Rok do roku obserwujemy przyrosty mocy zainstalowanych w systemach opartych na odnawialnych źródłach energii. Z ciekawością czekamy na kolejne informacje o tym, jak rozwija się rynek OZE.

Przeanalizowaliśmy dane dotyczące mocy zainstalowanych w energetyce wiatrowej, jakie oficjalnie podaje Urząd Regulacji Energetyki. Jak łatwo obliczyć, w pierwszych trzech kwartałach w 2017 roku, nowe moce zainstalowane w energetyce wiatrowej wynoszą tylko 41 MW.

Tak źle nie było od wielu lat…

Skąd blokada rynku energetyki wiatrowej w Polsce?

– Jest to bezpośrednia konsekwencja zablokowania rozwoju projektów wiatrowych i te megawaty, o których mówimy pochodzą w dużej części z używanych siłowni wiatrowych. A to kompletnie nie o to chodzi. Zamiast się rozwijać, a rozwijaliśmy się jako jeden z głównych rynków europejskich, to obecnie staliśmy się znowu ogonem czy jakimś takim złomowiskiem wiatraków. Nikomu o to nie chodziło, ani branży wiatrowej ani autorom ustawy – komentuje dla redakcji GLOBEnergia Piotr Rudyszyn, Główny Doradca PR-EC tłumacząc, że ustawodawcy zapewne nie chcieli spowodować tego, aby znowu wróciły używane, najtańsze, najbardziej zdezelowane wiatraki.

System zielonych certyfikatów jest wygaszany, poprzednie aukcje nie sprzyjały elektrowniom wiatrowym – stąd taki obraz ostatnich dwóch lat w energetyce wiatrowej. Jak zauważa Piotr Rudyszyn, te 41 MW to mogą być elektrownie, które wygrały pierwszą aukcję.

– Od lipca 2016 roku, kiedy przestał działać system zielonych certyfikatów, w Polsce nie został podłączony żaden nowy wiatrak. No może z wyjątkiem kilku, które wygrały pierwszą aukcję, ale ja nie znam takich realizacji. Wydaje mi się, że to w większości były elektrownie używane, których właściciele policzyli, że cena rynkowa prądu czyli ok 170 zł obecnie wystarcza im na to żeby ten wiatrak mógł zarabiać – dodaje.

Elektrownie wiatrowe przyłączane bez wsparcia?

Redakcja dotarła do informacji, z których wynika, że na rzecz tych 41 MW mogą sumować się również turbiny, które zostały przyłączone do sieci bez wsparcia tzn. bez udziału aukcji czy zielonych certyfikatów. Piotr Rudyszyn przyznaje, że nie słyszał o takich przypadkach, ale nie wyklucza takich sytuacji.

– Może tak być, że ktoś stwierdził, że jeśli ma już postawiony wiatrak to może go podłączy i będzie miał te 170 zł. Lepiej tak niż ma stać i nic nie robić. Ja mam cały czas kontakt z wieloma producentami turbin i oni już całkowicie przestali w Polskę wierzyć. Także ja nie spotkałem się z tym żeby ktoś podłączył nowy wiatrak po tym jak przestał obowiązywać system zielonych certyfikatów. Używany wiatrak, owszem tak, mamy kilku klientów, którzy zdecydowali się na podłączenie takiego wiatraka. – dodaje.

Sytuacja polskiej energetyki wiatrowej jest bardzo trudna, ale rozwiązanie problemu wydaje się być stosunkowo proste – wystarczy wyrzucić złe zapisy, usiąść we wspólnym gronie: branża wiatrowa, banki, samorządy, inicjatywy przeciw wiatrakowe i ustalić pewien kompromis. W innym przypadku, zawsze ktoś będzie mniej lub bardziej poszkodowany.

Redakcja GLOBEnergia