W lutym FLASH rynku, tak jak i dużą część tego miesięcznego wydania, postanowiliśmy poświecić tematowi o niesłabnącej – nie bez powodu – popularności. Przedstawicieli – nie tylko branży – zapytaliśmy czy ich zdaniem przyjęty przez polski rząd kierunek (tj. przyjęcie pakietu antysmogowego, obejmującego m.in. przyjęcie norm i jakości dla węgla jeszcze w I kwartale 2017 roku, wprowadzenie niższych cen prądu wykorzystywanego na cele grzewcze w okresie mniejszego zapotrzebowania, obniżenie akcyzy na samochody hybrydowe i całkowite zwolnienie z niej aut elektrycznych, dopłaty do wymiany starych kotłów, obowiązek podłączania do miejskiej sieci ciepłowniczej tam, gdzie to możliwe) jest odpowiedni i czy zaproponowane działania są wystarczające? Czy może uważają, że w pakiecie antysmogowym powinny zostać uwzględnione jeszcze inne rozwiązania? Jeśli tak – jakie? Zapraszamy do lektury komentarzy!


Marek Bednarz ViessmannMarek Bednarz,

Dyrektor Sprzedaży Viessmann

Temat smogu jest w tym momencie bardzo mocno widoczny we wszystkich mediach, co spowodowało, że nie da się go zamieść pod dywan. Jak ważny jest to problem, pokazała nam w styczniu wyżowa, bezwietrzna pogoda i temperatury poniżej -20C. Stężenia niebezpiecznych substancji w powietrzu zbliżyły się do poziomów zabójczego Smogu Londyńskiego z 1952 roku, gdzie w ciągu 5 dni zmarło blisko 5 000 osób. Stężenie pyłów PM 10 w wielu miastach Śląska kilkadziesiąt razy przekroczyło dopuszczalny poziom wynoszący 50 mikrogramów/m3, osiągając 9 stycznia 2017 r. poziom blisko 1600 mikrogramów/m3, czyli tyle samo, ile w czasie Londyńskiego smogu! Na tym tle działania władz są mocno spóźnione i nie dają gwarancji osiągnięcia do 2020 jakości powietrza, która jest zapisana w Dyrektywie 2008/50/WE z dnia 21 maja 2008 roku. Pytanie, czy wystarczy uchwalić przepisy „antysmogowe” bez kompleksowych, długoterminowych rozwiązań jest pytaniem retorycznym. Co w związku z tym powinniśmy zrobić i jakie skuteczne działania zaplanować i zrealizować? Po pierwsze, egzekwować przepisy Prawa Budowlanego tj. WT 2017, które wykluczają możliwość osiągnięcia wskaźnika EP = 95 kWh/m2/rok dla c.o. i c.w.u. w nowym budynku dla kotłów na paliwa stałe inne niż biomasa. Niestety w Polsce nadal do nowych domów sprzedaje się kilkadziesiąt tysięcy „kopciuchów” rocznie. Rozwiązaniem jest zastosowanie kotłów gazowych lub pomp ciepła tam, gdzie nie ma gazu lub sieci ciepłowniczej. Koszty ogrzewania gazem energooszczędnego budynku są na każdą kieszeń i często nie przekraczają 2,5 – 3 000 rocznie. Dzięki zastosowaniu kolektorów słonecznych do przygotowania c.w.u. mogą one spaść rocznie nawet poniżej 2 000 zł. Podobne, a nawet nieco niższe mogą być koszty eksploatacji dobrze zaprojektowanej i wykonanej instalacji z pompą ciepła. Większym wyzwaniem są budynki mające powyżej 20 i więcej lat. Ze względu na duże straty ciepła, ogrzewanie prądem jest bardzo kosztowne, np. budynek, którego roczne zapotrzebowanie na energię wynosi 40 000 kWh, zużyje energii elektrycznej po 0,65 zł/kWh za 26 tys zł. To proste wyliczenie pokazuje, że pomysł dopłaty do grzania takiego budynku prądem bez zmniejszenia zużycia energii, czyli termomodernizacji, nie broni się