Ostatnie decyzje Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska wywołały duże poruszenie w branży kolektorów słonecznych. Chodziło o zmianę sposobu finansowania systemów solarnych, uzależnioną nie od powierzchni całkowitej jak było do tej pory lecz od powierzchni czynnej energetycznie. Decyzja miała na celu wyeliminowanie nieuczciwych producentów, którzy np. powiększali powierzchnie kolektorów bez jednoczesnego zwiększania ich mocy.

Część firm zamierza pozwać Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska nawet przed Trybunał Konstytucyjny. Obużeni producenci kolektorów rurowych twierdzą, ze decyzja jest faworyzowaniem ich konkurencji zajmującej się kolektorami płaskimi. Katarzyna Motak prezes firmy Caldoris, produkującej kolektory rurowe w rozmowie z IAR twierdzi, że urzędnicy wprowadzili zmiany niezgodnie z prawem. Ponadto przekonuje, że mimo mniejszej powierzchni czynnej kolektor próżniowy charakteryzuje się większą sprawnością energetyczną w skali roku niż kolektor płaski. Przedsiębiorcy chcą spotkać się z władzami Funduszu i liczą na wycofanie z niekorzystnych zapisów.

Ryszard Ochwat z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową przekonuje, że zmiany w programie dopłat do kolektorów słonecznych zostały wprowadzone świadomie. – Pojawiły się importowane kolektory, które nie spełniały normy. Dlatego wprowadziliśmy kryteria efektywności pracy kolektorów. W interesie klienta i funduszu, który zarządza środkami publicznymi jest by system dotacji był szczelny – deklaruje Ryszard Ochwat.

NFOŚiGW dotuje do 45 procent wydatków związanych z inwestycją w kolektory. Łącznie na program Fundusz przeznaczył 450 milionów złotych. Do tej pory wykorzystano już ok. 280 milionów złotych. W ubiegłym roku więcej kolektorów niż Polacy kupili tylko Niemcy. Instytut Energetyki Odnawialnej szacuje wartość tych instalacji na około 670 milionów złotych.
Źródło: Informacyjna Agencja Radiowa