Drony, czyli bezzałogowe statki latające (ang. Unmanned aerial vehicle). Najczęściej pracują w oparciu o cztery wirniki o pionowej osi obrotu (ang. quadrocoptery), lecz zdarzają się również wielowirnikowce. Najpopularniejsze mają udźwig rzędu 0,2kg-3g i są autonomiczne na jednej baterii w czasie 15-30 minut. 

 
Do tej pory drony kojarzyły się z wojskiem.  Znane są już od czasów I wojny światowej! Wielu osobom kojarzą się z latającymi bombami, które bombardowały miasta – np. Londyn. Dziś mogą służyć całkiem inaczej. O inspiracjach i pomysłach na wykorzystanie dronów w energetyce wiatrowej opowiada autor artykułu – Michał Kaczerowski – Prezes Zarządu Ambiens Sp. z o.o.
 
Anna Będkowska: Skąd pomysł na wykorzystanie dronów? Skąd taka inspiracja? 
Michał Kaczerowski: Podobne rozwiązania zauważyliśmy na rynkach zagranicznych – francuskim, belgijskim, brytyjskim. Nie widzieliśmy tego u nas, w Polsce, a bardzo lubimy – jako firma – innowacyjne rozwiązania. Widzimy w tym duże szanse. Ja, równolegle sam jestem wielkim pasjonatem dronów. 
 
AB: Jak do tej pory kontrolowano stan turbin wiatrowych?
MK: Do tej pory wyglądało to w ten sposób, że w sytuacji zapotrzebowania, czyli albo w trakcie okresowych przeglądów, wykonywanych periodycznie np. co roku, albo w sytuacji podejrzewania jakichś uszkodzeń, na farmę wiatrową wysyłani byli serwisanci z uprawnieniami pracy na wysokościach. Przeważnie taka ekipa serwisantów składała się z dwóch – trzech osób, które wzajemnie się asekurowały za pomocą lin i technik alpinistycznych. Dzisiaj, te pierwsze inspekcje można wykonywać właśnie za pomocą dronów, by zweryfikować, czy jest potrzeba wysyłania ludzi. Jest to dużo szybsze i dużo tańsze. 
 
AB: Jest to też bezpieczniejsze, dla ludzi!
MK: Tak, oczywiście. Nie naraża się każdorazowo ludzi. Każde takie wejście wiąże się z minimalnym, ale zawsze ryzykiem.