Chile planuje budowę elektrowni wodnej o wartości 400 mln dolarów. Fenomen takiej instalacji związany jest z lokalizacją.

Atacama to najbardziej jałowa pustynia na świecie. Rząd Chile widzi w niej rewolucyjny sposób na produkcję zielonej energii.

Chodzi o to, aby umiejętnie wykorzystać wyjątkową geografię pustyni Atacama. Taki sposób pozyskania energii może być rozwiązaniem na problemy wynikające z pozyskiwaniem energii z wiatru i słońca: słońce nie zawsze świeci i wiatr nie zawsze wieje, a w długim i wąskim kraju, jakim jest Chile, powszechna jest dostępność do linii brzegowej.

Chilijska firma energetyczna Valhalla chce wykorzystać energię słoneczną do pompowania wody z Oceanu Spokojnego do dwóch zbiorników zlokalizowanych wysoko w Andach. Woda będzie zasilała turbiny w elektrowni zlokalizowanej poniżej zbiorników. A elektrownia ta o mocy 300 MW będzie produkowała tyle energii, że wystarczy do zasilenia trzech chilijskich prowincji.

Obecnie, Chile jest importerem energii, a produkcję opiera głównie na paliwach kopalnych. Jak mówi Francisco Torrealba, dyrektor strategiczny spółki Valhalla, „Jest to jedyne miejsce na świecie, w którym tego typu inwestycja może być realizowana”.

Dwa zbiorniki będą mieściły tyle wody ile w przybliżeniu 22000 olimpijskie baseny. To wystarczy do produkcji energii elektrycznej przez całą dobę.
W zeszłym tygodniu elektrownia dostała zielone światło od władz środowiskowych. Valhalla jest obecnie na etapie poszukiwania inwestorów. Przybliżony czas budowy takiej inwestycji to około 3,5 roku.
Testy i plany o wybudowaniu takiego systemu pojawiły się już w 2011roku. Wtedy planowano szereg pięciu elektrowni wzdłuż rzeki, na długości 1600 km, 1000 mil na południe od Santiago.

Źródło: phys.org