Opinia Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Biogazowego dot. wykorzystania odnawialnych źródeł energii w Polsce.

„Energia odnawialna nie cieszy się w Polsce przychylnością Rządu, firmy ją produkujące, każdego dnia, jedna po drugiej, upadają, zagraniczni inwestorzy uciekają z naszego kraju, a banki boją się wspierać nowe inwestycje związane z OZE. Jak wyjść z tej sytuacji? Może wystarczy w kwestiach finansowych po prostu znaleźć złoty środek.

 
Przyczyn złego położenia sektora energetyki odnawialnej w Polsce jest wiele. Brak odpowiedniej ustawy, przeciągające się prace nad ostatecznym jej kształtem, silne lobby koncernów energetycznych, brak dobrej woli ze strony Ustawodawców, dominacja współspalania, nieporozumienia między poszczególnymi resortami i wreszcie niskie ceny zielonych certyfikatów, spowodowane ich nadpodażą. Wszystkie te czynniki są ze sobą powiązane, jedne stanowią skutek drugich i wszystkie razem z wielkim powodzeniem blokują rozwój energetyki odnawialnej w naszym kraju.
 
Reasumując, OZE przestaje się w Polsce opłacać. I chociaż to stwierdzenie wygłaszane przez przedsiębiorców produkujących zieloną energię, jest jak najbardziej zrozumiałe, to powtarzane przez przedstawicieli polskich władz, wydaje się nie na miejscu. Skarb Państwa sporo korzysta na energii odnawialnej.
 
Wszyscy sprzedawcy energii elektrycznej, na każde 100 MWh sprzedanej odbiorcy końcowemu, mają obowiązek przedstawić do umorzenia tzw. zielony certyfikat, czyli dokument potwierdzający, że wytworzona energia elektryczna pochodzi ze źródeł odnawialnych. Certyfikaty można kupić na Towarowej Giełdzie Energii (TGE). Jeśli sprzedawca tego nie zrobi, musi zapłacić karę, czyli opłatę zastępczą. Obecnie cena zielonego certyfikatu (liczona dla całego rynku) wynosi około 200 zł, a opłata zastępcza w roku 2013 to 297,35 zł. Porównując te dwie kwoty, pojawiają się pewne wątpliwości. Mianowicie, dlaczego koncerny energetyczne wolą uiszczać opłatę zastępczą niż kupować zielone certyfikaty, skoro na TGE są one tańsze prawie o 100 zł.
 
Ponadto, na początku bieżącego roku kryzys na rynku zielonych certyfikatów, spowodowany ich nadpodażą był tak wielki, że wiele firm z sektora OZE go nie przetrwało. W najbardziej krytycznym momencie cena spadła do 100 zł/MWh (dane z dnia 14.02.2013r.). Przyczyną takiej sytuacji była zwiększona produkcja zielonej energii zmieszanej z czarną, w procesie współspalania oraz to, że firmy energetyczne przestały kupować zielone świadectwa pochodzenia. Pomimo niewiarygodnie niskich cen, które utrzymywały się przez kilka miesięcy, koncerny nadal wolały płacić karę za nie przedstawienie do umorzenia zielonego certyfikatu. To na pierwszy rzut oka bardzo nielogiczne, ale po wzięciu pod uwagę kilku faktów, wszystko staje się jasne.
 
Nie jest tajemnicą, że Skarb Państwa posiada udziały w przedsiębiorstwach energetycznych, a wpływy z opłat zastępczych wędrują do państwowej instytucji, jaką jest Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW). Z tego tytułu, zyski NFOŚiGW wyniosły w ubiegłym roku ponad 470 mln zł. Tymczasem przedsiębiorcy OZE po kolei bankrutują, co najwyraźniej widać wśród producentów biogazu. Każdego dnia do UPEBI docierają informacje o zamykanych, bądź sprzedawanych biogazowniach. Biznes przestał się opłacać, a przedsiębiorcy starają się ratować, co się da, zanim stracą wszystkie oszczędności życia.
 
Wynika z tego, że Państwo Polskie nie chcąc dopuścić, aby wpływy z zielonych certyfikatów poszły w prywatne ręce producentów energii ze źródeł odnawialnych, przyczynia się do kryzysu w branży. Polski budżet jest więc zasilany dużymi sumami płynącymi z zielonej energii, instytucje państwowe każdego dnia odnotowują ogromne wpływy z tego tytułu, tymczasem OZE nadal traktowane są jak czarna owca sektora energetycznego.”
 
Źródło: Polska Izba Biomasy