W ciągu ostatnich kilku miesięcy sporo mówi się o tym, jak Rząd z Ministerstwem Energii starają się naprawić niekorzystne zapisy dotyczące farm wiatrowych. Zapowiedzi większych aukcji dla wiatru, zmiany w zapisach podatkowych, czy wydłużenie ważności pozwoleń na budowę to tylko niektóre zabiegi, mające na celu poprawę obecnej sytuacji.

Sytuacja w energetyce wiatrowej jest bardzo trudna, więc każda zapowiedź polepszenia sytuacji powinna być odbierana jako krok w dobrym kierunku. Czy inwestorzy, którzy stracili zaufanie do polskiego rynku będą mieli ochotę na ten rynek powrócić?

W ubiegłym roku nie przyłączono żadnej nowej farmy wiatrowej. Ostatnia duża farma wiatrowa została przyłączona w 2016 roku, należąca do Enei. Ostatnie obserwacje z rynku polskiej energetyki wiatrowej obserwuje Piotr Rudyszyn, Główny Doradca PR-EC. Zauważył on, że są inwestorzy, którzy zdecydowali się na podłączenie do sieci używanych turbin wiatrowych.

Z czym wiąże się instalacja używanego wiatraka? Dlaczego klienci decydują się na używane wiatraki?

– Używane wiatraki podlegają takim samym przepisom, co nowe. Klienci decydują się na używany wiatrak, gdyż koszty inwestycji są dużo niższe. To są zamortyzowane urządzenia. Na przykład 2 MW urządzenie kosztuje w granicach 300 000 Euro, a nie 2 milionów jak w przypadku nowych. Jeżeli do tego doliczymy koszt demontażu, transportu, budowy to koszty inwestycji zamykają się i tak w 1/3 kosztów nowego wiatraka. Jeśli cena sprzedaży energii wynosi 170 zł, to jest połowa ceny tej, której inwestorzy oczekują na aukcji, więc niektórzy zakładają sobie, że to jest bezpieczniejszy biznes. Natomiast moim zdaniem jest to biznes obciążony dużym ryzykiem. – opowiada Piotr Rudyszyn wyliczając zagrożenia, jakim podlega instalacja używanej turbiny wiatrowej.

Do tych zagrożeń należy zaliczyć cenę zakupu energii – używane turbiny są podłączane do sieci bez żadnego wsparcia, czyli sprzedają „zieloną energię” po cenie „czarnej energii”. Nie startują w aukcjach, które zdaniem Piotra Rudyszyna zapewniają dostęp do gwarantowanego odkupu energii. W przypadku używanych turbin wiatrowych występuje również bardzo duże ryzyko techniczne.

– Okres życia wiatraka szacuje się na 25 lat, a ktoś kto kupuje używany wiatrak musi się liczyć z tym, że będzie musiał coraz więcej wydawać na obsługę i naprawę. W pewnym momencie może się okazać, że będzie wydawał więcej na eksploatację niż wiatrak będzie zarabiał ze sprzedaży energii. – dodaje Piotr Rudyszyn.

Co z repoweringiem?

Proces zastępowania starszych elektrowni przez nowe, które mają większą moc zainstalowaną lub większą wydajność, które w efekcie przynoszą wzrost produkcji energii netto to repowering. Polskie prawo nie uznaje tego typu modernizacji elektrowni wiatrowej.
Obecna ustawa zakłada, że wiatraki, które zostały zbudowane, mogą być tylko remontowane w ramach tych wielkości, którymi obecnie dysponują.

– To jest jedna z większych wad ustawy antywiatrakowej. W tej kwestii nasuwają się wnioski, że autorami tej ustawy są osoby które nie miały doświadczenia z branżą wiatrową, nie są specjalistami w tym zakresie i mogą mieć informacje na jej temat lecz nie są to informacje fachowe. – podsumowuje Piotr Rudszyn uzupełniając, że zastąpienie 10 małych wiatraków, jednym nowym może przynosić większe korzyści, oczywiście spełniając odpowiednie normy.

Polska złomowiskiem wiatraków?

Zamiast się rozwijać, a rozwijaliśmy się jako jeden z głównych rynków europejskich, to obecnie staliśmy się znowu ogonem czy jakimś takim złomowiskiem wiatraków. – ocenia Piotr Rudyszyn.

Obserwując polski rynek energetyki wiatrowej trudno się z tą tezą nie zgodzić. Nikomu z decydentów zapewne nie chodzi o to, by związywać ręce inwestorom, nawet jeśli w planach było wprowadzenie pewnych ograniczeń dla lokalizacji tych inwestycji. W zamyśle zapewne celem nie było to, by do Polski znowu wróciły używane, najtańsze, najbardziej zdezelowane wiatraki.

Anna Będkowska

Redaktor prowadzący GLOBEnergia