Chińczycy tną dotacje do OZE. Czy tamtejsza fotowoltaika zaliczy ostry spadek cen?

Choć Chiny są ciągle jednym z największych emiterów dwutlenku węgla na świecie, to ich polityka wspiera również OZE. Państwo Środka jest najważniejszym na świecie producentem fotowoltaiki, a na jego terenie stoją największe „odnawialne” elektrownie. Symbolem chińskiego OZE jest Tama Trzech Przełomów – monumentalna elektrownia wodna.

Mimo to warto wspomnieć, że chińskie sukcesy w zakresie OZE napędzane są poprzez decyzje autorytarnego rządu, który stara się ograniczyć zanieczyszczenie środowiska naturalnego. W tym kraju powszechnym widokiem są osoby ubrane w maski antysmogowe, a woda wodociągowa w wielu miastach jest tak skażona, że jej picie potrafi być groźne dla zdrowia.

Polityka promująca OZE korzystała w dużej mierze z dopłat, które mogli zgarnąć prywatni przedsiębiorcy. Okazuje się, że chiński rząd zamierza się z nich wycofywać.

W ostatnim miesiącu ogłoszono, że kończą się subsydia do jednostki energii pozyskanej przez instalacje wiatrowe. W międzyczasie cięcia dotknęły też fotowoltaiki.

W 2017 Chiny uruchomiły około 53 GW w elektrowniach fotowoltaicznych. Był to wzrost o niemal 75% względem 2016 i trzykrotność całkowitego przyrostu mocy w PV, w roku 2015. Sytuacja wygląda słabiej w energetyce wiatrowej, która już od dwóch lat montuje każdego roku coraz mniej nowych instalacji. Zmniejszenie dopłat do PV najprawdopodobniej odbije się jej niższym przyrostem w 2018.

O ile w energetyce wiatrowej tą sytuację tłumaczono problemami z integracją z siecią elektroenergetyczną, o tyle powody cięć w fotowoltaice były nieco inne. Chiński rząd zdecydował po prostu, że ceny tych systemów spadły do tego poziomu, w którym możliwe jest ograniczenie dopłat bez zniszczenia sektora.

Tamtejsza władza dąży do sytuacji, w której zarówno fotowoltaika jak i elektrownie wiatrowe będą mogły działać na zasadzie aukcji energetycznych bez dopłat. Wymusi to na chińskich producentach jeszcze większą konkurencję cenową.

Jednocześnie warto pamiętać o obostrzeniach dla importu modułów do USA, wprowadzonych przez Trumpa. Do pewnego stopnia obroniły one tamtejszych producentów przed silną konkurencją ze strony Chin. Niestety, bardzo możliwy jest scenariusz, w którym po zakończeniu „czasu ochronnego” amerykański przemysł PV nie będzie już w stanie dogonić cenowo swojego rywala. Ekstremalnie tanie moduły produkcji chińskiej po prostu zniszczą amerykańskie firmy produkujące panele fotowoltaiczne.

Źródło: Forbes, Bloomberg

Maciej Janiszkiewicz

Redaktor GLOBEnergia