Jakiś czas temu na portalu YouTube.com pojawiło się nagranie z Korei Północnej ukazujące… panele fotowoltaiczne. Pojedyncze ogniwa umieszczone wysoko na słupach (by przeciwdziałać kradzieży) nie przypominają w ogóle znanych z rozwiniętych krajów elektrowni tego typu. Wszystko wskazuje jednak na to, że jeden z najbardziej zbrodniczych reżimów świata czerpie część swojej energii ze słońca. W trakcie nieco ponad minutowego filmu pojawia się napis sugerujący, że „w niektórych rejonach Korei Południowej nawet 30-40% rodzin ma zainstalowane na własnym domu panele fotowoltaiczne”. I rzeczywiście – krajobraz Chongjin, trzeciego pod względem wielkości miasta Korei Północnej, jest obsiany widokiem kilkumetrowych słupów, na które nasadzono ogniwa słoneczne.

źródło: www.internations.org

Panele fotowoltaiczne z Chin coraz bardziej popularne wśród Koreańczyków

Według The Telegraph sprowadzana z Chin fotowoltaika cieszy się tam gigantycznym zainteresowaniem społecznym. Centralnie sterowana gospodarka Kim Dzong Una znajduje się w rozsypce, a północnokoreańska energetyka nie jest w stanie zapewnić nawet oświetlenia nocą. Jeszcze kilka lat temu dostęp do tej technologii był przywilejem wysokich funkcjonariuszy partyjnych oraz bogatszych przedsiębiorstw. Obecnie coraz więcej osób usiłuje je zdobyć i chociaż ciągle drogie, stały się dostępne dla tamtejszego odpowiednika klasy średniej. Najczęściej wybierane są wersje trzydziestopięciowatowe, jednak można też dostać tańsze ich opcje o mocy około 10W. Obie z nich pozwalają przy pomocy (uzyskanych z Chin) diod LED zapewnić światło w nocy, co pozwala na czytanie lub inne, proste czynności. Na dobrą sprawę, panele o takich parametrach nie są w stanie trwale zasilić niczego innego. Co ciekawe, takie ogniwa można kupić także w „markecie” w Pyongyangu.

OZE stanowi znaczną część miksu energetycznego Korei Północnej

Dodatkowo, to nie jedyna „odnawialna” część tamtejszej energetyki. Wygląda na to, że w miksie energetycznym KRLD dominuje moc uzyskana z elektrowni wodnej, która zapewnia prawie 70% tamtejszej energii – reszta pochodzi ze spalania węgla. Oczywiście nie chodzi o wybielanie działań zbrodniczego reżimu, jednak łatwo zauważyć, że promowana jako ekstremalnie drogie źródło energii fotowoltaika staje się coraz częściej ciekawym rozwiązaniem w krajach skrajnie ubogich – takich jak postkolonialne regiony Afryki, Bangladesz czy właśnie Korea Północna. Według A. Lankova, pracownika Korea Risk Group (organizacji zajmującej się badaniem KRLD) właśnie ten reżim może okazać się krajem z najwyższym udziałem fotowoltaiki w swoim miksie energetycznym na świecie.