Wiele mówi się obecnie o nadchodzącej erze inteligentnych liczników. Często słyszymy o innowacyjnych rozwiązaniach zastosowanych w takich urządzeniach, o ich konstrukcji i funkcjonalności.

O komentarz poprosiliśmy Bogdana Szymańskiego, autora poradnika „Instalacje Fotowoltaiczne”

To nie jest żadna rewolucja. To pokazuje, jakim skansenem jest energetyka. To nie są żadne inteligentne liczniki. To są normalne liczniki cyfrowe, które będą mogły być zdalnie odczytywane. Czyli tak naprawdę wracamy do normalności! Coś, co w naszej polskiej energetyce nazywane jest rewolucją oznacza dla konsumenta normalność. Nie będziemy mieć prognoz zużycia energii, ale będziemy płacić za to, co rzeczywiście zużyjemy.

Druga rzecz, której najbardziej boją się energetycy to to, że będziemy mogli w łatwy sposób kontrolować ile zużyliśmy energii w poszczególnych okresach. Dlaczego zakłady energetyczne tego nie lubią? Dlatego, że będzie wiadomo, jak moje zachowanie wpływa na to, jakie mam rachunki. Docelowo, osoby, które bardziej liczą się z wydawanymi pieniędzmi będą mogły zaoszczędzić. Polskie prawo musi zostać dostosowane do prawa UE i musimy, jako konsumenci mieć dostęp do tego typu informacji.
Największym zarzutem przeciwko takim informacjom jest oczywiście ochrona danych osobowych. Jest to zarzut, który chyba najbardziej mnie śmieszy. Po pierwsze nie uważam, aby ilość zużytych kilowatogodzin była szczególnie wrażliwą daną. Po drugie, w dobie Facebooka Google+ i innych portali społecznościowych, gdzie można sobie oglądnąć wiele prywatnych zdjęć i zdobyć wiele innych informacji, ilość zużytej energii zapewne nie jest informacją, którą chcielibyśmy ukrywać.

Jak wygląda sytuacja obecnie? Co obecnie z ochroną danych osobowych?
Dostęp do liczników cyfrowych obecnie jest bardzo łatwy. Takie urządzenie kosztuje 300 zł. Można w kilka minut sczytać całą historię zużycia energii, bez żadnej ochrony.