W zamyśle ustawodawców, tradycyjne kotły zasypowe, mają być sukcesywnie zamieniane na nowoczesne, automatyczne kotły wysokiej klasy, lub nowoczesne kotły gazowe, czy np. pompy ciepła.

Co to oznacza dla producentów tradycyjnych urządzeń? Czy branża będzie tęsknić za kotłami zaypowymi? Czy zdaniem branży,  przyjęty przez polski rząd kierunek (tj. przyjęcie pakietu antysmogowego, obejmującego m.in. przyjęcie norm i jakości dla węgla jeszcze w I kwartale 2017 roku, dopłaty do wymiany starych kotłów, obowiązek podłączania do miejskiej sieci ciepłowniczej tam, gdzie to możliwe) jest odpowiedni i czy zaproponowane działania są wystarczające?

Na nasze pytania odpowiada Robert Galara,Wiceprezes Zarządu firmy Galmet.

Każde działanie służące poprawie jakości powietrza jest krokiem w dobrym kierunku. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. Jako przedstawiciela branży OZE – solarnej i pomp ciepła – moje stanowisko wydaje się jasne. Oczywiście chcemy rozwijać nowoczesne źródła ogrzewania, zwłaszcza urządzenia korzystające z zasobów energii odnawialnej. Z jednym zastrzeżeniem – zarówno rząd, jak i NFOŚiGW, wszystkie WFOŚiGW, samorządy, razem z naszym udziałem – branży, takich organizacji jak PORT PC i prasy jak GLOBEnergia, muszą położyć duży nacisk na edukację w tym zakresie. Proszę sobie wyobrazić, że w większości programów lokalnych czy wojewódzkich, które mają na celu walkę z niską emisją, nie ma pomp ciepła. Moim zdaniem jest to skandal, przestępstwo przeciwko zdrowemu rozsądkowi i czystemu powietrzu. Musi być to absolutny brak albo wiedzy, albo chęci, albo jednego i drugiego. Z edukacją musimy wejść do szkół, na wyższe uczelnie, do prasy lokalnej. Jeszcze raz powtórzę – nie jest to oczywiście domeną tylko rządu czy wojewody jako przedstawiciela w terenie, czy w końcu samorządów – gminy lub powiatu – branża również musi być aktywna. Na razie jednak nie widzimy takiego zainteresowania z drugiej strony, żebyśmy mieli gdzie się wykazać wiedzą na ten temat. Chcielibyśmy pokazać, chociażby że również zimą powietrzne pompy ciepła faktycznie działają. Mogę się założyć, że 9 na 10 Polaków zapytanych na ulicy, powie, że niemożliwe jest, aby pompa ciepła, czerpiąc z powietrza o temperaturze 5°C, dała nam ciepłą wodę użytkową i mogła ogrzać nasz dom, a przecież jest to możliwe! Jeszcze raz powtórzę – przede wszystkim edukować. Być może warto byłoby również wpisać w strategię, że odnawialne źródła energii powinny być eksploatowane w pierwszej kolejności.

Jako przedstawiciel branży kotlarskiej i członek Platformy Producentów Urządzeń Grzewczych na Paliwa Stałe dostaliśmy zapytanie – podobnie jak SPIUG – o nasze dezyderaty dotyczące projektu rozporządzenia Ministerstwa Rozwoju. Proszę mi wierzyć, że w ogóle nie uroniliśmy łzy nad kotłami zasypowymi, choć wciąż uparcie podkreślamy, że to nie kocioł „kopci”, a paliwa, które są w nim spalane. Spalając paliwem odpowiedniej jakości, wpływamy na zmniejszenie szkodliwej emisji. Jako producenci przyjęliśmy do wiadomości, że dopuszczone do sprzedaży będą jedynie kotły 5., najwyższej klasy. Kłopot w tym, że jeśli nie zrobimy nic lub niewiele w sprawie klasyfikacji paliw, problem nie zostanie kompleksowo rozwiązany. Jeżeli przyjmujemy klasyfikację kotłów, to nieodzowną częścią programu powinna być również klasyfikacja paliw. Z całym szacunkiem do ciężkiej górniczej pracy, nie możemy przystać na to, żeby zastanawiać się nad tym, co zrobić z węglem niespełniającym norm jakości, ponieważ jest to wbrew zdrowemu rozsądkowi, a na jego spalaniu cierpią też sami górnicy i ich rodziny. Bardzo istotny jest jasny przekaz, że spalane paliwa będą kontrolowane przez państwo. Branża kotlarska jest pełna obaw, że straż miejska czy policja może nie dopilnować tej kwestii. Taka jest niestety nasza tradycja – przyjmujemy rozwiązania dobre i bardzo dobre, wzorowane na krajach, w których się to udało, ale nie jesteśmy Austrią ani Niemcami. Tam nie można nie wpuścić kominiarza do domu – z tego, co słyszałem, w Polsce można zrobić to z czystym sumieniem. Użytkownik kotła, w którym są spalane butelki PET, kalosze, opony i odpady czy śmieci musi mieć pewność, że strażnik miejski z kominiarzem odwiedzą go, nakładając na niego karę, która powinna stanowczo odstraszać, ponieważ ci ludzie nas trują, a my się pod tym podpisujemy. To nie jest tak, że branża kotlarska – bardzo chce to podkreślić – nie patrzy na to, gdzie mieszkają nasze rodziny, naszych pracowników, naszych kontrahentów. My też tutaj jesteśmy. Na szczęście branża jest na tyle silna w Polsce, że prawie każdy kocioł na paliwo stałe sprzedawany na polskim rynku, jest też polskim produktem.

