Pod koniec lipca Ministerstwo Gospodarki przedstawiło kolejną wersję projektu ustawy o odnawialnych źródłach energii. Wspomina się o „licznych” przeprowadzonych konsultacjach społecznych i uzgodnieniach międzyresortowych.

Zamiarem ustawodawcy jest uchwalenie przepisów jeszcze w tym roku tak, by mogły wejść w życie 1 stycznia 2013. Po raz kolejny dzieje się to pod presją czasu i… unijnych zobowiązań. Dzięki rozwiązaniom, które ma zawierać nowe prawo, w 2020 roku ponad 15% energii ma w Polsce pochodzić ze źródeł odnawialnych. Czy zapowiada to rewolucję w zielonej energii?


Prace nad rozwiązaniami prawnymi dotyczącymi odnawialnych źródeł energii toczą się w perspektywie tzw. czteropaku energetycznego (robocze określenie próby kompleksowej regulacji nowego prawa branżowego). Chodzi, ogólnie rzecz ujmując, o zapewnienie „w pakiecie” bezpieczeństwa energetycznego, które jest jednym z filarów bezpieczeństwa ekonomicznego każdego nowoczesnego państwa. Ma więc znaczenie kluczowe. Na warsztacie jest więc nowe prawo energetyczne, prawo gazowe, ustawa o korytarzach przesyłowych i właśnie wspomniana ustawa o OZE. Działania, rzec można, modelowe. Kiedy jednak zapytać o szczegóły, o przejrzystość i spójność proponowanych rozwiązań, o choćby częściowe odniesienie do ekonomicznej analizy prawa, sytuacja się komplikuje. Jaki jest więc cel tych zmian? Czy tylko administracyjne „pro forma”?
Od konsumpcji do prosumpcji
Termin „konsumpcja” zdaje się obecnie zmieniać swoje znaczenie. Dotyczy już nie tylko codziennego życia każdego z nas, ale i szerokiej przestrzeni emocji, związanej z tym pojęciem. Zjawisko to obecne jest także w dziedzinie poszanowania energii. Więcej, pojawia się, jako jeden z kierunków legislacyjnych w ustawie o OZE. Jedną z takich propozycji jest energetyka prosumencka (pikogeneracja). Prosumpcja to nic innego, jak idea ekonomiczna, zgodnie z którą każdy konsument jest jednocześnie producentem. W takim ujęciu energetyka prosumencka to nie tylko użytkowanie energii, ale zarazem jej jednoczesne produkowanie. Idea dobrze wpisuje się w model inteligentnych systemów energetycznych. „Smart grid” stają się wyzwaniem nie tylko dla gospodarki (skala makroekonomiczna bywa jednak odległa i często niezrozumiana), ale przede wszystkim dla samorządów, w tworzeniu SMART CITIES – inteligentnych miast. Koncepcja ma służyć obniżeniu kosztów energii, zwiększeniu efektywności, integracji rozproszonych źródeł energii oraz sprawnej komunikacji na rynku. W naturalny sposób powinna więc być, by użyć modnego ostatnio porównania, kompatybilna z ustawą o OZE. Jaki jest szerszy kontekst polskiej wizji „smart city”? (…)

