Przygotowanie każdego odcinka audycji telewizyjnej zawsze jest związane z pewnym procesem myślowym, który poważnie nazywa się opracowaniem scenariusza a potocznie: ustaleniem tematu audycji.

Ponieważ w moim wypadku najsprawniej przebiega to rano tuż po przebudzeniu, więc leżałem sobie spokojnie w łóżku, obserwowałem za oknem złotą, polską jesień i myślałem, co zaserwować w kolejnym wydaniu i jak to zrobić, by było interesująco. Wybierałem się akurat na targi POLEKO do Poznania, gdzie z jednej strony spodziewałem się znaleźć mnóstwo interesujących tematów, a z drugiej wiedziałem, że pewnie wszystkie te tematy będą oblepione reklamami firm je wystawiających, co z góry wyklucza prezentację na antenie. Zastanowiłem się więc po co tak naprawdę na POLEKO przyjeżdżają wszyscy zwiedzający?

Pomijałem oczywiście szlachetne pobudki związane z przemożną chęcią przyłączenia się do dzieła ochrony klimatu. Wyszło na to, że jednak wielu jedzie na targi po to, by się dowiedzieć ile kosztują różne urządzenia umożliwiające czerpanie energii ze źródeł odnawialnych. I tak odpowiedziałem sobie na pytanie, a dodatkowo opracowałem koncepcję nowej audycji. Postanowiłem wcielić się w rolę osoby, która przyjechała na „Poleko” bo chce się dowiedzieć ile trzeba zapłacić za zestaw kolektorów słonecznych do podgrzewania wody dla czteroosobowej rodziny. Dwa lata temu zaśpiewali mi jakieś 10-12 tysięcy z montażem. Podaję cenę za kolektory płaskie, ponieważ próżniowe były wtedy jeszcze rzadkością.

Wróciłem z Poznania bez kolektorów i świadomością, że ta moja „cegiełka” w dziele ochrony klimatu przekracza możliwości finansowe nie tylko skromnego redaktora, ale i wielu innych zainteresowanych OZE. Z drugiej strony, gdy analizowałem ceny, to doszedłem do wniosku, że tak naprawdę w cenie zestawów do podgrzewania wody energią słoneczną jedynie 30-40% stanowiły koszty. Pozostałe pieniądze to był zysk producentów oraz marże dystrybutorów i sprzedawców. Zarobić muszą wszyscy…

Najgorsze, że rachunek ekonomiczny wskazywał strasznie długi okres zwrotu takiej inwestycji. Zrobiłem go sumując opłaty, których nie uiściłbym w gazowni, bo wodę podgrzewałoby słońce. Wyszło mi jakieś 8 -10 lat oczekiwania na zwrot kosztów nawet przy założeniu tej sprzyjającej okoliczności, że dostane preferencyjny kredyt z BOŚ na sfinansowanie części inwestycji.

W następnym roku też byłem na Poleko, gdzie odnotowałem obniżenie cen wymarzonych kolektorów, na które wciąż było mnie nie stać i coraz bliżej byłem podjęcia decyzji o zbudowaniu własnego kolektora. Wydawało mi się, że przy pomocy zaprzyjaźnionego hydraulika, pokonam opór materii i trudności techniczne. Wkrótce okazało się jednak, że nie ma po co wyważać otwartych drzwi, bo właśnie rozpoczęła się w Poznaniu konferencja COP 14.  Nie łudźmy się! Mądre głowy nie debatowały, jak obniżyć ceny kolektorów. Prawdę mówiąc nie wiem dokładnie nad czym dyskutowali przez dwa tygodnie odcięci od świata wysokim i strzeżonym parkanem. Wiem za to, że tuż za  ogrodzeniem  w czasie trwania konferencji była czynna wystawa „Technologie dla ochrony klimatu”, która uważam za jedno z największych wydarzeń 2008 popularyzujących wykorzystanie OZE.  Wśród wielu tanich i drogich, mniej i bardziej skomplikowanych urządzeń był prezentowany bohater tego opowiadania: kolektor SAM.

