W opublikowanych niedawno przez Urząd Regulacji Energetyki danych odnośnie przyrostu mocy w OZE oraz produkcji energii w tego źródłach widać niepokojące trendy. Spadkowa tendencja widoczna jest nie tylko w ilości nowych źródeł, ale również w produkcji energii z OZE. W połączeniu z niedawno podpisaną przez prezydenta nowelizacją ustawy o odnawialnych źródłach energii statystyki tworzą niepokojącą całość. Jaka przyszłość czeka polską energetykę odnawialną?

Regres na polskim rynku OZE

Z opublikowanych w ubiegłym tygodniu przez URE danych wynika, że w pierwszym półroczu 2017 roku przybyło ok. 62 MW nowych mocy OZE – to mało w porównaniu z prawie 1,3 GW rok wcześniej. Ilość energii wyprodukowana w tego źródłach (mierzona wydanymi przez Prezesa URE świadectwami pochodzenia) wyniosła 4,947 TWh.  Do tego dochodzi jeszcze 2,243 TWh zielonej energii, co do której na koniec czerwca wnioski o wydanie świadectw pochodzenia był jeszcze w trakcie rozpatrywania przez URE. W analogicznym okresie roku ubiegłego było to odpowiednio 4,762 TWh i 2,494 TWh.

„Rzeczpospolita” zwraca uwagę na zdecydowany spadek produkcji energii w instalacjach biomasowych, z prawie 762 GWh w pierwszym półroczu ubiegłego roku do niecałych 3 GW w pierwszych sześciu miesiącach br. Jak podkreśla dziennik sytuację ratują wiatraki, których produkcja wzrosła o ponad 1 TWh (32 proc.) do poziomu 4,412 TWh.

Kto jest winny: pogoda, polityka, spółki czy prosumenci?

Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej komentuje w „Rzeczpospolitej”, że ta sytuacja jest zasługą… pogody. Jak tłumaczy, gdyby nie duża wietrzność oraz brak suszy i powodzi w pierwszej połowie tego roku, to wynik byłby jeszcze słabszy. Według niego w drugim półroczu można się spodziewać jeszcze słabszego wyniku – ze względu na zwykle panujące w tym okresie warunki pogodowe. Jednocześnie prezes IEO szacuje, że w tym roku możemy się spodziewać produkcji energii z OZE na poziomie do 15 TWh, wobec ok. 20 TWh w roku ubiegłym. Zwraca on też uwagę, że Krajowy Plan Działań zakładał, że tym roku źródła OZE wyprodukują w Polsce około 22 TWh energii elektrycznej. Według Wiśniewskiego, ta sytuacja może doprowadzić do pytań ze strony Komisji Europejskiej do naszego rządu politykę wobec zielonej energetyki.

W obecnej sytuacji, na skutek uchwalenia nowelizacji ustawy o OZE, zmniejszone zostanie wsparcie dla prosumentów i inwestorów. Szczególnie stracą na tym prosumenci fotowoltaiki oraz inwestorzy energetyki wiatrowej. Kto zyska? Przede wszystkim spółki zajmujące się sprzedażą energii, które będą uiszczać wobec wytwórców energii ze źródeł odnawialnych opłaty niższe, niż do tej pory.

Na przekór europejskim tendencjom, czyli odwrót Polski od OZE

Nie dość, że statystyki ukazują wyraźne załamanie sektora OZE, to regulacje wprowadzone przez nowelizację ustawy mogą mocno uderzyć w tą branżę. „Nowelizacja jest przełomowa o tyle, że idzie na przekór trendom europejskim, z którymi najwyraźniej rząd chce wygrać. Obecna władza wyraźnie stawia na energetykę węglową, czyste technologie węglowe i inne innowacje, które mają ocalić najlepiej rozwiniętą gałąź energetyki w naszym kraju. Stawia na rozwój własnych rozwiązań, zamiast importu cudzych. Wierzy, że zgodnie z przewidywaniami np. Międzynarodowej Agencji Energii, jeszcze przez kilka dekad węgiel pozostanie ważnym źródłem energii na całym świecie. Co się jednak stanie potem? Różnice w poziomie rozwoju OZE między Polską a krajami zachodniej Europy rosną, a niewykluczone, że wskutek radykalizacji polityki klimatycznej będziemy zmuszeni do nadgonienia tych zaległości. Rząd stawia sobie bardzo ambitne zadanie przezwyciężenia tych trendów” – powiedział Wojciech Jakóbik.

Niestabilny los branży okiem ekspertów

Sytuację komentują w „Rzeczpospolitej” również były prezes URE Mariusz Swora oraz były szef PSE Henryk Majchrzak. Ten pierwszy podkreśla, że zmiany w prawie w ostatnim czasie mocno wpływa na spadek opłacalności OZE, a branży brakuje pewności i stabilności prawa. W ocenie Swory w krótkim czasie trudno spodziewać się poprawy. Natomiast Henryk Majchrzak podkreśla, że niskie ceny zielonych certyfikatów nie sprzyjają branży OZE. Zaznacza on przy tym, że uderza to nie tylko w samą branżę, ale również w banki finansujące te inwestycje. W jego ocenie rozwiązaniem byłoby podniesienie obowiązku OZE do 19,3 proc., jak postuluje branża.

Źródła: Rzeczpospolita, Biznes Alert

Redakcja GLOBEnergia