Projekt ustawy OZE – wątpliwości i priorytety

Jedną z poważnych wątpliwości jest nieuwzględnienie w projekcie zagadnień gospodarki odpadami. Mowa o pominięciu odpadów – jako źródła energii. Inaczej rozwiązała to choćby Szwecja, gdzie za energię odnawialną uznano wszystko to, co nie jest paliwem kopalnym, czyli także odpady. Powszechnie wiadomo, że odpady w Polsce produkowane są masowo, zaś ich stopień zagospodarowania w procesie recyclingu jest znikomy. Nota bene nowy system gospodarowania odpadami właśnie gminy wdrażają i zdecydowanie przydałaby się spójność powiązanych ze sobą przepisów. Projekt ustawy niewystarczająco traktuje zagadnienie wytwarzania ciepła i chłodu przez instalacje oparte na OZE. Dotyczy to przede wszystkim energii cieplnej produkowanej przez pompy ciepła i kolektory słoneczne. Jest paradoksem, że polskie samorządy relatywnie często wykorzystywały źródła finansowania m.in. rozwiązań solarnych, zachęcając również mieszkańców do samodzielnej aktywności inwestycyjnej w tym zakresie. Wiele inwestycji jest właśnie w toku realizacji, a zainteresowanie nimi nie maleje [1]. Zasada „neutralności technologicznej”, jak powinna towarzyszyć tworzeniu prawa, nie została tu należycie uwzględniona. Można przytoczyć choćby przykład brytyjski, gdzie wszystkie technologie, w tym kolektory słoneczne i pompy ciepła, biorą równoważny udział w programie wsparcia finansowego dla OZE, czego zabrakło w polskim projekcie ustawy. Jeśli jednak w strategiach i statystykach rządowych ciepło pozyskiwane z OZE jednoznacznie kojarzy się z ciepłem systemowym, wytwarzanym w dużych jednostkach energetycznych, trudno się dziwić. Według różnych szacunków ok. 1 GW mocy jest zainstalowane w indywidualnych rozproszonych źródłach ciepła, takich jak kolektory słoneczne, pompy ciepła czy małe kotły na biomasę. Konieczne wydaje się uwzględnienie tych źródeł w ogólnym bilansie energii wytwarzanej przez OZE. Nie jest to bez znaczenia dla realnego udziału OZE w bilansie energetycznym Polski.(…)
Samorząd promotorem czy tylko obserwatorem?
Trzeba podkreślić, że mamy w Polsce przykłady skutecznego zaangażowania samorządów w promowanie i praktyczne stosowanie odnawialnych źródeł energii. Efekty tych działań wciąż pozostają niezinwentaryzowane. Należałoby sporządzić podsumowanie nakładów własnych, z gminnego i powiatowego funduszu ochrony środowiska, wsparcia na cele środowiskowe z NFOŚiGW (mimo krytycznych uwag NIK) i funduszy wojewódzkich oraz z innych źródeł. Znane jest jedynie imponujące podsumowanie Ekofunduszu [3]. Dobrą platformą badawczą mógłby być realizowany przez Związek Miast Polskich tzw. System Analiz Samorządowych (www.sas24.org). Istnieje również wiele inicjatyw lokalnych. „Lokalna Agenda 21” na poziomie gminy służy wdrażaniu programu zrównoważonego rozwoju, którego celem jest m.in. poprawa jakości środowiska i zmniejszenie zagrożeń ekologicznych. Ze względu na swój ograniczony zasięg, stwarza miejsce na dialog między gminą, jej mieszkańcami, miejscowymi organizacjami i prywatnymi przedsiębiorcami. Warto przypomnieć, że opracowanie „Lokalnej Agendy 21” jest wspólnym dziełem właśnie lokalnych społeczności. (…)
Zapewne pojawią się głosy, iż po EURO 2012 nasze gminy muszą bronić zadłużonych do granic możliwości miejskich kas, a energii (i funduszy) na nowe inicjatywy brak. Odnawialne źródła energii są realną szansą na obniżenie kosztów energii elektrycznej i cieplnej tak w gospodarstwach domowych, jak i komunalnych. Mamy już ustawę o efektywności energetycznej (z 15.04.2011 roku), ale sama ustawa nie przesądza o poszanowaniu energii. Efektem tejże nie może być jedynie ograniczanie działania oświetlenia ulicznego z przyczyn „ekonomicznych” przez niektóre samorządy (ciekawe, jakie uwzględniono koszty?). Nikomu chyba nie zależy na pojawieniu się w Polsce mrocznych miast. Równie dobrze można próbować wyeliminować wypadki samochodowe zakazując ruchu drogowego. Doświadczenie uczy, że ignorancja legislacyjna, a także pozostawienie tworzenia nieprzewidywalnego i niespójnego prawa energetycznego innym nie wróży niczego dobrego. Miejmy nadzieję, że nie grożą nam „dark cities” – wizja, którą kończy black out.

Leszek Wanat

Autor jest związany zawodowo z Uniwersytetem Przyrodniczym
i Uniwersytetem Ekonomicznym w Poznaniu oraz
Związkiem Miast Polskich

Czytaj całość w GlobEnergia 5/2012