na egzaminie, ku uciesze niektórych nie znalazły się pytania dotyczące historii wykorzystania efektu fotowoltaicznego, mimo iż w zakresie programowym takie zagadnienia podano. „My nie będziemy kustoszami muzealnymi fotowoltaiki”– skomentował jeden z egzaminowych.
Kolejny egzamin odbędzie się w Lublinie, w połowie października.