ekonomicznie. Podobnie wyglądają dopłaty do aut elektrycznych, hybrydowych – uzyskany efekt zmniejszenia niskiej emisji jest znikomy zwłaszcza w zimie, kiedy prawie 90% zanieczyszczeń PM 10, PM 2,5, B(a)P pochodzi z przestarzałych pieców domowych. Szczególnie wyraźnie widać to na dobowym wykresie stężeń tych substancji w powietrzu, gdzie z dokładnością do 1h możemy prześledzić rytm dnia mieszkańców. Powrót z pracy około 16:00, rozpalanie w piecu, a na koniec dnia, przed pójściem spać, zasypanie pieca do pełna ok. 23-24:00. Efekt jest taki, że z największymi stężeniami substancji szkodliwych mamy do czynienia pomiędzy północą a 2:00 w nocy (co warto sprawdzić samemu np. na stronie WIOŚ w Katowicach). Pakiet „antysmogowy” powinien uwzględniać i dofinansowywać tylko takie technologie, które skutecznie likwidują niską emisję, a nie tylko ją zmniejszają. Takimi rozwiązaniami są kotły gazowe, pompy ciepła, sieci ciepłownicze, w ostateczności kotły na biomasę, a przejściowo kotły na węgiel spełniające przepisy tzw. 5 klasy według normy PN EN 303 – 5:2012. Kierunek rozwoju urządzeń wyznacza nowa dyrektywa Ecodesign (zwana dyrektywą Ekoprojektu). Kotły podczas rocznego cyklu użytkowania bardzo krótko pracują z maksymalną mocą. Pozostały okres to czas pracy z obniżoną mocą tj. w trybie podtrzymania (dotyczy to szczególnie kotłów na węgiel) oraz postoju. Wysokości emisji spalin podczas osiągania mocy minimalnej są wtedy wyższe w porównaniu z pracą z mocą maksymalną. Rozporządzenie wykonawcze do dyrektywy Ecodesign wprowadza graniczne wartości emisji pyłów, organicznych związków gazowych (OGC), tlenku węgla i tlenków azotu (NOx), zarówno przy mocy maksymalnej, jak i minimalnej 30%. Ecodesign definiuje pojęcie sezonowej efektywności energetycznej tj. w uproszczeniu sprawność kotła pomniejszona o zużycie energii elektrycznej potrzebnej do jego pracy. Najważniejszym zadaniem skutecznego pakietu „antysmogowego” jest przygotowanie kompleksowych rozwiązań finansowych i technicznych skierowanych do ludzi najuboższych, często bezradnych, których nie stać na głęboką termomodernizację, od której takie działania należy rozpocząć. Takie działania wpisują się w tezy i zalecenia raportu nt. Opłacalności Inwestycji w Efektywność Energetyczną, przygotowanego przez Europejski Trybunał Obrachunkowy w 2012 oraz raport Najwyższej Izby Kontroli z maja 2015 (warto się z nimi zapoznać, gdyż jest to lektura obowiązkowa każdej osoby odpowiedzialnej za wydawanie środków publicznych). Wnioski dla każdego, kto chce oddychać zdrowym, czystym powietrzem:

  •  systemowe i kompleksowe działania w zakresie zmniejszenia zużycia energii – głęboka termomodernizacja ok. 4 mln budynków,
  • rozbudowa sieci gazowych tam, gdzie jest to uzasadnione ekonomicznie, społecznie, ze względu na cenne wartości przyrodnicze, uzdrowiskowe, architektoniczne,
  • ustawa o ochronie powietrza oraz edukacja społeczeństwa,
  • wykorzystanie odnawialnych źródeł energii jako źródeł uzupełniających,
  • wykorzystanie OZE z gwarantowanym, racjonalnym okresem zwrotu,
  • zaangażowanie i wsparcie ze strony państwa, głównie w kwestiach finansowych, prawnych, ułatwiających społeczeństwu świadome działanie ekologiczne.

