W dobie ostatnich planów dotyczących mającej powstać w Polsce elektrowni jądrowej sporo mówi się o jej wpływie na środowisko oraz o międzynarodowych trendach dotyczących tego sektora energetyki.

Powszechne przekonanie, że Niemcy zużywają więcej węgla w wyniku decyzji o stopniowym wycofywaniu energii jądrowej, zostało powtórzone przez członka zgromadzonej publiczności, byłego dyrektora operacyjnego w Banku Światowym. „Cokolwiek Niemcy zrobiły, nie zredukowały emisji dwutlenku węgla… zwiększyły ją. To wydaje się być spowodowane motywami politycznymi, zamiast właściwą oceną możliwości technologicznych. „
Ta konwencjonalna mądrość rozbrzmiewa echem w wielu miejscach, takich jak podczas ostatniej edycji indeksu gospodarki niskoemisyjnej PricewaterhouseCoopers. „Niemcy, od 2011 roku, regularnie zmniejszają swoją zależność od energii jądrowej, ale kosztem rosnącego wykorzystania paliw kopalnych, co przyczyniło się do zwiększonego natężenia węgla w ciągu ostatnich dwóch lat”, pisze firma.
Ale John Banks odrzucił tę koncepcję. „Istnieje wiele czynników rynkowych, które nie mają nic wspólnego z wycofywaniem atomu”, powiedział, powołując się na tani import węgla z USA i wysoki koszt europejskiego gazu ziemnego.
W tej chwili nie ma żadnego poważnego planu, aby zwiększyć zaopatrzenie w węgiel. Dla niemieckiego rządu stwierdzenie tego rodzaju stanowiłoby konsternację.”
Bloger i dziennikarz, Christian Roseland, wyciągnął dane z Instytutu Fraunhofera, aby utwierdzić się w przekonaniu, że liczby po prostu nie potwierdzają jednoznacznie hipotezy przejścia z atomu na węgiel.
„Istnieje o wiele silniejsza korelacja między spadającym zużyciem gazu a wzrostem zużycia węgla,” Roseland wyjaśnia. Przypisuje on zjawisko przechodzenia z gazu na węgiel takim czynnikom, jak wysokie ceny gazu, niskie ceny węgla oraz popyt na eksport taniej energii do innych krajów europejskich.
Rzekoma „de-industrializacja” Niemiec była również analizowana. „Czy ktokolwiek jest w stanie pokazać mi firmę, która opuściła Niemcy ze względu na zbyt wysokie ceny?” Zapytał Banks. „Przemysł kupuje 20 procent mocy, ale płaci tylko 3 procent dopłaty do finansowania energii odnawialnej.”

Niezawodność to kolejny temat zastępczy poruszany podczas wydarzenia organizowanego przez Brookings.
„Myślę, że było dużo Niemców atakujących rynek po tej stronie Atlantyku”, powiedział Banks, dodając, że często koncentrowano się na niezawodności systemów OZE.
W przeciwieństwie do tego, zacytował niedawne sprawozdanie dotyczące niezawodności, niemieckiej agencji sieci energetycznej BNA, która mierzy ową niezawodność poprzez wskaźnik przeciętnego (średniego) systemowego czasu trwania przerwy długiej w dostawach energii elektrycznej, wyznaczony w minutach na odbiorcę (ang. SAIDI, czyli współczynnik niezawodności stanowiący sumę iloczynów czasu trwania przerwy w dostawie energii (w minutach) i liczby odbiorców narażonych na skutki tej przerwy w ciągu roku, podzieloną przez łączną liczbę obsługiwanych odbiorców przyłączonych do sieci). Niemcy cechują się średnio 15 minutami przerwy na klienta rocznie, co należy do najniższych w Europie, a ponadto zauważalna jest tendencja spadkowa. Z kolei w USA jest to ponad kilkaset minut. 

OZE w Japonii

Zdecydowanie mniej dyskusji pojawia się o doświadczeniu Japonii w zakresie odnawialnych źródeł energii. Polityka energetyczna w tym kraju jest w ciągłym niestabilnym ruchu od trzęsienia ziemi, tsunami i nuklearnej katastrofy w Fukushimie w 2011 roku. Charles Ebinger, dyrektor Inicjatywy Bezpieczeństwa Energetycznego w Brookings, wskazał, że „Japonia zawsze była głęboko zaniepokojona bezpieczeństwem energetycznym” ze względu na jej niemalże całkowitą zależność od importu. To było głównym powodem zainteresowania i ukierunkowania się na energetykę jądrową od 1970 roku.
W odpowiedzi na katastrofę w Fukushimie, rząd premiera Naoto Kan opublikował „Rewolucyjną Strategię Energetyczno-Środowiskową,” zalecając wycofywanie energii jądrowej do 2040 (strategia zwana także „opcją zerową”).

Ale interesy handlowe stały w sprzeczności z domniemaną rewolucją, a wybór premiera ceniącego biznes, Shinzo Abe, ostatecznie położył kres ambitnemu planu. Pomimo czarnego scenariusza jaki spotkał Strategię Kan’a, pozostał jedyny, ostatecznie zaimplementowany element, w formie krajowej, gwarantowanej taryfy dla energii ze źródeł odnawialnych w 2012 roku. W owym czasie, Japonia posiadała 20 gigawatów łącznej mocy energii odnawialnej (w tym energii wodnej). Od tamtego okresu, udział odnawialnych źródeł energii wzrósł o 43 procent, z czego prawie połowa pochodzi z energii słonecznej, a kolejnych 20 gigawatów energii słonecznej jest obecnie w stadium rozwoju.

Integracja sieci jest chyba bardziej dokuczliwa w Japonii, która w dalszym ciągu ma rozgałęzioną sieć energetyczną, z połową działającą na 50 Hz, a drugą na 60 Hz. Jest to dziedzictwo pierwszych dni funkcjonowania sieci, gdy przedsiębiorstwa energetyczne z Tokio kupiły transformatory 50 Hz pochodzące z Niemiec, a ich odpowiedniki w Osace kupiły sprzęt 60 Hz ze Stanów Zjednoczonych. „Wynikiem jest krajowa sieć, której dwie połówki nie mogą bezpośrednio przesyłać prądu zmiennego”, podaje IEEE.

Opracowanie: Dastin Adamowski, KN OZE „Grzała” 
Źródło: www.greentechmedia.com