Podczas gdy nowelizacja ustawy o OZE (tzw. druk 1733) budzi lęk w większości przedstawicieli branży odnawialnych źródeł energii, niewątpliwie istnieją podmioty, dla których będzie ona korzystna. Dowodzi tego chociażby stanowisko spółki Energa, która pozytywnie ocenia nowe uregulowania. Nic dziwnego – już w dniu uchwalenia nowelizacji przez Sejm akcje tej spółki wzrosły o ok. 5 %.

Korzyści dla sprzedawców energii

Ostatnio wprowadzone regulacje prawne mają na celu zmniejszenie nadpodaży zielonych certyfikatów. Zjawisko to było niekorzystne dla firm odpowiedzialnych za dostarczanie i sprzedaż energii. Dawne przepisy powodowały utrzymanie stałego poziomu opłaty zastępczej oraz utrzymywały wsparcie dla OZE w postaci praw majątkowych wynikających z certyfikatów pochodzenia energii, które wtedy nie były jeszcze urynkowione. Obecne przepisy mają wpływ na normalizację sytuacji tych uprawnień na rynku papierów wartościowych. Spółka Energa deklaruje, że przyjęte rozwiązania są korzystne, umożliwiają zwiększenie poziomu inwestycji.

W trosce o klientów?

Energa podkreśla, że  nowelizacja chroni interesy odbiorców energii elektrycznej, ponieważ uporządkowanie sytuacji na rynku certyfikatów pochodzenia energii zapobiegnie wzrostowi cen prądu. Według firmy oraz Ministerstwa Energii, to oni ponoszą koszty energii odnawialnej. W rzeczywistości, sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana – rozwój energii odnawialnej jest w dużej mierze finansowany z Funduszy Europejskich oraz Wojewódzkich Funduszy Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Co prawda zielone certyfikaty i związana z nimi możliwość handlu nimi (i zysku, nie ograniczanego w tak intensywny sposób, jak w tej chwili) stanowiły wsparcie mające wpływ na ceny prądu, nie można powiedzieć, że branża OZE rozwija się w Polsce wyłącznie z kieszeni podatników i klientów dostawców energii.

Inicjatywa nie tylko posłów, czyli interes spółek

Energa od dawna  zwracała uwagę na trudną sytuację na rynku zielonych certyfikatów. Można by było więc stwierdzić, że sytuacja została zmieniona na korzyść dostawców energii i to był jej główny cel, gdyby nie słowa Ministra Energetyki. Przyznawał on, że celem nowelizacji jest zahamowanie zbyt szybkiego w stosunku do zaplanowanej ścieżki rozwoju branży OZE. Wraz z negatywnym stosunkiem ugrupowań politycznych do energii wiatrowej (ustawa odległościowa) można poddać wątpliwości, czy rzeczywiście celem zmian jest ochrona interesów dostawców i odbiorców energii. Po prostu zaistniał odpowiedni moment zbieżności interesów spółek i ugrupowań. Lata temu, gdy Energa po raz pierwszy zwracała uwagę na problem, być może nie zyskała by poparcia.

Zmiany na giełdzie i oszczędności

Spółki takie jak Energa, zajmujące się dostarczaniem i sprzedażą prądu, powiązane są nierynkowymi kontraktami długoterminowymi. Często mają one wpływ na funkcjonowanie przedsiębiorstwa i ceny energii. Utrudniają też konkurencyjność. Niemal pewne jest, że po wprowadzeniu nowelizacji zwiększy się wolumen sprzedaży certyfikatów w obrocie giełdowym. Spółka sprzedająca energię  prawdopodobnie nie będzie realizować obowiązku umorzeniowego poprzez ustawowo obniżona opłatę zastępczą, a nie przez sprzedaż zielonych certyfikatów – zapewnia prezes Energa Obrót S.A. Niewątpliwie dawne systemy w dłuższej perspektywie pogłębiały zjawisko nadpodaży.

Kto zyska, a kto straci

Z pewnością zysk będzie po stronie sprzedawców energii (Energa, Tauron, Enea itp.). Stracić mogą prosumenci, ponieważ posiadane przez nich prawa majątkowe mogą stracić na wartości, a wsparcie dla nich zostanie zmniejszone. Trudno powiedzieć, czy troska o ceny prądu to rzeczywista ochrona konsumenta, czy populizm i hasło reklamowe. Z jednej strony, sytuacja na giełdzie (związana z nią nadpodaż zielonych certyfikatów) rzeczywiście może wpłynąć na zwiększenie cen energii. Z drugiej strony, słowa Ministra Energetyki o 2 mld, jakie obywatele wydali na OZE „zamiast wydać na inne rzeczy” dobitnie świadczą o niewiedzy decydentów, lub celowym przemilczeniu.

Czego nie uwzględniono, czyli jak energia będzie drożeć

Według Business Insider, co najmniej 7 mld złotych zostanie wydane do końca 2022 roku na ratowanie branży węgla. W porównaniu do rzekomych wydatków konsumentów na wspieranie OZE, wydatki na wspieranie górnictwa węgla są znacznie większe i mają większy wpływ na finalną cenę energii. Niestety, to nie zostało uwzględnione ani uregulowane w nowelizacjach.

Źródło: Bankier