Kiedy Energa unieważniła 120 umów na zakup energii z farm wiatrowych, wiadomo było, że ucierpią głównie inwestorzy. Posypała się lawina pozwów przeciwko wiatrowym inwestorom, a zawarte przez nich przed laty umowy z Energą zostały uznane za nieważne – ponieważ z czasem okazały się niekorzystne dla spółki. Grupa po latach zorientowała się, że w wyniku sporego spadku cen zielonych certyfikatów coraz więcej traci, współpracując z farmami wiatrowymi. Obydwie strony szykują się do sądowej wojny. Warto zwrócić uwagę, że w wyniku krucjaty spółki przeciwko energetyce wiatrowej ucierpią również banki.

 

Energa walczy z wiatrakami od dłuższego czasu

Działania gdańskiej grupy przeciwko farmom wiatrowym rozpoczęły się, kiedy – około 2-3 lata temu – ceny zielonych certyfikatów znacząco spadły. Energa zauważyła, że dalsze utrzymanie relacji z inwestorami wiatrowymi nie będzie już dla niej korzystne, więc postanowiła bezkompromisowo z nimi walczyć. Wg Daniela Objatka, prezesa Energii, głównymi wadami umów są zbyt wysokie i sztywne ceny oraz (teoretycznie) brak możliwości wypowiedzenia. Zaczęło się od forsowania nowelizacji ustawy o OZE, która znacząco ograniczyła wsparcie dla energetyki wiatrowej. Władze spółki podkreślają, że Energa już od dłuższego czasu bardzo się starała, aby w ustawie o OZE dokonano zmian. Kolejnym krokiem było nagłe unieważnienie 120 umów z farmami wiatrowymi, wysyłanie pozwów przeciwko inwestorom wiatrowym. Jako pretekst do uznania zawieranych przed laty umów za nieważne była ich rzekoma niezgodność z ustawą o zamówieniach publicznych. Kazusem pozostaje następująca kwestia: czy zakup zielonych certyfikatów podlega pod jedną z trzech kategorii zamówienia publicznego? Ta luka w prawie będzie polem do popisu dla kancelarii broniących interesów zarówno spółki, jak również inwestorów.

 

Kłopoty inwestorów wiatrowych i banków

Cytowany przez „Puls Biznesu” Tomasz Podgajniak, prezes firmy Enerco (będącej właścicielem największego w Polsce kompleksu farm wiatrowych w Darłowie) wyjaśnia, co dla drugiej strony konfliktu oznacza kontrowersyjna decyzja spółki. “Wchodzimy w procedurę defaultu [niewypłacalności — przyp. red..], bo deklaracje Energi oznaczają, że zagrożona jest kontynuacja umowy. Podpisane są na niej również banki” – dodaje. Energa przestała kupować zielone certyfikaty od ok. 20 inwestorów, z którymi ma zawarte 22 wieloletnie kontrakty. Kiedy spółka przestaje płacić, inwestorzy tracą strumień przychodów, który wcześniej był ważnym elementem umów kredytowych zawieranych z bankami. Banki są również często sygnatariuszami umów z samą Energą, np. w przypadku Enerco.

Czy inne państwowe spółki mogą pójść w ślady Energi?

My przecież mamy tylko 40 proc. rynku. Proszę sobie oszacować, jakie kwoty wiążą się z pozostałą jego częścią – odpowiada cytowany przez „Puls Biznesu” Daniel Objatek na pytanie, czy inne spółki energetyczne również mogą podjąć działania przeciwko farmom wiatrowym. Na początku 2017 r. Komisja Nadzoru Finansowego podała, że krajowe banki udzieliły 6 mld zł kredytów na finansowanie farm wiatrowych. Jeżeli pozostałe spółki również zaczną walczyć z wiatrakami, straty dla banków będą jeszcze większe.

 

Objatek nie wyklucza nowych umów

Ratunkiem dla dotychczasowych kontrahentów Energii będzie podpisanie nowych umów. Jeśli firmy tego nie zrobią, będą musiały liczyć się z perspektywą utraty przychodów. Spośród 150 umów energii na zakup zielonych certyfikatów 22 zostało natychmiast unieważnionych i poszło do sądu, natomiast pozostałe nie będą rozpatrywane na drodze sądowej, ponieważ zawarte w nich warunki nie odbiegały od rynkowych. Daniel Objatek nie wyklucza zawarcia nowych umów z tymi inwestorami, których 22 umowy zostały zerwane.

 

Źródło: Puls Biznesu

Redakcja GLOBEnergia