Prąd pochodzi z gniazdka, to wie każde dziecko, skąd dalej – to już dorośli wiedzą z grubsza, że z elektrowni. Tylko co dzieje się po drodze? 

 
Islandia jest krajem, w którym jedynie ok. 4% energii elektrycznej pochodzi ze źródeł konwencjonalnych. Udział ten pochodzi z zamieszkałych przez ludzi niewielkich wysp oraz niektórych szczególnie oddalonych od krajowej sieci dystrybucyjnej osiedli ludzkich znajdujących się na wyspie stanowiącej zasadniczą część kraju. Pozostałe 96% prądu produkowane jest w instalacjach wykorzystujących odnawialne źródła energii, z czego 70% – w elektrowniach wodnych, zaś 26% – w elektrowniach geotermalnych.
 
Część hydroelektrowni nie jest podłączona do sieci elektroenergetycznej i zapewnia elektryczność gospodarstwom lub grupom gospodarstw, zazwyczaj w ogóle lub niewystarczająco połączonych z systemem. Każde z wymienionych źródeł elektryczności jest uznawane za stabilne. Elektrownie wodne – często służą do stabilizacji parametrów sieci. Dla Islandii wykorzystanie OZE to wygoda, w dużej mierze – uniknięcie importu paliw kopalnych, bezpośrednie korzyści dla gospodarki. 
 
Kiedy w Polsce dyskutuje się właściwy kierunek rozwoju OZE, zazwyczaj pojawia się kwestia stabilności systemu, co jest bardzo ważnym zagadnieniem, także pod kątem bezpieczeństwa narodowego. Stabilność systemu energoelektrycznego zazwyczaj obchodzi przeciętnego obywatela nieprzeciętnie mało, zapewne również dlatego, że nie ma świadomości, iż za jej brak płaci, nie tylko koniecznością wyłączenia klimatyzacji w sytuacjach nadzwyczajnego niedomagania sieci, czego doświadczyliśmy podczas wakacji zeszłego roku.
 
Płacimy cały czas, pokrywając koszty „przepalania” niezużytej a wytworzonej energii, jej zakupu na giełdzie interwencyjnej, gdy występują braki w sieci (ceny energii na tym rynku mogą być nawet 10 razy wyższe niż energii wcześniej zakontraktowanej). W zasadzie nawet funkcjonowanie stref taryfowych jest pochodną nierównomiernego obciążenia sieci. Na Islandii obowiązuje jedna taryfa. Nie oznacza to jednak, że sieć jest zupełnie stabilna. 
 
Tu zapewne niejeden PT Czytelnik zastanawia się, co też autor plecie – wszak dysponując stabilnymi źródłami energii i niewielkim bądź co bądź przemysłem, można z bardzo dobrą dokładnością oszacować zapotrzebowanie w odpowiednim horyzoncie czasowym i działającą moc wytwórczą do przewidywanego zapotrzebowania dostosować. To oczywiście prawda, jednak jednego składnika – przyrody nie sposób przewidzieć. Zresztą podobnie, jak w Polsce. I podobnie, jak w Polsce, pojawiły się w ostatnich latach kłopoty z wodą do tego stopnia, że opróżniono niektóre zalewy do minimalnego poziomu piętrzenia, o ile nie poniżej. Niecodzienne.  
 
Wobec braku wody – chłodziwa lub napędu – choćby najlepsze turbiny, niezależnie, czy wodne czy parowe – na nic się zdadzą. Nie jesteśmy w stanie dokładnie przewidzieć zjawisk związanych z klimatem, tym bardziej w latach, w których jesteśmy stanem atmosfery zaskakiwani. Równocześnie potrzebujemy energii elektrycznej i nasz apetyt na nią stale rośnie. Do obowiązków kolejnych rządów każdego kraju należy zapewnienie ludności dostaw energii. Jakie jest rozwiązanie?

 

Opracowanie: Bartłomiej Ciapała

Źródło: GLOBEnergia Plus 5/2016


POBIERZ DARMOWĄ APLIKACJĘ MOBILNĄ GLOBEnergia Plus i czytaj cały artykuł już dziś!

appstore        google play