Zacznijmy od kilku faktów. Poseł Małgorzata Chmiel wyliczyła na początku posiedzenia, jak duże różnice w kwotach podatku niesie za sobą art. 17 omawianej ustawy o inwestycjach w elektrownie wiatrowe.

„Przed wejściem w życie ustawy o elektrowniach wiatrowych, podatkiem od nieruchomości w wysokości 2% była objęta jedynie wieża z fundamentami, co wynosiło ok. 1.4 mln rocznie, przy średniej wielkości elektrowni wiatrowej. Zgodnie z nowymi przepisami, jeżeli obliczalibyśmy ten podatek od całości, to jego wysokość zrośnie do około 4,5 mln.” – wylicza poseł Małgorzata Chmiel.

Problem z naliczaniem podatku mają nie tylko właściciele elektrowni wiatrowych, ale również samorządy, które muszą planować w budżecie pieniądze otrzymywane od właścicieli elektrowni wiatrowych. Interpretacje odnośnie płacenia tych podatków są różne, więc samorządy boją się uwzględniać je w  budżecie.

Problem polega na tym, że ta ustawa nie jest ani prawem podatkowym, ani regulacją budowlaną. Nie możemy do niej sięgać, jeżeli chcemy ustalić zakres opodatkowania. Ustawa o podatkach i opłatach lokalnych odnosi się do prawa budowlanego, a nie do ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych. Taka jest interpretacja prawników.” – doszukuje się możliwych różnic w interpretacjach poseł Chmiel dodając, że istnieje zasada rozstrzygania wątpliwości prawnych na korzyść podatnika, co wynika wprost z artykułu 2a ordynacji podatkowej.

Podczas posiedzenia komisji głos zabrał jeden z inwestorów, który działalność gospodarczą prowadzi od lat ’90. „Podatki powinny być jasne, czytelne i klarowne dla obydwu stron. Ta ustawa wprowadza totalny bałagan. Ja zapoznałem się z kilkoma opiniami prawnymi, które jednoznacznie oceniają tę ustawę jako bubel prawny.” – zabrał głos.

Swoją historię opowiedziała Pani Hanna Grochowiecka, członek zarządu w spółce Wiatrak Sp. z o.o. Mamy 4,8 MW – to nie jest dużo. To miała być nasza emerytura. Na początku wybudowaliśmy pierwsze dwa wiatraki. Potem z wypracowanego zysku wybudowaliśmy jeszcze jedną. Potem zysku już nie było.” Na inwestycje zaciągnięto kredyt. Poręczono własnym majątkiem.

„Produkujemy 13 tysięcy MWh rocznie. Cena energii dzisiaj to 171 zł/MWh. Państwo zabiera nam 8% (bilansowanie), bo jest to źródło niestabilne. Tak naprawdę, do ręki dostajemy 157 zł/MWh plus cena pochodząca ze świadectw pochodzenia. Dziś jest to cena ok. 36 zł/MWh. Łącznie przychody z moich wiatraków kształtują się na poziomie 2,5 mln zł rocznie. Kredyt to 1,2 mln złotych, serwis 600 000 zł, 580 000 zł to podatek od nieruchomości, ubezpieczenie to kolejne 40 000 zł, a koszty wyłączenia gruntów z produkcji rolnej to następne 30 000 zł. To już jest kwota, która zamyka moje przychody.”

Podobnie sytuacja wygląda u inwestora z Leszna: „Jestem właścicielem 8 elektrowni wiatrowych. Zainwestowałem swój kapitał. Jest to firma rodzinna, na dzień dzisiejszy firma w upadłości. Ledwo ciągniemy. Na początku to była kura, która znosiła złote jajka. Z jednej elektrowni zbudowaliśmy dwie, z dwóch mieliśmy pięć, a z pięciu osiem. Żeby utrzymać elektrownie wiatrową ja wyliczyłem, że potrzebuje 320 zł/MWh, żeby do tego nie dokładać. Na dzień dzisiejszy mam cztery pozwolenia na budowę i żadnego już nie zrealizuje. Żaden bank mi nie chce pomóc. Wszystkie banki podkładają nogę.”

Stowarzyszenie Energii Odnawialnej zrobiło w omawianym zakresie kilka analiz, których wyniki podczas posiedzenia przedstawił Łukasz Zagórski: „Według naszych obliczeń, dodatkowy koszt związany z podatkiem od nieruchomości na turbinę 1 MW to jest około 80 000 złotych, co w skali roku, dla sektora energetyki wiatrowej oznacza prawie 0,5 mld złotych obciążeń. Nasze polskie farmy wiatrowe cały czas uzyskują pomoc publiczną w postaci świadectw pochodzenia. Obecna cena takich świadectw to około 35-40 zł/MWh. Zrobiliśmy więc analizę, przy jakiej cenie świadectwa pochodzenia, farma wiatrowa mogłaby pokryć ten dodatkowy podatek. Musiała by ona wynosić ok. 60-70 zł/MWh.”

Kamil Szydłowski, ze Stowarzyszenia Małej Energetyki Wiatrowej wyliczał, jak sytuacja zmienia się w przypadku małych przedsiębiorców. „Z danych naszych inwestorów wynika, że dla turbiny 1 MW, wysokość kwoty podatku wzrośnie z 8 000 zł do 30 000 zł. Dla turbiny 800 kW to jest wzrost z 22 000 zł do 82 000 zł. Dla turbiny 900 kW to jest wzrost z 34 000 zł do nawet 114 000 zł w zależności od wartości turbin. Zaczną się upadłości.”

Upadłości będą spowodowane nie tylko wyższym podatkiem, ale nałoży się na to kilka dodatkowych czynników. Przede wszystkim od 2018 roku pojedyncze, jednoosobowe przedsiębiorstwa będą musiały negocjować ceny sprzedaży zielonej energii z koncernami energetycznymi.

„Ja sobie tej sytuacji zupełnie nie wyobrażam. W praktyce już jest tak, że przedsiębiorcy otrzymują umowy do podpisu, lub propozycje umów, które opiewają na kwotę znacząco niższe nic te, które maja obecnie. Moim zdaniem, celem tego artykułu 17 niebyła zmiana podatkowa. Mamy tutaj wrażenie, że chodziło znowu o pokazanie farm wiatrowych w złym świetle. (…) Uważam, że po raz kolejny starano się tę energetykę wiatrową demonizować, mimo, że prawie 2 GW mocy to są polskie spółki, w polskich rękach.” – dodaje Kamil Szydłowski zwracając jednocześnie uwagę na to, że wpływy z podatków będą odpowiednio wyższe, ale zyski spółek będą zdecydowanie niższe, więc niższy będzie również podatek dochodowy. 

Redakcja GLOBEnergia