Ostatnimi czasy na rynku odbiorców energii elektrycznej pojawił się nowy produkt jednego z koncesjonowanych sprzedawców energii. Produkt ten oferowany jest pod nazwą ceny oczekiwanej. Co to dokładnie oznacza, cena oczekiwana? Tu pojawia się problem.

Paru klientów, z którymi miałem kontakt, podpisało tego typu umowy, ponieważ przedstawiciel handlowy, jak twierdzą, zapewniał ich, że cena oczekiwana to to samo co cena stała i gwarantowana. Czy tak jest w istocie?

Cena oczekiwana to nie cena końcowa!

Po zapoznaniu się ze wzorem umowy, pomijając fakt, że wzór obliczania ceny końcowej dla klienta, w oparciu o indeks giełdowy, jest dość skomplikowany, staje się jasne, że cena oczekiwana to nie cena końcowa.

W przykładzie, który chcę przestawić, klient podpisując umowę w marcu tego roku dostaje ofertę z oczekiwaną ceną na rok 2019 na poziomie 210 zł za MWh energii elektrycznej. Aby otrzymać taką cenę, cena kontraktów terminowych na Towarowej Giełdzie Energii (TGE kontrakt BASE-Y19) musiałby wynosić 153,22 zł/MWh. Analizując rynek energii elektrycznej, można stwierdzić, że taka cena była dostępna, owszem, ale w marcu 2016, kupując energię na rok 2017. W marcu 2018 roku cena na rok 2019 oscylowała już na poziomie 183 zł/MWh.

Jaki jest sens, w marcu 2018 roku, zapewniać klienta, że warto czekać na cenę na poziomie 210 zł/MWh, kiedy już w dniu podpisania umowy wiadomo, że klient powinien oczekiwać ceny końcowej powyżej 250 zł/MWh? Prawda jest taka, że sensu takiego nie było. Sam zapis w wysokości 210 zł/MWh, śmiem twierdzić, wpisywany był przez tego konkretnego przedstawiciela handlowego w złej wierze.

Biorąc pod uwagę aktualne podwyżki cen energii, których można się było spodziewać już w marcu, klient wyląduje, nie na cenie 210 zł/MWh, ale na cenie w granicach 340-370. Z pewnością już mogę stwierdzić, że jego satysfakcja z podpisanej umowy będzie niewielka.

Jaki z tego wszystkiego płynie morał?

Po pierwsze, prezes URE powinien być świadomy, że tego typu oferty „chodzą po rynku”, ze względu na ochronę, jaką powinien sprawować nad odbiorcami energii.

Po drugie, należy się zastanowić, jaką szansę ma przeciętny prezes małej firmy, by zrozumieć co to jest BASE-Y19, jak zachowuje się ten produkt na giełdzie, kiedy jest dołek, kiedy górka, kiedy warto sobie daną pozycję zamknąć, a kiedy otworzyć? Co na dodatek robi tu dziwny zapis o cenie oczekiwanej, którą równie dobrze mogłaby wynosić zero, a później tłumaczyć się, że rzeczywistość przerosła oczekiwania?

Po trzecie, warto edukować odbiorców energii co do zasad panujących na kontraktach terminowych na Towarowej Giełdzie Energii. W związku z tym rodzi się pytanie, czy omawiany tu przykład oferty pewnego sprzedawcy energii, nie stanowi raczej przykładu, w najlepszym razie, dezinformacji i zniechęcania odbiorcy, zaś w najgorszym, sami sobie Państwo dopowiedzcie.

Przedstawiciel spółki odpowiada…

O odpowiedź na te wątpliwości zapytałem przedstawiciela spółki. Jego zdaniem spółka nigdy nie sugerowała, że cena oczekiwana to cena stała i gwarantowana, więc to problem klienta, że tak to zrozumiał. Również nie widział niczego dziwnego, że w marcu 2018 roku przedstawiciel handlowy sugerował cenę 153 złote za czarną energię gdyż „wszyscy liczyli na korektę, która jednak nie nastąpiła”.
Podtrzymuje on też tezę, że umowy indeksowane są najkorzystniejsze dla klienta, gdyż „pozwalają mu uniknąć loterii, czy moment zagwarantowania ceny był najodpowiedniejszy”.

Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach…

Oczywiście cena indeksowana jest zaawansowanym instrumentem kupowania energii, ale w razie gdyby Kowalskiemu trudno było zrozumieć skomplikowany wzór jej wyliczania, podczas rozmowy handlowej zawsze można wskazać na „oczekiwaną cenę” na poziomie 210. I rozmowa idzie łatwiej, po cóż innego miałaby ona być przedstawiana? Jak pomyśli, że to cena, którą będzie miał na fakturze? Cóż, przecież na umowie był wzór, powinien go sobie doczytać.

Słusznie, powie ktoś, warto czytać to, co się podpisuje. Popatrzcie Państwo na raport, który otrzymuje klient i ostateczne wnioski wyciągnijcie sami.

dr Marek Przychodzeń

Prezes zarządu Eidos sp. z. o.o., doktor filozofii