O unii energetycznej mówi się już od dłuższego czasu.  Niecały rok temu pisaliśmy o wizji unii energetycznej oczami Donalda Tuska. 

 
Mówił on wtedy o:
– Powołaniu jednej europejskiej instytucji, która kupowałaby gaz dla wszystkich 28 państw członkowskich UE.
– Zasadzie, że jeśli jednemu lub kilku państwom UE groziłoby odcięcie od dostaw gazu, inne kraje udzieliłyby pomocy poprzez „mechanizmy solidarnościowe”.
– Finansowaniu przez UE do 75 proc. niezbędnych inwestycji (zbiorniki do magazynowania gazu, rurociągi) w krajach obecnie najbardziej uzależnionych od rosyjskiego gazu.
– Pełnego wykorzystania istniejących zasobów paliw kopalnych UE, w tym węgla i gazu łupkowego.
– Podpisania porozumień przewidujących zakup gazu od eksporterów spoza Europy. Paliwo byłoby transportowane do Europy w formie płynnej.

 
Czy od tego czasu nastroje na europejskiej scenie politycznej uległy zmianie? 
2 lutego odbyła się debata na temat  unii energetycznej,  w której uczestniczył wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński.  Zdaniem Janusza Piechocińskiego, dla Polski kluczowe jest uniezależnienie od importu surowców. Jak powiedział podczas rozmowy: „Umożliwienie rozwoju źródeł własnych energii i surowców zarówno konwencjonalnych, jak i niekonwencjonalnych, pozwoli na właściwą dywersyfikację miksu energetycznego.”
 
Maroš Šefčovič, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej  również ma  wizje proekologiczne i skierowane w stronę OZE. Ogłosił on, że 25 lutego Komisja Europejska opublikuje komunikat dotyczące unii energetycznej i planu działań- „Koncepcja będzie opierać się na pięciu filarach: bezpieczeństwo energetyczne, integracja narodowych rynków energetycznych, zmniejszenie zapotrzebowania na energię, dekarbonizacja oraz badania i rozwój”. 
 
 
Redakcja GLOBEnergia