Słoneczny maj rozpoczyna się w oczekiwaniu na ustawę o Odnawialnych Źródłach Energii i wynikające z jej zapisów możliwości. W blokach startowych ustawiają już się producenci i dystrybutorzy systemów fotowoltaicznych (PV). Widać to wy-raźnie na targach branżowych, gdzie prezentowane są już nie tylko same moduły czy falowniki, ale także inne niezbędne elementy systemu. Jak głoszą sprzedawcy – dzięki nowym regulacjom ma być lepiej: bardziej opłacalnie i łatwiej… Oby, trzymam za to kciuki!
Na razie w Polsce wraz ze wsparciem dla fotowoltaiki przychodzi… kryzys nad-podaży. Ceny spadają. Według badań „IMS Research” średnie ceny ogniw fotowoltaicznych spadły w ciągu roku o 70%, osiągając 0,30 $/W w pierwszym kwartale 2012 roku. Niestety nie jest to efekt spowodowany szybko następującymi zmianami technologicznymi, jak na przykład ma to miejsce w branży podzespołów komputerowych. Spadek cen wywołała potężna nadprodukcja połączona z nadmiernymi mocami wytwórczymi, które wzrastając w 2011 roku o 50%, osiągnęły pod jego koniec 50 GW. W tym czasie popyt wzrósł o 35%, osiągając 26,9 GW. Rynek się przegrzał. Zza zachodniej granicy słychać niezadowolenie wywołane dopłatami do PV. Rekordowy rok 2011 przyniósł w Niemczech 7,5 GW instalacji, co przełożyło się na ogromną skalę dopłat (feed-in tariffs). Redukcję dopłat zapowiadają Włosi i Francuzi. Producenci robią co mogą, by obniżyć koszty produkcji i podjąć walkę konkurencyjną w tym trudnym dla nich okresie. Oby na tym skorzystali konsumenci.
Nadchodząca fala fotowoltaicznej gorączki udziela się już użytkownikom domowym, którzy dotąd nie interesowali się odnawialnymi źródłami energii. Wielu oczekuje, że zaraz zamontują moduł PV na garażu, by podłączyć do niego plazmę czy też zmywarkę. W tej sytuacji, złośliwie uśmiechnięty – niczym Jack Nicholson w „Lepiej być nie może” – uprzejmie jednak tłumaczę, że panele fotowoltaiczne nie mają kontaktu, do którego podepniemy jedno czy drugie urządzenie AGD. Za po-mocą paneli produkujemy prąd stały, który możemy zgromadzić w akumulatorach lub teoretycznie odsprzedać do sieci. W warunkach domowych prąd ten zamienia-my przy użyciu falownika na zmienny i dopiero wtedy możemy zasilić wydzielony obwód, np. pompy cyrkulacyjne c.o. podczas awarii zasilania czy też inny niewielki odbiornik. Możemy też stworzyć system wyspowy i zasilić urządzenia niewielkiej mocy w domku na działce za miastem. Jeśli wobec powyższego entuzjazm rodaków nie zgaśnie, a ceny modułów nie wzrosną, to dachy naszych domów zamienią się w słoneczne elektrownie.
Mam również nadzieję, że nasz młody rynek PV skorzysta z doświadczenia zachodnich sąsiadów i uniknie wielu błędów. Liczę na ostrożność w zagospodarowaniu gruntów pod farmy fotowoltaiczne, pozostawiając na te cele wyłącznie nieużytki. Słoneczne instalacje mogą wspaniale komponować się z dachami istniejących i nowo budowanych budynków. Ciekawe aranżacje mogą tworzyć nową przestrzeń miejską. Ta nowa jakość to nie tylko estetyka przestrzeni publicznej, ale okazja do rozproszonej produkcji zielonej energii. Pięknie i ekologicznie? Tak! Byle z pomysłem i z głową.

 

Zapraszam do GLOBEnergia 2/2012
Grzegorz Burek
Redaktor naczelny