Wczoraj, 4 kwietnia producenci biomasy wyszli na krajowe drogi, by poprzez protest i blokadę zwrócić uwagę na trudną sytuację na polskim rynku „zielonych certyfikatów”. Protestujący zatrzymali ruch wychodząc na ulice z plakatami, ulotkami i dźwiękiem syren. Poprzez powolny przejazd ciągników rolniczych z przyczepami wypełnionymi sianem spowalniali ruch. Po drogach przechodzili ludzie, którzy nie zgadzają się z obecną sytuacją na rynku energetycznym. Nie kryli oni swojego rozgoryczenia. Dlatego też w tłumie ludzi zauważyć można było transparenty, a na nich napisy: „Zabiliście biomasę. Zabijcie nas”, albo: „Z Afryki łuskę ściągacie, a polską biomasę w d… macie”.
Członek zarządu stowarzyszenia Polska Biomasa, Krzysztof Łukaszczyk poinformował, że protesty zostały zorganizowane przy drogach krajowych w województwie Łódzkim, Lubuskim, Lubelskim, Świętokrzyskim oraz w Warmińsko – Mazurskim. W różnych miejscowościach, uczestnicy strajku na krótko wstrzymywali ruch, bo jak sami powiedzieli „Nie zamierzamy utrudniać życia kierowcom, ale chcemy pokazać naszą siłę”.
Jednym z protestujących i organizatorów demonstracji był Piotr Kowalewski ze stowarzyszenia Polska Biomasa. Zwrócił uwagę, że przez ostatnie lata koncerny namawiały producentów peletów i brykietów z biomasy do zwiększania produkcji. Dziś zrywają umowy i dotacje. Kowalewski skarżył się: „Zwiększaliśmy ją, zaciągaliśmy kredyty, mieliśmy wieloletnie umowy i leasingi na ich podstawie, braliśmy dotacje z UE. Teraz okazało się, że wartość zielonych certyfikatów spadła, a koncerny wycofały się z umów, rozwiązały je, praktycznie z dnia na dzień”.
 
Następstwa obniżenia cen certyfikatów uderzają głównie w drobnych przedsiębiorców, prowadzących jednoosobowe działalności gospodarcze. W przypadku nie spłacenia dotacji i innych dofinansowań grozi im komornik. „Czujemy się oszukani. A kiedy koncerny znów będą potrzebowały biomasy, to nas już nie będzie, do tego czasu padniemy. Wtedy będziemy ściągać biomasę np. z Afryki” – mówił Kowalewski, podkreślając, że produkcja biomasy na cele energetyczne stanowi również ważny rynek zatrudnienia w Polsce.
Zgodnie z polskim prawem, każdy producent lub sprzedawca energii musi uzyskiwać odpowiedni procent produkcji energii z OZE i przedstawiać ich świadectwa pochodzenia czyli tzw. zielone certyfikaty. Brak zielonych certyfikatów zobowiązuje do uiszczenia tzw. opłaty zastępczej na rzecz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Certyfikaty można kupić na giełdzie lub na podstawie umowy dwustronnej.
Rynkowa cena certyfikatów początkowo była porównywalna z wysokością opłaty zastępczej – ok. 280 zł za MWh wyprodukowanej energii. Niestety od wielu miesięcy kurs „zielonych certyfikatów” systematycznie spada. Duże instalacje współspalania dostarczają na rynek zbyt wiele świadectw, powodując nadpodaż. Przez to ceny certyfikatów, spadły ostatnio nawet poniżej 100 zł.
Tymczasem specjaliści wskazują, produkcja energii w procesie współspalania przestaje być opłacalna przy cenie certyfikatów niższej niż ok. 140 zł. Sprzedaż nie rekompensuje wtedy producentowi kosztów zakupu biomasy, a dużym instalacjom opłaca się ograniczyć stosowanie biomasy na rzecz węgla i płacić opłatę zastępczą.
 
Źrodło:
www.biomasa.org.pl