Dariusz Szwed Doradca Prezydenta SłupskaDariusz Szwed

Doradca prezydenta Słupska ds. zagranicznych, przewodniczący Rady Programowej Zielonego Instytutu

Smog w Polsce zabija ponad 45 000 osób rocznie (ok. 15 razy więcej niż wypadki drogowe!), a powstaje głównie w wyniku spalania węgla i węglowych odpadów (np. muły i floty) w piecach domowych oraz emisji zanieczyszczeń z transportu. W pierwszym wypadku kluczowa jest termomodernizacja wszystkich budynków. O ile budynki użyteczności publicznej i wielorodzinne są stopniowo docieplane, to ok. 5 mln domów jednorodzinnych w większości ma najniższe standardy energetyczne – powodując jednocześnie masowe ubóstwo energetyczne i zanieczyszczenie powietrza. Drugim priorytetem jest realna promocja – poprzez przyznawanie priorytetu na drogach – transportu zbiorowego (np. system buspasów) i bezemisyjnego transportu niezmotoryzowanego (np. szerokie chodniki bez parkujących na nich samochodów czy systemy dróg rowerowych). Samochody muszą stać się mniej atrakcyjnym środkiem transportu, aby ograniczyć emisje, szczególnie w miastach. Paradoksalnie, samochody elektryczne, podobnie jak obecnie spalinowe, będą głównie zaparkowane (obecnie średnio to 95% czasu) i dlatego mogą stać się rozproszonym magazynem energii odnawialnej – ładując akumulatory, gdy jest jej nadmiar i jest tania oraz odsprzedając, gdy zapotrzebowanie powoduje, że jest droga. Kluczowe jest to, że działania w zakresie podnoszenia efektywności energetycznej (EE) oraz zwiększania produkcji i magazynowania taniejącej energii odnawialnej opłacają się wszystkim ok. 2 500 gmin w Polsce. Każda z nich zmniejsza w ten sposób import drogiej energii z węgla czy innych surowców energetycznych, tworzy lokalne miejsca pracy w sektorach EE i OZE oraz podnosi własne bezpieczeństwo. To przestrzeń szerokiej współpracy biznesu EE i OZE oraz progresywnych miast.

Takie działania podejmuje Słupsk – miasto współrządzone z mieszkańcami przez prezydenta Roberta Biedronia. Miasto, które już ma najczystsze powietrze w Polsce, wymienia stopniowo 100% oświetlenia na energooszczędne LED (w samorządzie, ale też wspiera w tym ponad 90 000 mieszkańców) oraz promuje oszczędzanie energii elektrycznej i cieplnej, eliminując ubóstwo energetyczne. Powołany „energetyk miejski” uszczelnił i zoptymalizował system zamówień energii przynosząc ponad 600 000 zł oszczędności. W grudniu 2016, w ramach porozumienia z IKEA, miasto uzyskało 5 000 lamp LED, których wymiana przyniesie od 250 do 500 000 zł oszczędności rocznie. Jednocześnie, miasto nad Słupią wymieniło autobusy na niskoemisyjne gazowe oraz promuje jazdę na rowerze i chodzenie na piechotę. Zintegrowana edukacja ekologiczna realizowana w tzw. Zielonych Punktach służy zwiększeniu świadomości i aktywności mieszkańców. Wykorzystując m.in. środki z pomorskiego RPO 2014-2020, Słupsk będzie realizował projekty docieplania kolejnych budynków oraz rozwoju miksu lokalnych OZE. Miasto wymienia się tymi pomysłami także z innymi progresywnymi miastami w Polsce. Obecne propozycje rządu „mniej smogu i więcej węgla” to droga donikąd i co ważne, samorządy widzą tę pułapkę, podejmując działania opisane powyżej. Wchodzimy w erę inteligentnej energetyki, w której centrum znajdują się lokalne prosumentki i prosumenci oraz inteligentne, niskoemisyjne miasta. Na zawsze.


