Niegdyś przepięknie zdobiące holenderskie krajobrazy, dziś szpecą, hałasują i niszczą naturalne środowisko wielu krajów. Czy mamy się czego obawiać? Czy naprawdę wielkie turbiny wiatrowe nie nadają swego rodzaju uroku współczesnemu krajobrazowi?

 Wielu dostrzega negatywy tego typu OZE, widząc w nich tylko obrzydzające kolosy. Tymczasem każdego dnia wychodzą do sklepu znajdującego się zaraz obok kilkunastopiętrowego bloku, w którym mieszkają, korzystają z telefonów komórkowych, które, aby działać, potrzebują wysokich nadajników czy oglądają wieczorem telewizję dzięki odbiornikom zasilanym energią z sieci. Spróbujmy stworzyć listę i zastanówmy się, co faktycznie szpeci piękny krajobraz.
 
Fabryki, ciepłownie, elektrownie. Dymiące, a dodatkowo zanieczyszczające środowisko. Jednocześnie miejsce pracy wielu ludzi i pewnego rodzaju polepszacz komfortu. Ale polepszacz komfortu to pewien destruktor krajobrazu. Widok kominów, z których wydostają się chmury zanieczyszczeń, stał się dla nas tak swojski, że nikt ich już nie zauważa. Linie wysokiego napięcia. To dzięki nim możemy nadrobić zaległości oglądając wieczorne informacje. Dzięki nim dzieci mogą odrabiać lekcje przy włączonym świetle. Trudno sobie nawet wyobrazić, do jak odległych zakątków trzeba by dotrzeć, żeby ujrzeć trasy bez slupów i drutów z przesiadującymi na nich ptakami. Linie nie dość, że nikomu nie przeszkadzają, to wielu artystów, choćby fotografów, potrafi się zachwycić tym widokiem. Nadajniki sieci komórkowych. Najczęściej umieszczone gdzieś pośrodku szczerego pola, na wzniesieniach. Smukłe druciaki zapewniające nam dostęp do sieci. I tak jak niewielu znaleźlibyśmy koneserów tego typu krajobrazu, tak też niewielu będzie tych, którzy na tę formę „ozdoby” krajobrazu zwrócą uwagę. (…)
 
 Dominika Kapuśniak