Kolejne cztery lata mogą okazać się przełomowe w polityce wspierania zielonej energii w Niemczech. Kraj, który postanowił odejść od paliw kopalnych na rzecz odnawialnych źródeł energii, stawia pod znakiem zapytania dotychczasową ścieżkę tego procesu. On sam ma być kontynuowany, jednak jego tempo będzie prawdopodobnie znacznie wolniejsze.

„Superminister” zamiast oddzielnego ministerstwa Przez kolejne cztery lata w Niemczech będzie rządziła wielka koalicja partii CDU, CSU oraz SPD. Podpisana przez te ugrupowania umowa koalicyjna nakreśla kierunki działań rządu, również w zakresie transformacji energetycznej. Jednak wydaje się, że równie ważna jak te zapisy jest osoba, która za transformację energetyczną będzie odpowiedzialna. Do tej pory sfera kształtowania polityki energetycznej należały głównie do Ministerstwa Środowiska, jednak z pewnymi kompetencjami Ministerstwa Gospodarki. Stwarzało to problemy koordynacyjne, z tego powodu rozważano utworzenie oddzielnego Ministerstwa Energetyki. Ministerstwa takiego w nowym rządzie jednak nie będzie. Całość zagadnień związanych z polityką energetyczną przesunięto do Ministerstwa Gospodarki, które od tej pory nosi nazwę – Ministerstwo Gospodarki  i Energetyki. Ze względu na jego rangę, nasi sąsiedzi nieoficjalnie nazywają je „superministerstwem”. Na jego czele stanął Sigmar Gabriel. Pozycja „superministra” w rządzie odpowiada jego pozycji szefa partii współrządzącej. Socjaldemokraci nie kryją jednak, że ta koalicja nie jest ich wymarzoną, a udział w rządzie chcą wykorzystać jako szansę na wzmocnienie partii przed następnymi wyborami. Tak więc wydaje się, że Sigmar Gabriel jest zdeterminowany, aby projekt transformacji energetycznej stał się (jego) sukcesem.

Niemiecka energetyka: „chaos i anarchia”? Przejmując odpowiedzialność za transformację energetyczną, Sigmar Gabriel z pewnością zdaje sobie sprawę ze złożoności zagadnienia. W latach 2005– 2009 był ministrem środowiska w rządzie federalnym. Jego ocena obecnej polityki energetycznej również nie stanowi tajemnicy. Jeszcze na krótko przed wyborami w wywiadzie dla jednego z czołowych tytułów ekonomicznych  „Die  WirtschaftsWoche”  ocenił,  że  w niemieckiej energetyce od dwóch i pół roku panują „chaos i anarchia”. Wskazał na konieczność fundamentalnej zmiany obowiązującej obecnie ustawy  o OZE (EEG). Wg jego oceny była ona skuteczna, kiedy energia odnawialna stanowiła niszę na rynku. W chwili obecnej obowiązująca ustawa jest szkodliwa zarówno dla konkurencyjności gospodarczej Niemiec, jak też dla rozwoju OZE. Jego zdaniem producenci zielonego prądu muszą zostać mocniej włączeni w rynek,  a dynamika rozwoju instalacji OZE być silniej kontrolowana. Nie kryje również, że w jego opinii nie jest możliwa jednoczesna rezygnacja z elektrowni jądrowych i elektrowni węglowych.(…)

Umowa koalicyjna: co z transformacją energetyczną? Zapisy umowy koalicyjnej są w swojej wymowie zgodne z wypowiedziami Sigmara Gabriela sprzed wyborów. Ustalone przez koalicjantów cele rozbudowy OZE na poziomie 40–45% krajowego zużycia energii brutto do 2025 roku oraz 55–60% do roku 2035 oznaczają spowolnienie tempa rozwoju zielonej energetyki oraz zapewniają przetrwanie przez co najmniej kilkanaście lat elektrowniom węglowym. W chwili obecnej około 23% energii elektrycznej brutto zużywanej w Niemczech to energia  ze  źródeł  odnawialnych.  W  latach 2009–2013 średni roczny przyrost udziału zielonej energii w miksie energetycznym Niemiec wynosił ok. 2,2 punktu procentowego. Ustalony cel rozbudowy OZE na rok 2025 w wysokości 40–45% oznacza mocną redukcję tempa przyrostu udziału zielonej energii nawet do mniej niż 1,5% w skali roku. Jeżeli nałoży się na to fakt wyłączania z eksploatacji kolejnych elektrowni  jądrowych  w  latach  2015–2022, widać, że udział węgla w produkcji energii elektrycznej w Niemczech ma szansę pozostać w perspektywie kilkunastu kolejnych lat na porównywalnym poziomie.  W tej sytuacji rodzi się pytanie, w jaki sposób Niemcy zamierzają osiągnąć cel redukcji dwutlenku węgla o 40% do 2020 roku (rokiem bazowym jest rok 1990)? Umowa koalicyjna takiej odpowiedzi nie daje, jednak zawiera deklarację wypełnienia tego zobowiązania.(…)

Nowelizacja niemieckiej ustawy o OZE Umowa koalicyjna to jedynie spis intencji partii rządzących. Decydujące jest, jakie zapisy znajdą się w ustawie o EEG. Koalicjanci deklarują chęć jej szybkiej zmiany. Projekt nowelizacji miałby zostać przedstawiony przed Wielkanocą 2014 roku,  a głosowany latem. Fakt, że partie rządzące posiadają 80% głosów w Bundestagu, wcale nie gwarantuje, iż przeforsowanie zapisów z umowy koalicyjnej będzie łatwe. Ustawa taka musi być zatwierdzona również przez izbę wyższą parlamentu – Bundesrat, w którym zasiadają delegaci krajów związkowych. (…)

Czy wielka koalicja zatrzyma wielki projekt transformacji energetycznej? Nawet jeżeli w Niemczech zapisy umowy koalicyjnej w punkcie dotyczącym celów rozwoju produkcji zielonego prądu przez wiele środowisk odbierane są jako rozczarowujące,  warto  rozpatrywać  je na tle całego złożonego procesu, jakim jest transformacja energetyczna. Jest to projekt  o  fundamentalnym  znaczeniu dla gospodarki, wymagający koordynacji działań na wielu płaszczyznach. Jego składowe to: rezygnacja z energii jądrowej do 2022 roku, rozbudowa mocy wytwórczych  instalacji  OZE,  zwiększenie efektywności  energetycznej,  rozbudowa sieci przesyłowych, budowa nowych koniecznych   elektrowni   konwencjonalnych  oraz  magazynów  energii. (…)

Źródła:
 Federalny Związek Gospodarki Energetycznej  i Wodnej (BDEW)
Kształtować przyszłość Niemiec.  Umowa koalicyjna między CDU, CSU i SPD. 18. legislatura.
WirtschaftsWoche, 2.09.2013
Barbara Adamska ADM Poland

Cały artykuł w numerze 1/2014
2014 1 GLOBEnergia