Andrzej WOLF

Andrzej Karpiński,

Kierownik Działu ds. Kogeneracji w firmie WOLF

Tak, kierunek przyjęty przez polski rząd jest generalnie dobrym kierunkiem, pozwalającym na przyjęcie odpowiednich regulacji przez lokalne samorządy, zwłaszcza, że zaniedbania w tej materii są wieloletnie, a problem eliminowania źródeł smogu podnoszony był jedynie lokalnie. Korzystnym jest, iż to lokalne samorządy, bazując na zapisach ustawy, określać będą w dużej mierze swoje działania zmierzające do ograniczenia emisji z instalacji oraz jakość stosowanych paliw i urządzeń stosowanych do ogrzewania. Natomiast podnoszone, powiązane z tym tematem kwestie, jak choćby określenie niższych cen energii elektrycznej, preferencje dla samochodów hybrydowych czy wręcz elektrycznych, zakazy wjeżdżania do centrów miast starszych typów samochodów ( boć przecież żyjący tak od pokoleń mieszkańcy nie zmienią nagle swoich samochodów) zdają się być szczegółami o dość populistycznym charakterze.

Z pewnością warto się skoncentrować się na:

  • dokładnym określeniu źródła bądź źródeł zanieczyszczeń powietrza tak, by możliwe było podjęcie optymalnych działań,
  • popartej finansowo wymianie urządzeń grzewczych zasilanych paliwami stałymi na te o zdecydowanie niższej emisji, nie wprowadzających pyłów do atmosfery,
  • kontroli instalacji spalających bądź mających możliwość spalania paliw „wysokoemisyjnych”, nie trzymających jakiejkolwiek jakości,
  • uważnym przejrzeniu założeń urbanistycznych miast, gdzie w wielu z nich zniknęły bądź mają zniknąć tzw. korytarze przewietrzania, przeznaczone pod zabudowę deweloperską.

Z kolei idea włączania do sieci ciepłowniczych wszelkich mniej lub bardziej okolicznych, ogrzewanych obiektów zadaje się być polemiczną i lobbującą w stronę dużych operatorów energetycznych. Wielokrotnie bowiem i w różnych publikacjach wykazywano wyższość w zakresie oszczędności energii, także emisji bazującej na energetyce rozproszonej.


Robert Galara GalmetRobert Galara,

Wiceprezes Zarządu firmy Galmet

Każde działanie służące poprawie jakości powietrza jest krokiem w dobrym kierunku. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. Jako przedstawiciela branży OZE – solarnej i pomp ciepła – moje stanowisko wydaje się jasne. Oczywiście chcemy rozwijać nowoczesne źródła ogrzewania, zwłaszcza urządzenia korzystające z zasobów energii odnawialnej. Z jednym zastrzeżeniem – zarówno rząd, jak i NFOŚiGW, wszystkie WFOŚiGW, samorządy, razem z naszym udziałem – branży, takich organizacji jak PORT PC i prasy jak GLOBEnergia, muszą położyć duży nacisk na edukację w tym zakresie. Proszę sobie wyobrazić, że w większości programów lokalnych czy wojewódzkich, które mają na celu walkę z niską emisją, nie ma pomp ciepła. Moim zdaniem jest to skandal, przestępstwo przeciwko zdrowemu rozsądkowi i czystemu powietrzu. Musi być to absolutny brak albo wiedzy, albo chęci, albo jednego i drugiego. Z edukacją musimy wejść do szkół, na wyższe uczelnie, do prasy lokalnej. Jeszcze raz powtórzę – nie jest to oczywiście domeną tylko rządu czy wojewody jako przedstawiciela w terenie, czy w końcu samorządów – gminy lub powiatu – branża również musi być aktywna. Na razie jednak nie widzimy takiego zainteresowania z drugiej strony, żebyśmy mieli gdzie się wykazać wiedzą na ten temat. Chcielibyśmy pokazać, chociażby że również zimą powietrzne pompy ciepła faktycznie działają. Mogę się założyć, że 9 na 10 Polaków zapytanych na ulicy, powie, że niemożliwe jest, aby pompa ciepła, czerpiąc z powietrza o temperaturze 5°C, dała nam ciepłą wodę użytkową i mogła ogrzać nasz dom, a przecież jest to możliwe! Jeszcze raz powtórzę – przede wszystkim edukować. Być może warto byłoby również wpisać w strategię, że odnawialne źródła energii powinny być eksploatowane w pierwszej kolejności.

