Pisaliśmy niedawno na łamach naszego portalu o przekształceniach sieci energetycznej w Niemczech.  Przypomnijmy więc, że według niemieckich operatorów systemów przesyłowych, magazynowanie energii elektrycznej jest wciąż zbyt drogie, a sam przesył stanowi stosunkowo tańszą alternatywę.

 
Czy magazynowanie energii za pomocą sieci energetycznej stanowi klucz do przyszłości dla zintensyfikowanego rozwoju sektora odnawialnych źródeł czystej energii?
Opracowano niedawno sprawozdanie dotyczące niezawodności niemieckiej agencji sieci energetycznej BNA, która mierzy ową niezawodność poprzez wskaźnik przeciętnego (średniego) systemowego czasu trwania przerwy długiej w dostawach energii elektrycznej, wyznaczony w minutach na odbiorcę (ang. SAIDI, czyli współczynnik niezawodności stanowiący sumę iloczynów czasu trwania przerwy w dostawie energii (w minutach) i liczby odbiorców narażonych na skutki tej przerwy w ciągu roku, podzieloną przez łączną liczbę obsługiwanych odbiorców przyłączonych do sieci). Niemcy cechują się średnio 15 minutami przerwy na klienta rocznie, „co należy do najniższych w Europie, a ponadto zauważalna jest tendencja spadkowa. Z kolei w USA jest to ponad kilkaset minut.
Badanie te przeprowadzone zostały przez think tank „Agora Energiewende” z siedzibą w Berlinie. Z badań tych wynika, że kamień milowy odnawialnych źródeł energii jest wyznacznikiem czegoś znacznie rewolucyjnego, niż moglibyśmy przypuszczać.

Przez następne piętnaście do dwudziestu lat – czyli do osiągnięcia 60-ciu procent w ogólnym bilansie energii ze źródeł odnawialnych – mamy dostępnych mnóstwo innych, lepszych pod względem elastyczności technologii,” powiedział Patrick Graichen, dyrektor think tanku.
Byliśmy świadkami dyskusji, między kluczowymi osobistościami sektora energetycznego w Niemczech, podczas której padało wiele sprzecznych argumentów: „Nowoczesne magazynowanie energii jest drogie,” „ Akumulacja energii musi być ogólnodostępna na teraźniejszym wymagającym rynku. „, „Przechowywanie energii jest wielkim problemem”, „Magazynowanie w skali sieci energetycznej będzie kluczowym graczem, który może drastycznie zmienić reguły gry na rynku OZE. „ – trwała bitwa na argumenty.


Przesyłanie energii tańsze niż jej magazynowanie? Niemcy wyciągają wnioski – czytaj tutaj

Zdecydowanie spokojniej przebiegała dyskusja o doświadczeniu Japonii w zakresie odnawialnych źródeł energii. Polityka energetyczna w tym kraju jest w ciągłym niestabilnym ruchu od trzęsienia ziemi, tsunami i nuklearnej katastrofy w Fukushimie w 2011 roku.
Charles Ebinger, dyrektor Inicjatywy Bezpieczeństwa Energetycznego w Brookings, wskazał, że „Japonia zawsze była głęboko zaniepokojona bezpieczeństwem energetycznym” ze względu na jej niemalże całkowitą zależność od importu. To było głównym powodem zainteresowania i ukierunkowania się na energetykę jądrową od 1970 roku.
W odpowiedzi na katastrofę w Fukushimie, rząd premiera Naoto Kan opublikował „Rewolucyjną Strategię Energetyczno-Środowiskową,” zalecając wycofywanie energii jądrowej do 2040 (strategia zwana także „opcją zerową”).

Ale interesy handlowe stały w sprzeczności z domniemaną rewolucją, a wybór premiera ceniącego biznes, Shinzo Abe, ostatecznie położył kres ambitnemu planu. Pomimo czarnego scenariusza jaki spotkał Strategię Kan’a, pozostał jedyny, ostatecznie zaimplementowany element, w formie krajowej, gwarantowanej taryfy dla energii ze źródeł odnawialnych w 2012 roku. W owym czasie, Japonia posiadała 20 gigawatów łącznej mocy energii odnawialnej (w tym energii wodnej). Od tamtego okresu, udział odnawialnych źródeł energii wzrósł o 43 procent, z czego prawie połowa pochodzi z energii słonecznej, a kolejnych 20 gigawatów energii słonecznej jest obecnie w stadium rozwoju.
Integracja sieci jest chyba bardziej dokuczliwa w Japonii, która w dalszym ciągu ma rozgałęzioną sieć energetyczną, z połową działającą na 50 Hz, a drugą na 60 Hz. Jest to dziedzictwo pierwszych dni funkcjonowania sieci, gdy przedsiębiorstwa energetyczne z Tokio kupiły transformatory 50 Hz pochodzące z Niemiec, a ich odpowiedniki w Osace kupiły sprzęt 60 Hz ze Stanów Zjednoczonych.
Wynikiem jest krajowa sieć, której dwie połówki nie mogą bezpośrednio przesyłać prądu zmiennego„, podaje IEEE.

Opracowanie Dastin Adamowski, KN OZE „Grzała”
Źródło: www.greentechmedia.com