Analizowanie trendów na rynku energii elektrycznej jest zadaniem trudnym, ponieważ wieloaspektowym, a dodatkowo w modelu, który dany analityk przyjmuje, funkcjonuje wiele niewiadomych i ryzyk, w tym najważniejsze, trudne do oszacowania, ryzyko zmiany otoczenia prawnego i politycznego.

Otoczenie prawne i polityczne jest wpisane w krajobraz polskiej energetyki, w której do dziś nie dopracowaliśmy się żadnej strategii energetycznej na najbliższe dekady, oprócz tej z 2009 roku (ministerstwo dopiero pracuje nad nową).

Kolejne wybory parlamentarne czy samorządowe, polityka zagraniczna, w tym np. w stosunku do Rosji czy Białorusi, połączenie energetyki z polskim górnictwem węgla czy wreszcie kwestia zakresu konkurencji na rynku energii, wszystko to są albo otwarcie kwestie polityczne, albo kwestie podlegające politycznej regulacji, stąd przy analizach i prognozach będę starał się włączyć je w obraz sytuacji.

Ceny uprawnień do emisji a cena energii na TGE

Obecnej sytuacji na rynku energii nie da się zrozumieć, jeśli nie weźmie się pod uwagę polityki europejskiej w stosunku do ekologii. Ona bowiem, a konkretnie reforma unijnego systemu ETS, w najbardziej istotny sposób przyczynia się do kształtowania cen na rynku energii. Właściwie można powiedzieć, że ceny na rynku uprawnień do emisji CO2 przekładają się 1 do 1 na ceny energii na Towarowej Giełdzie Energii w Warszawie.  System uprawnień do emisji to unijny polityczno-ekonomiczny instrument przeciwdziałania skutkom emisji CO2. 

Wzrost cen uprawnień do emisji ma zmusić Polskę do zmiany struktury miksu energetycznego

Trudno się zresztą dziwić, że się przekładają, skoro w polskim miksie energetycznym węgiel stanowi obecnie przeważającą składową. Wzrost cen uprawnień do emisji CO2 ma właśnie zmusić Polskę do zmiany struktury miksu energetycznego. Widać  to wyraźnie w wypowiedziach wielu ekspertów z krajów zachodniej Europy,

Z kolei odpowiedzią polskiego rządu na trend wzrostowy tych instrumentów finansowych jest próba politycznej negocjacji z Komisją Europejską bądź tworzenie doraźnych sojuszy politycznych z innymi krajami, zainteresowanymi powstrzymaniem wzrostu cen emisji.

Wynika to z tego, że rząd opornie reaguje na próby rozwijania w Polsce energetyki odnawialnej czy rozproszonej, natomiast. Ku powszechnemu zdziwieniu, realizuje kolejne inwestycje w bloki węglowe. I to znów na terenach wyborczo interesujących, jak np. inwestycja w Ostrołękę C.

Sprawa nie jest jednak taka prosta. Spółki energetyczne, mimo że skarb państwa jest ich głównym udziałowcem, są jednak spółkami prawa handlowego. Muszą się liczyć z opiniami pomniejszych inwestorów, którzy nie są zainteresowani ręcznym sterowaniem, tylko losem spółki na giełdzie.

Oczywiście, nasz rząd jest świadomy, mniej lub bardziej, sytuacji. Właściwie już w roku 2012 lub 2015 wiadomo było, że rosnące ceny uprawnień do emisji uderzą w polski przemysł.

Cena uprawnień do emisji CO2 nawet po 40 euro w 2025 roku!

W roku 2020 cena uprawnień skoczy do poziomi 25 euro, 30 euro w 2023, a 40 euro w 2025 roku. Zdaniem HSBC cena osiągnie w dłuższym okresie czasu 30 euro, przy cenie uprawnień na 2019 na poziomie 25 euro.

Zdaniem niektórych, cena uprawnień nie musi zatrzymać się na poziomie 40 euro, ale dotrzeć do 60!

Do tego należy dodać rosnące koszty utrzymania polskiej infrastruktury elektroenergetycznej, która wymaga modernizacji oraz koszty powstania nowych źródeł wytwórczych, związanych z niedoborami mocy w sieci.

Już teraz energetyka zawodowa na głosy rozżalonych konsumentów reaguje często: cieszcie się, że w ogóle macie prąd! Koszt utrzymania rynku mocy, zgodnie z Ustawą o rynku mocy, która ma powołać do istnienia nowe moce wytwórcze to, według moich szacunków, dodatkowa opłata mocowa w taryfie dystrybucyjnej na poziomie 20 do 40 złotych za MWh.


Komentarz jest fragmentem szerszej analizy w GLOBEnergia 4/2018 


dr Marek Przychodzeń

Prezes zarządu Eidos sp. z. o.o., doktor filozofii