Jako przedstawiciel branży kotlarskiej i członek Platformy Producentów Urządzeń Grzewczych na Paliwa Stałe dostaliśmy zapytanie – podobnie jak SPIUG – o nasze dezyderaty dotyczące projektu rozporządzenia Ministerstwa Rozwoju. Proszę mi wierzyć, że w ogóle nie uroniliśmy łzy nad kotłami zasypowymi, choć wciąż uparcie podkreślamy, że to nie kocioł „kopci”, a paliwa, które są w nim spalane. Spalając paliwem odpowiedniej jakości, wpływamy na zmniejszenie szkodliwej emisji. Jako producenci przyjęliśmy do wiadomości, że dopuszczone do sprzedaży będą jedynie kotły 5., najwyższej klasy. Kłopot w tym, że jeśli nie zrobimy nic lub niewiele w sprawie klasyfikacji paliw, problem nie zostanie kompleksowo rozwiązany. Jeżeli przyjmujemy klasyfikację kotłów, to nieodzowną częścią programu powinna być również klasyfikacja paliw. Z całym szacunkiem do ciężkiej górniczej pracy, nie możemy przystać na to, żeby zastanawiać się nad tym, co zrobić z węglem niespełniającym norm jakości, ponieważ jest to wbrew zdrowemu rozsądkowi, a na jego spalaniu cierpią też sami górnicy i ich rodziny. Bardzo istotny jest jasny przekaz, że spalane paliwa będą kontrolowane przez państwo. Branża kotlarska jest pełna obaw, że straż miejska czy policja może nie dopilnować tej kwestii. Taka jest niestety nasza tradycja – przyjmujemy rozwiązania dobre i bardzo dobre, wzorowane na krajach, w których się to udało, ale nie jesteśmy Austrią ani Niemcami. Tam nie można nie wpuścić kominiarza do domu – z tego, co słyszałem, w Polsce można zrobić to z czystym sumieniem. Użytkownik kotła, w którym są spalane butelki PET, kalosze, opony i odpady czy śmieci musi mieć pewność, że strażnik miejski z kominiarzem odwiedzą go, nakładając na niego karę, która powinna stanowczo odstraszać, ponieważ ci ludzie nas trują, a my się pod tym podpisujemy. To nie jest tak, że branża kotlarska – bardzo chce to podkreślić – nie patrzy na to, gdzie mieszkają nasze rodziny, naszych pracowników, naszych kontrahentów. My też tutaj jesteśmy. Na szczęście branża jest na tyle silna w Polsce, że prawie każdy kocioł na paliwo stałe sprzedawany na polskim rynku, jest też polskim produktem.

Wątpliwości budzą rabaty na ogrzewanie energią elektryczną. Elektrownie mamy w Polsce w dużej mierze węglowe i nie wszystkie wyposażone są w odpowiednie systemy filtrów i choć w tym wypadku nie mówimy o niskiej, a wysokiej emisji, to ona jest, ma miejsce i nie „ginie” w powietrzu. Czy będziemy te zanieczyszczenia wdychać, czy zjemy w marchewce albo liściach sałaty – i tak nas to dopadnie. Jest to rozwiązanie niezłe, ale nie bardzo dobre. Wykorzystanie II taryfy i zniżki na nią wydają się dobrym pomysłem, ponieważ w ten sposób pomagamy elektrowniom wykorzystać swoje moce, warto to popierać. Podłączanie użytkowników do sieci ciepłowniczych jest również dobrym rozwiązaniem, aczkolwiek ponownie – należałoby to połączyć z ich modernizacją. Nie wiem, czy w Polsce jest 5% elektrociepłowni niewęglowych. Należy też postawić pytanie, czy sieci przesyłowe są dobrze zabezpieczone. W sieciach długich bez wątpienia mamy do czynienia ze stratami na przesyle – warto o tym pamiętać, aby nie okazało się, że kilkanaście lub kilkadziesiąt procent energii tracimy w starych, źle zabezpieczonych sieciach. Jeśli tak by było, oznaczałoby to, że w elektrociepłowniach palimy węglem, a i tak tracimy 1/3 czy 1/4 generowanej energii, co byłoby przerażające.

