Firmy produkujące turbiny wiatrowe tracą zyski

Ostatnio coraz częściej pojawiają się informacje o sukcesach energetyki wiatrowej. Każdego roku jej światowe znaczenie rośnie, a cena prądu uzyskiwanego z instalacji tego typu spada. Jakiś czas temu świat obiegła wiadomość, że w Danii i Holandii zorganizowano aukcje energetyczne, w których zwyciężyły oferty całkowicie pozbawione subsydiów. Wielu ekspertów – m.in. osoby decyzyjne w Vestas – twierdzi, że na przełomie lat 2020-2025 taka sytuacja będzie już normą. Tymczasem według danych ujawnionych przez Bloomberg, koncerny produkujące turbiny wiatrowe ciągle tracą. Od 2015 roku zarobki niemieckiego Nordexa spadły o aż trzy czwarte. Od początku 2017 firma straciła 35% przychodu netto.

Nie jest to odosobniony przypadek. W ciągu zaledwie roku przychody Gamesy spadły o 40%. Trochę lepiej trzyma się duński Vestas, jednak tutaj też nie jest wesoło – w tym samym okresie jego przychody spadły o około 20%. Najmniej traci chiński Senvion – 17%. Wszystkie podane informacje dotyczą zysków ze sprzedaży turbin naziemnych – onshore.

Jeżeli energetyka wiatrowa na świecie rozwija się tak dynamicznie, to skąd biorą się problemy producentów turbin?

Paradoksalnie, problem tkwi właśnie w jej popularności. Większość z wymienionych firm to europejskie marki, które ostro konkurują o każdy zainstalowany megawat mocy. Turbiny muszą być coraz bardziej efektywne, a ich produkcja tańsza. Skutkuje to obniżeniem cen i zwolnieniami w branży.

Właśnie duże zainteresowanie wiatrakami w Europie może być tym, co wytnie do nogi europejski przemysł wiatrowy. Gigantycznym zagrożeniem są dla nich chińskie firmy, które coraz częściej oferują produkty wysokiej jakości. Jak na razie Chińczycy zadowalają się rodzimym rynkiem i większość z wyprodukowanych przez nich turbin zostaje zainstalowanych w Chinach. Co jednak, gdy nasycą się już własnymi produktami? Rozpoczną eksport.

Transport turbin wiatrowych jest dużo trudniejszy niż paneli fotowoltaicznych, głównie ze względu na ich rozmiary. Dzięki temu, scenariusz totalnego zdominowania rynku jak w przypadku fotowoltaiki będzie trudny do powtórzenia. Z drugiej strony łatwo zauważyć, że tamtejsi producenci o wiele szybciej zbijają ceny swoich produktów, więc wychodzi na to, że ostatecznie i tak sporo namieszają w europejskim sektorze wiatrowym.

Czy to źle? Dla firm zajmujących się produkcją turbin taka sytuacja może być problematyczna. Tymczasem dla ogółu społeczeństwa oznacza to tańszy prąd z OZE.

Maciej Janiszkiewicz

Redaktor GLOBEnergia