Przedstawiciele państw UE wyrazili zgodę na nowelizację Dyrektywy o Systemie Handlu Emisjami (ETS)  – tzw. backloading. Stało się to mimo sprzeciwu Polski.

Rządowi nie udało się zgromadzić wymaganej mniejszości blokującej. Oznacza to, że jeszcze w tym roku może zostać przyjęta bardzo niekorzystna dla Polski zmiana dyrektywy, polegająca na wycofaniu 900 mln uprawnień do emisji CO2 z rynku. Jeśli propozycję tę poprą w grudniu posłowie PE to dojdzie do znacznego zwiększenia cen tych uprawnień, a w konsekwencji do obniżenia konkurencyjności polskiego przemysłu oraz wzrostu cen energii dla gospodarstw domowych. Dzisiejszą decyzję entuzjastycznie przyjęła Komisarz ds. Klimatu Unii Europejskiej.

Backloading  to  dla  Polski  de  facto  jeszcze  droższa  polityka  klimatyczna  UE.  Polska  gospodarka,  która  opiera  się  na  węglu,  w drastyczny sposób odczuje te zmiany. Droższa energia to problem dla całego polskiego przemysłu, szczególnie w obliczu potrzeby reindustrializacji i sprostania kryzysowi ekonomicznemu. Według wyliczeń Ministerstwa Środowiska backloading może kosztować Polskę utratę ponad 4 mld zł przychodów do budżetu w latach 2013-2020.  

Wycofanie  części  uprawnień  do  emisji  CO2  z  rynku  jest  jednym  z  wielu  elementów  klimatycznej  układanki  UE,  mającej  na  celu przeforsowanie radykalnej polityki dekarbonizacji Europy. Pierwszy element ułożony został w marcu 2007 r., kiedy w konkluzjach Rady  Europejskiej  przewidziano,  że  długofalowym  celem  UE  jest  obniżenie  emisji  CO2  o 60-80% w  perspektywie  do  roku  2050.
Szefowie  państw  dali  wtedy  Komisji  Europejskiej  zielone  światło  na  przedstawienie  przyjętego  w  2008  r.  pakietu  energetyczno-klimatycznego 1.0 (tzw. 3*20). Teraz w Komisji Europejskiej trwają prace nad tzw. pakietem energetyczno-klimatycznym 2.0., na który składać się będą nowe, jeszcze bardziej radykalne cele redukcji emisji CO2, wyższe cele OZE oraz nowelizacja Dyrektywy CCS i wspomnianej Dyrektywy ETS.  

Polskę  poparł  dziś  jedynie  Cypr,  nie  udało  się  w  szczególności  przekonać  do  głosowania  przeciwko  backloadingowi  Niemiec,  w których w tej kwestii trwa spór między ministerstwami, a także Hiszpanii, która boryka się z poważnym kryzysem gospodarczym i mogłaby być naszym ważnym sojusznikiem.

Teraz propozycją legislacyjną ws. backloadingu zajmie się sztab negocjacyjny, którego zadaniem będzie wypracowanie kompromisu z PE. Następnie propozycja legislacyjna trafi pod obrady komisji środowiska PE, a w kolejnym kroku, prawdopodobnie 10 grudnia, pod głosowanie plenarne. Niestety ostatnie głosowanie w tej sprawie w PE pokazało, że większość eurodeputowanych opowiada się również za radykalnymi zmianami. Jeśli grudniowe głosowanie PE w Strasburgu da backloadingowi kolejne zielone światło, to na szczycie  Rady  Europejskiej  w  Brukseli,  19  grudnia  2013  r.,  Polska  z  dużym  prawdopodobieństwem  przegra  tę  ważną  dla  naszej gospodarki i energetyki batalię. Komisarz UE ds. Klimatu, już dziś jest pewna zwycięstwa swojego projektu i przyjęła decyzję Rady UE entuzjazmem.  

Decyzja  Rady  podjęta  na  3  dni  przed  Szczytem  Klimatycznym  (COP  19),  który  odbędzie  się  w  Warszawie,  będzie  jednym  z argumentów, który wykorzystywany będzie przez zwolenników radykalizacji polityki klimatycznej jako przykład dobrego kierunku zmian. W gruncie rzeczy jednak  jest to sztuczne sterowanie rynkiem uprawnień, które już dziś doprowadziło do wstrzymania w Europie  inwestycji  w  energetyce.  Zauważyć  także  należy,  że  tylko  Europa  zafundowała  sobie  taką  karuzelę  inwestycyjnej niepewności.  Nie  ma  na  świecie  innego  krajowego  systemu  handlu  emisjami,  pomysł  jego  wprowadzenia  w  USA  upadł,  a  rząd Australii  w  ostatnich  tygodniach  spektakularnie  się  z  niego  wycofał.  Większość  krajów  konsekwentnie  realizuje  strategie energetyczne, które zgodne są z ich modelem rozwoju gospodarczego i z posiadanymi zasobami energetycznymi oraz zmierzają do zwiększenia konkurencyjności gospodarek.

Źródło: Instytut Kościuszki