Byłoby wskazane, aby decydenci jednak korzystali z porad producentów i branży, aby nie wylać dziecka z kąpielą. Dlatego właśnie cieszy mnie, że pojawiają się zapytania z ministerstwa, a my, jako organizacje samorządu gospodarczego, mamy możliwość wypowiedzenia się. Jako polski producent oczywiście jestem za tym, żeby polski rząd, polski budżet wspierał rodzimych wytwórców. To my budujemy polskie PKB, to my zatrudniamy polskich pracowników, nie wywozimy nigdzie pieniędzy, dlatego że inwestujemy w Polsce. Polska branża kotlarska w ostatnich latach wykonała potężny skok technologiczny. Wiedząc o tym, że wymagane będą kotły 5. klasy, firmy zainwestowały dziesiątki milionów złotych w laboratoria badawcze, młodych inżynierów, certyfikaty, obserwacje rynku itd. Szkoda byłoby tego nie wykorzystać! Jeśli chodzi o branżę OZE, jest ona w powijakach. Galmet jest jednym z niewielu, jeśli nie jedynym na tę skalę producentem pomp ciepła w Polsce. Warto byłoby wspomóc współpracę politechnik z wytwórcami, uwzględnić ulgi podatkowe, czy może związane ze strefami ekonomicznymi – decydent ma sporo dostępnych narzędzi. Trochę przewrotnie powiem, że wolałbym mieć konkurencję z Polski, bo widziałbym, że branża rozwija się cała, a nie w ramach pojedynczych firm. Pompy ciepła, kolektory, moduły fotowoltaiczne, o których wiemy, że są produkowane w Polsce, to jest przyszłość. Jeśli będą one wykonane rękami polskiego robotnika, przemyślane i narysowane ręką polskiego inżyniera, to będzie tylko lepiej dla kraju.


Witold Kurczyński TUV NordWitold Kurczyński

Ekspert ds. Efektywności Energetycznej TUV Nord

Normy jakości dla spalanych paliw obowiązują już od dłuższego czasu, jednak kwestią, na którą należy zwrócić uwagę, pozostaje przypilnowanie rzeczywistej jakości spalanego paliwa, ponieważ wciąż mamy do czynienia z incydentami spalania odpadów. Same zakazy nie są wystarczające, konieczne jest odnalezienie optymalnego sposobu na sprawdzenie, czy są one respektowane. Również kopalnie, jako zakłady produkcji węgla, powinny dbać o to, aby był on jak najlepszej jakości, jednak przy zachowaniu racjonalnej ceny. Jeśli nie zadba się o to, aby polski węgiel pozostał konkurencyjny względem węgla z zagranicy, cena energii cieplnej pójdzie w górę, a to zawsze – prędzej czy później – odbije się na odbiorcy końcowym. Są niestety ludzie, którzy niezależnie od ceny węgla, mając do spalenia śmieci i węgiel, w pierwszej kolejności spalą śmieci, i w tym miejscu wracamy do zagadnienia kontroli wykorzystywanego paliwa. Cały czas jednocześnie powinno się intensywnie, szeroko i konsekwentnie edukować w zakresie niskiej emisji, która jest główną przyczyną smogu.