Nazwa bliska uszom, wygląd też jakby młotkiem klepany. Wyglądał naprawdę swojsko ten kolektor, a najbardziej się ucieszyłem, gdy przeczytałem, że został zbudowany w ramach programu wdrażanego przez Stowarzyszenie Klub Sportowy Kuńkowce. Polak potrafi! Był to jeden z trzech eksponatów na wystawie opatrzony plakietką Made in Poland, a mojemu sercu najbliższy, bo akurat byłem szczerze zainteresowany. Pozostałe dwa „wynalazki” też bez trudu odnalazłem i okazały się nie mniej interesujące. Postaram się o nich kiedyś napisać.

Tymczasem znajdujemy się w pociągu pospiesznym relacji Warszawa-Przemyśl, skąd do Kuńkowców rzut kamieniem. Pojechałem tam, bo chciałem oczywiście osobiście poznać polskich Prometeuszy, którzy w ramach pracy dla siebie i innych postanowili uszczknąć dla siebie i ludzkości trochę ciepła słonecznego. Tyle go przecież dociera każdego dnia do naszej planety, a wykorzystujemy naprawdę niewiele. Odnalazłem tam pana Arkadiusza Wiśniowskiego – prezesa stowarzyszenia, który pomógł mi zorganizować nagranie prezentacji budowy kolektora i w ten sposób powstała kolejna audycja „Siła z natury” po której do dziś odbieram w redakcji telefony od widzów zainteresowanych kolektorami. Nietrudno się domyślić, że wcale nie nadzwyczajna uroda spowodowała powszechny afekt widzów dla SAMÓW. Raczej przystępna cena, bo żeby zostać właścicielem własnego zestawu kolektorów do podgrzewania wody trzeba mieć…

Praca członków Stowarzyszenia nie skończyła się w polskim „dołku”, czyli w momencie zbudowania prototypu. W Kuńkowcach SAMY działają już w kilkunastu domach i naprawdę grzeją wodę, choć skłamałbym gdybym napisał, że działają bez kłopotów.

Jednym z poważniejszych są szyby, które umieszcza się na wierzchu, a mają zabezpieczać wnętrze kolektora przed wodą. Szyby pękają, bo nie wytrzymują naprężeń powstających podczas nagrzewania i chłodzenia urządzenia. Po konsultacji z Instytutem Energii odnawialnej postanowiono, że zamiast szkła, na wierzchu będą umieszczane bardziej od niego odporne płyty poliwęglanowe.

Konstrukcje SAM są też nieco mniej sprawne od fabrycznych, ale za to znacznie tańsze, więc i wodę ogrzewa się w nich taniej niż normalnie. A mają też tę wielka zaletę, że dzięki nim we wsi powstał nieformalny klub miłośników Energii odnawialnej i powstało coś, co uczeni socjologowie nazywają kapitałem społecznym. Zjawisko, które w dzisiejszych czasach jest stosunkowo rzadko obserwowane w naszym kraju, a które polega na tym, że ludzie mają do siebie zaufanie, a ponadto chce im się chcieć. Pomijam tu oczywisty choć znikomy wpływ kolektorów w Kuńkowcach na spowolnienie topnienia lodowców w Arktyce, ale liczę na to, że wkrótce takie kolektory pojawią się również w wielu innych polskich miejscowościach. Okazuje się bowiem, że niezależnie od budowania takich urządzeń na własny użytek, Stowarzyszenie otrzymało grant  z Narodowego Funduszu ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na upowszechnianie budowy Samów w całej Polsce.
I tego, żeby jak najlepiej wykorzystało fundusze szczerze im życzę.

Na zakończenie proponuję krótki instruktaż budowy kolektora:

• Zbudować drewnianą ramę, pomalować ją na czarno i zamocować plecy z blachy ocynkowanej.

• Na specjalnym kopytku /szablon/ wygiąć rurki miedziane, przylutować je później do absorbera z cienkiej blachy miedzianej. Pomalować jedną stronę absorbera na czarno.

• Włożyć na dno kolektora wełnę mineralną z blachą aluminiową a na to folię, taką jak do ogrzewania podłogowego.

• Włożyć do ramy absorber – Czarną stroną do góry.

• Wzmocnić ramy kątownikiem metalowym i zamocować wierzch z płyty poliwęglanowej. Zaizolować!

• Zamontować kolektor oraz instalację do produkcji ciepłej wody użytkowej.

zobacz także

Słońce świeci nad Tatrami

 
Witold Czuksanow


Cały artykuł – GLOBEnergia 3/2009