Wątpliwości budzą rabaty na ogrzewanie energią elektryczną. Elektrownie mamy w Polsce w dużej mierze węglowe i nie wszystkie wyposażone są w odpowiednie systemy filtrów i choć w tym wypadku nie mówimy o niskiej, a wysokiej emisji, to ona jest, ma miejsce i nie „ginie” w powietrzu. Czy będziemy te zanieczyszczenia wdychać, czy zjemy w marchewce albo liściach sałaty – i tak nas to dopadnie. Jest to rozwiązanie niezłe, ale nie bardzo dobre. Wykorzystanie II taryfy i zniżki na nią wydają się dobrym pomysłem, ponieważ w ten sposób pomagamy elektrowniom wykorzystać swoje moce, warto to popierać. Podłączanie użytkowników do sieci ciepłowniczych jest również dobrym rozwiązaniem, aczkolwiek ponownie – należałoby to połączyć z ich modernizacją. Nie wiem, czy w Polsce jest 5% elektrociepłowni niewęglowych. Należy też postawić pytanie, czy sieci przesyłowe są dobrze zabezpieczone. W sieciach długich bez wątpienia mamy do czynienia ze stratami na przesyle – warto o tym pamiętać, aby nie okazało się, że kilkanaście lub kilkadziesiąt procent energii tracimy w starych, źle zabezpieczonych sieciach. Jeśli tak by było, oznaczałoby to, że w elektrociepłowniach palimy węglem, a i tak tracimy 1/3 czy 1/4 generowanej energii, co byłoby przerażające.

Byłoby wskazane, aby decydenci jednak korzystali z porad producentów i branży, aby nie wylać dziecka z kąpielą. Dlatego właśnie cieszy mnie, że pojawiają się zapytania z ministerstwa, a my, jako organizacje samorządu gospodarczego, mamy możliwość wypowiedzenia się. Jako polski producent oczywiście jestem za tym, żeby polski rząd, polski budżet wspierał rodzimych wytwórców. To my budujemy polskie PKB, to my zatrudniamy polskich pracowników, nie wywozimy nigdzie pieniędzy, dlatego że inwestujemy w Polsce. Polska branża kotlarska w ostatnich latach wykonała potężny skok technologiczny. Wiedząc o tym, że wymagane będą kotły 5. klasy, firmy zainwestowały dziesiątki milionów złotych w laboratoria badawcze, młodych inżynierów, certyfikaty, obserwacje rynku itd. Szkoda byłoby tego nie wykorzystać! Jeśli chodzi o branżę OZE, jest ona w powijakach. Galmet jest jednym z niewielu, jeśli nie jedynym na tę skalę producentem pomp ciepła w Polsce. Warto byłoby wspomóc współpracę politechnik z wytwórcami, uwzględnić ulgi podatkowe, czy może związane ze strefami ekonomicznymi – decydent ma sporo dostępnych narzędzi. Trochę przewrotnie powiem, że wolałbym mieć konkurencję z Polski, bo widziałbym, że branża rozwija się cała, a nie w ramach pojedynczych firm. Pompy ciepła, kolektory, moduły fotowoltaiczne, o których wiemy, że są produkowane w Polsce, to jest przyszłość. Jeśli będą one wykonane rękami polskiego robotnika, przemyślane i narysowane ręką polskiego inżyniera, to będzie tylko lepiej dla kraju.

Źródło: GLOBEnergia Plus 2/2017

FLASH rynku – niska emisja – rozwiązania zaproponowane przez rząd

Redakcja GLOBEnergia