Na pierwszy rzut oka Zjednoczone Emiraty Arabskie wydają się idealnym miejscem do stawiania paneli fotowoltaicznych. Jakiś czas temu tamte kraje zaczęły inwestować duże sumy pieniędzy, by ściągnąć zachodnich producentów i monterów fotowoltaiki. W ten sposób pieniądze pozyskane na sprzedaży ropy naftowej napędziłyby kolejne, tym razem odnawialne źródło energii. Początkowo plan wydawał się strzałem w dziesiątkę – wysokie natężenie promieniowania słonecznego miało być gwarancją świetnych uzysków z tych instalacji, a przyjazny środowisku charakter – szybką metodą na poprawienie jakości powietrza. Po jakimś czasie okazało się, że sytuacja nie wygląda aż tak różowo.

Roboty czyszczą powierzchnie paneli z pustynnego kurzu

Problemem jest pył, osadzający się na panelach. Pokrywa on je z taką szybkością, że konieczne jest zastosowanie specjalnych robotów czyszczących, zasilanych częścią generowanej energii. I choć nie są one dramatycznie energochłonne (upraszczając, to tylko obracające się dookoła szczotki), jednak konieczność podtrzymania ich pracy przez dłuższy czas zużywa znaczną część wygenerowanej mocy. Dodatkowo praca powoduje co jakiś czas niewielkie zarysowania, które w przełożeniu na większy przedział czasowy skracają czas „życia” panelu. Ponadto ich zakup podnosi koszty całego systemu.

Zjednoczone Emiraty Arabskie

Jak duże straty powoduje pył na farmach fotowoltaicznych?

Badacze z Duke University’s Nicholas School of the Environment zajęli się obliczeniem, jaka część energii jest tracona przez wpływ pyłu. Okazało się, że cała sytuacja kosztuje średnio jedną czwartą pozyskanej mocy. To przy założeniu jednego czyszczenia na miesiąc – w przypadku obniżenia częstotliwości (raz na dwa miesiące), tracimy prawie 35% energii. A to jedynie średnie wartości. W niektórych rejonach możliwe są straty rzędu 40% lub wyższe, co dodatkowo utrudnia wybór lokalizacji pod nowe elektrownie. Czterdzieści procent – i to przy czyszczeniu raz na miesiąc.

Europa może spokojnie odetchnąć

Co ciekawe, efekt prawie nie występuje w Europie, gdzie maksymalnie kilkuprocentowe straty są powodowane głównie zanieszczyszczeniem powietrza. Badania przeprowadzone w 2013 roku w Kalifornii wskazały, że tamtejsze spadki wydajności z tego tytułu sięgają jedynie 7%. Wygląda na to, że Arabowie będą musieli szybko znaleźć metodę rozwiązania „pyłowego” problemu – inaczej miliardy dolarów zainwestowane w branże nie zwrócą się tak szybko, jak przypuszczali.

 

Redakcja GLOBEnergia