O ile wielu z nas słyszało o aktualnie bijącym rekordy popularności BitCoinie, to naprawdę mało kto orientuje się, jak działa ten system oraz – co najważniejsze – jakie możliwości i zagrożenia niesie dla swoich użytkowników.

Jednym z nadrzędnych problemów OZE jest niedostatek systemów magazynowania energii – tej, którą tracimy w okresach wysokiej wydajności. Wśród możliwych rozwiązań znajduje się zastosowanie instalacji przechowujących energię. Są one dostępne na rynku pod różnymi postaciami – akumulatorów, zbiorników ciepła, technologii ciśnieniowych i całej masy różnorakich prototypów.

Niestety, niezależnie od wyboru, ich dołączenie podniesie koszt instalacji. Na szczęście, dla tego rozwiązania istnieje alternatywa – wystarczy połączyć wspólną siecią elektroenergetyczną odpowiednio duży teren a następnie… przesyłać prąd tam, gdzie występuje w danej chwili zapotrzebowanie i wykorzystywać go zaraz po wyprodukowaniu. Przy zastosowaniu standardowych przelewów walutowych koszty prowizji i czas ich obsługi są zdecydowanie za mało atrakcyjne, by system działał sprawnie.

Natomiast wykorzystanie kryptowaluty pozwala na praktycznie natychmiastowe i bezprowizyjne transakcje, dokonywane bezpośrednio pomiędzy użytkownikami sieci. Łącząc to wszystko z programem komputerowym, który będzie dokonywał odpowiednich zamówień na energię i prognozował zużycie… dostaniemy system, który będzie o wiele bardziej efektywny i tańszy niż te istniejące na rynku OZE.

Kontrowersje i status prawny

Niestety, anonimowość i brak kontroli państwa nad kryptowalutami są często wykorzystywane przez przestępców. Używają ich do działań takich jak handel bronią i narkotykami czy pranie brudnych pieniędzy. Z tego powodu większość państw jest nastawiona do tej kwestii bardzo nieprzychylnie. Monitorowanie i opodatkowanie kryptowalut jest bardzo trudne do przeprowadzenia. Z drugiej strony, technologia zyskuje coraz większą rzesze zwolenników i od jakiegoś czasu zaczynają się pojawiać regulacje prawne, dotyczące obrotu tą formą pieniądza. Według informacji dostępnych na portalu BitCoin.pl, obowiązującym środkiem płatniczym na terenie Polski jest tylko waluta emitowana przez Narodowy Bank Polski. Wychodzi więc na to, że kryptowaluta nie jest pieniądzem.

Jakie są tego konsekwencje? Choć teoretycznie można potraktować ją jako rodzaj dobra do uiszczania opłat, to w wypadku umowy jedna ze stron może odmówić tej formy zapłaty, nie uznając BitCoina za pieniądz.

W rozumieniu prawa jest on jedynie „prawem majątkowym”, na dodatek dobrem… niematerialnym. Jak widać, sytuacja jest dosyć zagmatwana i podejrzewam, że niezbyt jasna klasyfikacja może być źródłem wielu różnych interpretacji, szczególnie w bardziej skomplikowanych sprawach. Jedno jest pewne – według litery prawa, kryptowaluty są legalne. Świadczy o tym wyraźnie Ministerstwo Finansów w piśmie do Marszałka Sejmu z 28 czerwca 2013 roku (nr BPS/043-30- 1238/13).
Będąc „odpowiednikiem” waluty, operacje przeprowadzone w kryptowalutach są więc opodatkowane. Również ich tworzenie może być różnie interpretowane prawnie. Dodatkowo, by wszystko wyglądało w pełni legalnie, nasze konta powinny być tak oznaczone, by możliwa była ich identyfikacja.

Niezbyt jasny status prawny kryptowaluty powoduje, że traci ona bardzo dużo ze swojej pierwotnej atrakcyjności. Jednocześnie nielegalne (tzn. nieopodatkowane) korzystanie z tej technologii jest ekstremalnie trudne do wykrycia, a ewentualna kradzież BitCoinów mogłaby nawet zostać nieuznana za kradzież w prawnym rozumieniu tego terminu.

Zagrożenia związane z kryptowalutami

Zdecentralizowany charakter waluty ma tyle samo zalet, co wad. Dla przykładu – BitCoin nie pozwala na cofanie raz wykonanych transakcji, więc każdy błąd w tej materii może nas niezwykle słono kosztować. Podobnie działa wiele innych kryptowalut. Dodatkowo, nikt nie zagwarantuje nam ich wartości – o ile kurs BitCoina jest względnie stabilny, to sama branża wiąże się z bardzo wysokim ryzykiem.

Wystarczy, by konsumenci z jakiegoś powodu odwrócili się od danej kryptowaluty i na dobrą sprawę… jest ona bezwartościowa. Na szczęście sytuacja nie wygląda aż tak dramatycznie w przypadku OZE. Tutaj duża część walut ma realną wartość w postaci jednostek energii, które reprezentuje. Jednak nawet mimo tego, że stoi za nią coś niewirtualnego, jest ona o wiele mniej odporna na duże wahania wartości niż zwykle waluty.

Kryptowaluty same w sobie są bardzo podatne na tzw. bańkę spekulacyjną – czyli początkowo wysoki wzrost wartości, po którym następuje gwałtowny spadek.

Mateusz Weber, GLOBEnergia 4/2018

Redakcja GLOBEnergia