Myśl lokalnie i działaj lokalnie. Idealista może stwierdzić, że w perspektywie czasu zmienimy dzięki takiemu podejściu świat. Fantasmagorie? Być może, ale od czegoś trzeba zacząć, a nie da się budować rzeczywistości bez smogu wyzbywając się ideałów.

Kocham Kraków ale wygląda na to, że miłością nieodwzajemnioną, toksyczną chciałoby się stwierdzić. Nie biorę jednak udziału w marszach typu „Antysmogowy marsz żałobny” bo mimo iż sumienie podpowiada „idź”, rozum postuluje „na jakich warunkach?”. Pospieszam z wytłumaczeniem: nie sztuką jest powiedzieć co zrobić ale dać wskazówki jak to zrobić. Mało tego, droga dojścia do osiągnięcia założonego celu musi uwzględniać sytuację wszystkich zainteresowanych, społeczną i materialną.

Nie jest moim celem krytyka inicjatorów marszu, ponieważ idea jest bez dwóch zdań słuszna. Widoczna jest też inicjatywa zmian jakie miałyby zajść w Krakowie aby ograniczyć przede wszystkim niską emisję, ale nie widzę konkretów jak osiągnąć ten cel poza ogólnymi hasłami, które większość z nas mogłaby sformułować. Nie mogę przejść obojętnie nad pytaniem: Co z osobami których nie stać, nawet przy dofinansowaniu ze strony samorządu lokalnego, na wymianę źródła ciepła na bardziej ekologiczne oraz na koszty związane z przyszłą eksploatacją. Ma być stosowany przymus? Jeżeli tak, to czekam na odpowiedź: na jakich warunkach ulegamy wyższej racji?

Zastanówmy się nad rozwiązaniami. „Należy opracować również system dopłat dla najuboższych, których nie będzie stać na pokrycie zwiększonych kosztów ogrzewania” (Krakowski Alarm Smogowy). Pragnę zauważyć, że sama wymiana źródła ciepła nie jest rozwiązaniem problemu. „Najuboższych” nie stać nie tylko na wymianę urządzenia grzewczego ale także na opłatę rachunków za owe ogrzewanie. Spalają w używanych piecach/kotłach to czym dysponują i nie jest to kwestia złej woli tylko przeżycia (jedzenie, czynsz, ogrzewanie?). Nie myślę w tym przypadku o powszechnie rozumianych „śmieciach” ale np. o odpadach drzewnych. Druga sprawa: „Inwestycje w podłączenie mieszkańców do ekologicznie czystego ogrzewania powinny być priorytetem dla władz samorządowych” (Krakowski Alarm Smogowy). Do jakiego systemu ekologicznego ogrzewania? Realizacja projektów energetycznych związanych z Odnawialnymi Źródłami Energii to póki co w Krakowie pobożne życzenia. Kolektory słoneczne w warunkach polskich nie zapewniają centralnego ogrzewania zimą a jedynie je wspomagają. Kotły na biomasę nie ograniczają niskiej emisji. Pompy ciepła to nadal zbyt kosztowna inwestycja, a budowa systemu ciepłowniczego w oparciu o którekolwiek z tych rozwiązań to kwestia inwestycji na poziomie kilku-kilkunastu milionów złotych. Pozostaje gaz, przez wielu utożsamiany z tzw. brudną energią, moim zdaniem błędnie i tu widzę szansę na ograniczenie emisji. Po trzecie: „Należy stworzyć system zachęt do korzystania z komunikacji miejskiej oraz rozbudowywać infrastrukturę rowerową.” (Krakowski Alarm Smogowy). Tu pełna zgoda. Gwoli ścisłości, cytowania nie są wyrwane z kontekstu, konkretnych propozycji rozwiązań niestety brak.

Wróćmy do tezy: myśl lokalnie i działaj lokalnie. W tym całym zamieszaniu nie może chodzić o to żeby stosować przymus ale żeby uświadomić nam wszystkim, mieszkańcom Krakowa, że warto zastanowić się w jaki sposób żyjemy. Zacznijmy szanować energię, bo nie jest produkowana w nocy przez krasnoludki w im tylko znany czarodziejski sposób. Przesiądźmy się z aut na rowery jeżeli to możliwe, nie dlatego że ktoś nam każe albo zakazuje wjazdu do centrum miasta 10-letnim autem niespełniającym warunków emisji, ale dlatego bo chcemy żeby nasze dzieci mogły oddychać świeższym powietrzem. Tu nie chodzi o technologię, chodzi o sposób życia i przyzwyczajenia każdego z nas. Wywierajmy przy okazji presję na władze jak robi to, moim zdaniem w pozytywny sposób, Krakowski Alarm Smogowy, ale nie zapominajmy o konkretnych propozycjach ustawodawczych, nie pomijamy przy tym w całym procesie najbardziej zainteresowanych. Dajmy sobie szansę, żeby poczuć się wspólnotą mieszkańców Krakowa, którzy mają cel i zrealizują go z pomocą władz lub bez niej. Zawstydźmy samorząd, w końcu to my wybieramy osoby które zarządzają miastem, a nie one mieszkańców, którymi „niestety” trzeba się jakoś zająć żeby znowu oddali swój głos zgodnie z wolą rządzących.

Podsumowując, każdy z nas jest kreatorem rzeczywistości w której się obraca. Jeżeli nie będziemy mieć tej świadomości, sukces nie zostanie osiągnięty. Z pewnymi zastrzeżeniami, o których mowa powyżej, składam ręce do oklasków dla inicjatorów i organizatorów marszu „Antysmogowy marsz żałobny”.

Michał Kaczmarczyk
Zastępca redaktora naczelnego GLOBEnergia