W kwestii wprowadzenia niższych cen prądu wykorzystywanego na cele ogrzewania w okresie mniejszego zapotrzebowania należy postawić pytanie, kiedy właściwie mamy do czynienia z takim okresem. Między innymi ze względu na nową ustawę o efektywności energetycznej, TUV Nord Polska stale przeprowadza audyty i analizy energetyczne przedsiębiorstw . Z naszych obserwacji wynika, że zużycie energii, również elektrycznej, jeśli nie przede wszystkim – obok gazu – rokrocznie rośnie i będzie w przemyśle rosło. Kiedy więc ewentualnie będziemy mieć do czynienia z niższymi poborami? Takie rozwiązanie mogłoby pomóc, sprawa jednak po raz kolejny rozbija się o szczegóły. Co to znaczy, że energia byłaby tańsza? Energia elektryczna jest w tym momencie najdroższym medium. Jej wykorzystanie jest stosunkowo proste dla odbiorcy końcowego, ponieważ nie wymaga rozbudowanej instalacji c.o., możemy bezpośrednio zamienić ją i w chłód, i w ciepło. Jednak kiedy porównamy cenę 1 GJ energii cieplnej wytworzonej z energii elektrycznej z 1GJ energii cieplnej z węgla, okazuje się, że energia elektryczna jest kilkukrotnie wyższa. Nie sądzę, aby ewentualne różnice w cenie, które miałyby być wprowadzone, były tak istotne dla małych odbiorców, aby zniwelować tę różnicę i sprawiły, że ludzie masowo zmienią sposób ogrzewania.
Obniżenie akcyzy na samochody hybrydowe i zwolnienie z niej samochodów elektrycznych nie rozwiąże sytuacji – ceny tych samochodów pozostaną wyższe w porównaniu do cen tradycyjnych samochodów z silnikami benzynowymi czy diesla. Należy zwrócić uwagę na strukturę zakupów samochodów w Polsce – w dalszym ciągu kupuje się więcej aut używanych. Polacy przyzwyczajeni są do eksploatacji samochodu dłuższej niż 10 lat, podczas gdy w samochodach hybrydowych/elektrycznych okres sprawnej pracy akumulatora szacuje się właśnie na około 10 lat, a więc zakup kilkuletniego auta elektrycznego lub hybrydowego może okazać się nieopłacalny. Przyzwyczajenia polskich konsumentów i cechy tego rodzaju pojazdów nie idą ze sobą w parze. Jednocześnie miejmy też świadomość, że auta hybrydowe to mimo wszystko również silnik spalinowy. Niestety w Polsce nie mamy też jeszcze odpowiedniej infrastruktury, która umożliwiałaby ładowanie samochodów elektrycznych na terenie całego kraju. Jeśli okazałoby się, że na stacjach benzynowych faktycznie ruszyłyby punkty szybkiego ładowania, byłoby to bardzo dobrym rozwiązaniem, jednak moim zdaniem jest to drobny element całej tej układanki. Ważne jest racjonalne podejście – analiza zysków i strat – aby nie przepłacać mało efektywnych rozwiązań.

Ostatni element programu może być najbardziej skuteczny, jeśli zostanie wprowadzony właściwie. Dofinansowanie wymiany kotłów – jak najbardziej! Z moich obserwacji wynika, że od kiedy pojawił się program termomodernizacji budynków, zainteresowanie najmniejszych odbiorców takimi działaniami utrzymuje się na wysokim poziomie. Jeśli chodzi o niską emisję i przeciwdziałanie smogowi, to rozwiązanie – moim zdaniem – może przynieść dobre efekty pod warunkiem, że dofinansowanie do wymiany kotła będzie odczuwalne dla inwestorów, i niekoniecznie będzie wiązało się z koniecznością wzięcia kredytu, odprowadzaniem prowizji, podatków itd. Uważam jednak, że dofinansowania powinny być trochę większe i powinna pojawić się możliwość ich łączenia – byłoby to optymalne rozwiązanie. Podłączenie do sieci ciepłowniczej nie powinno być obowiązkowe. Powinno być opcjonalne, a alternatywą powinien być montaż kotła gazowego. Ludzie powinni mieć możliwość wyboru – przyłączenie do sieci ciepłowniczej to duży koszt, a przeciętny obywatel musi liczyć się nie tylko z możliwościami technicznymi, ale również ze swoimi możliwościami finansowymi. Takie rozwiązanie w stosunkowo szybkim czasie mogłoby przynieść najlepsze rezultaty, jeśli obywatele zobaczą, że decydenci chcą pomagać i robią to realnie. Widać, że bardzo często ludzie gotowi są wyłożyć własne pieniądze – wziąć pożyczkę czy kredyt – jeśli tylko dofinansowanie, które się pojawia, jest na tyle atrakcyjne, że realnie obniży ich zadłużenie.


 

Katarzyna Cieplińska

Redaktor GLOBEnergia