Sposoby na pozyskiwanie energii z odnawialnych źródeł są drogie, a cele dotyczące jej zużycia nałożone na Polskę dość wygórowane. Warto zatem pamiętać, że łatwiej i taniej jest obniżyć zużycie energii, niż zastąpić energią czerpaną z OZE. W szczególności dotyczy to ciepła w budownictwie.

Jedynym dość łatwo dostępnym odnawialnym źródłem energii jest biomasa. Nie ma nic skomplikowanego w zamontowaniu w salonie kominka i przeniesieniu na ten kominek ciężaru zaopatrzenia domu w ciepło. Wiąże się to tylko z urządzeniem sobie w salonie drugiej kotłowni, rozpalaniem w kominku co najmniej raz dziennie, rąbaniem drewna i sprzątaniem popiołu. Z drugiej strony nawet w tak rolniczym i zalesionym kraju jak Polska, prędzej czy później dotrzemy do kresu możliwości pozyskiwania biomasy w sposób zrównoważony.(…)
Słoneczne  ogrzewanie  w  naszym  klimacie  jest niemal niewykonalne. Oczywiście można zagospodarować zyski słoneczne z okien o południowej ekspozycji, jeśli w domu jest odpowiednio duża masa akumulacyjna, ale wyposażenie całej południowej ściany w kolektory powietrzne czy ścianę Trombe’a raczej nie pozwoli na zaspokojenie potrzeb grzewczych domu wykonanego  w  nieenergooszczędnym  standardzie (czyli takiego, który tylko minimalnie spełnia przepisowe  wymogi  dotyczące  parametrów  izolacyjnych ścian). Jest to jednak znacznie łatwiejsze, gdy ściany mają  współczynniki  przenikania  ciepła  bliskie  standardowi  domu  pasywnego,  czyli  2–3-krotnie  niższe, niż tego wymagają przepisy. Konieczna jest tu oczywiście inwestycja w styropian czy wełnę mineralną albo od  razu  zbudowanie  ściany  w  innej  technologii  (np. szkieletowej, wypełnionej w całości izolacją). (…)

Od kilku lat mówi się o tym, że polskie  przepisy  budowlane  są  zbyt  łagodne  dla  inwestorów  pod  względem nakazu  budowy  ciepłych,  oszczędnych budynków.  Wprowadzenie  obowiązku obliczenia  charakterystyki  energetycznej dla każdego nowego i sprzedawanego (w praktyce obowiązek nie jest spełniany) domu czy lokalu mieszkalnego na razie niewiele pomogło. Co najmniej kilka lub kilkanaście lat zajmie inwestorom uświadomienie  sobie,  że  im  bardziej oszczędny budynek, tym bardziej opłaca się go kupić albo zbudować. Stawiam dolary  przeciwko  orzechom,  że  za  te kilka  czy  kilkanaście  lat  energia  będzie już znacznie droższa i to samo w sobie wystarczy, by promować budownictwo energooszczędne.

Na razie darujmy sobie zmuszanie ludzi do montowania kolektorów słonecznych (do czego wcale nas żadna dyrektywa nie obliguje!). Już pomysły dotowania wznoszenia budynków o niskim zapotrzebowaniu na ciepło są znacznie lepsze. Dziwi mnie tylko, że nie wyszły ze strony tych instytucji, którym na tym zależeć powinno najbardziej – czyli banków. To przecież banki najbardziej korzystają na budowie domów o niskich kosztach utrzymania – im niższe, tym bezpieczniejszy jest kredyt hipoteczny na ich budowę.

Krzysztof Lis
www.drewnozamiastbenzyny.pl

Czytaj całość w GlobEnergia 5/2012