Farma w Wierzchosławicach to pierwsza naziemna elektrownia fotowoltaiczna, jaka powstała w Polsce.

W założeniach miała okazać się szalenie opłacalną, wręcz midasową inwestycją. Budziła duże zainteresowanie ościennych gmin. Niestety, bardzo szybko przerodziło się ono w zainteresowanie prokuratora i służb antykorupcyjnych.

Od samego powstania w 2011 roku instalacja wiąże się z szeregiem kontrowersji. Pierwsze wątpliwości co do uczciwości przetargu budzi już cena obiektu. Kolosalny wydatek rzędu 10 mln za megawat mocy wydawał się zbyt wysoki nawet jak na tamte czasy.

Kolejną sprawą są wymagania przetargowe, które bardzo wyraźnie określały tak nieistotne z powodu pracy instalacji parametry, jak choćby geometryczne wymiary paneli czy wysokość ich ramek. Wiele osób podejrzewało, że przesadna dokładność w detalach była jedynie pretekstem do działań korupcyjnych.

Zdjęcie ukazujące zacienianie się modułów (błąd montażowy – źródło http://solaris18.blogspot.com)

Do wszystkiego należy jeszcze dorzucić rażące błędy montażowe oraz beznadziejny serwis. Zdarzało się, że uszkodzone elementy pozostawały latami na swoim miejscu, obniżając efektywność całej instalacji. Głośno było o sytuacji, w której zepsute falowniki nie były wymieniane przez okres… 3 lat. W takich okolicznościcach, nawet gigantyczne, 50% unijne dofinansowanie nie było w stanie utrzymać na powierzchni tragicznej inwestycji. Niecały rok temu okazało się, że wójtowi zarządzającemu gminą w tamtym okresie prokuratora postawiła szereg zarzutów, związanych nie tylko z feralną farmą fotowoltaiczną.

Obecnie zadłużenie farmy przekracza już 3 miliony złotych i nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała się polepszyć. Z tego powodu gmina planuje ją sprzedać. Trudno powiedzieć, ile instalacja ta może być warta. Na pewno wymaga gruntownego przebudowania, które pociągnie za sobą kolosalne koszty. Innym pomysłem jej po prostu ogłoszenie upadłości – co pomoże uregulować sytuację z ciągle rosnącym długiem. Pytanie, czy w ogóle znajdą się inwestorzy chętni do nabycia tego, okrytego złą sławą, obiektu. A z decyzją trzeba się śpieszyć. O ile początkowy milion złotych na łatanie długów pochodził z budżetu gminy, to następne środki na ten cel zostały pożyczone z … parabanków. Dalsze podtrzymywanie tej katastrofy może okazać się tragiczne w skutkach dla regionu.