Głównym założeniem kontrowersyjnej nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii (tzw. druku 1733) jest rezygnacja ze stałej wartości tzw. opłaty zastępczej i powiązanie jej z rynkowymi cenami świadectw pochodzenia energii. Eksperci, m. in. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej wyrażają niepokój odnośnie wpływu tych zmian na całą branżę odnawialnych źródeł energii w naszym kraju. Pierwsze skutki są widoczne od razu: nowelizacja spowodowała wzrost akcji spółki Energa o ok. 5%.

Urynkowienie opłaty zastępczej

Zasadniczą zmianą jest odejście od stałej wartości opłaty zastępczej, wynoszącej do tej pory 300,03 zł/MWh. Zamiast tego, zostanie ona powiązana z rynkowymi świadectwami pochodzenia energii z niektórych OZE, czyli w zielonych certyfikatów (dotyczących w praktyce energii wiatrowej) oraz niebieskich (związanych z biogazem rolniczym). Nowa kwota opłaty wynosić będzie 125% średniej ceny określonych certyfikatów z poprzedniego roku, ale nie więcej niż 300,03 zł/MWh.

Zmniejszone wsparcie dla OZE

W systemie wsparcia dla OZE opartym na prawach majątkowych, czyli certyfikatach, prosument otrzymuje za każdą wyprodukowaną megawatogodzinę  certyfikat, który może być sprzedany jako prawo majątkowe: na giełdzie bądź w transakcji indywidualnej (typu OTC). Wsparcie dla wytwórcy stanowi cena sprzedaży, a w związku z tym zysk wynikający z transakcji dokonanej przez prosumenta. Z punktu widzenia dostawców energii do odbiorcy końcowego, ważna jest ilość (stosowna do ilości sprzedanej energii) certyfikatów, jakimi legitymuje się jej dostawca. Negatywnym dla sprzedawcy  energii zjawiskiem jest nadpodaż certyfikatów. Ewentualnie mogą oni uiścić tzw. opłatę zastępczą.

Straci prosument, skorzysta konsument?

Posłowie tłumaczą, że wprowadzenie nowelizacji spowodowane jest troską o to, aby „zwykły odbiorca” energii elektrycznej nie ponosił kosztu w formie wyższych cen prądu w związku ze wsparciem finansowym udzielanym prosumentom. Niemal nikt nie mówi jednak o tzw. kosztach zewnętrznych – tzn. negatywnych efektach zdrowotnych i środowiskowych, jakie w związku z tym ponoszą obywatele (np. w sytuacji, gdy konwencjonalne źródła energii powodują emisję zanieczyszczeń do powietrza). Trudno powiedzieć jednak, czy celem wprowadzenia nowelizacji rzeczywiście jest troska o ochronę konsumenta przed drożyzną, czy ogólne zamiary zmniejszania wsparcia finansowego dla OZE, a nawet – w skrajnej sytuacji – osłabienie tej branży.

Odrzucono poprawki, ekspresowo uchwalono nowelizację

269 posłów głosowało za nowelizacją, 174 było przeciwnych, 5 wstrzymało się od głosu. Zmiany w ustawie zostały zgłoszone jako poselska nowelizacja. W trzecim czytaniu odrzucono zarówno poprawki zgłoszone przez opozycję, jak również wniosek o anulowanie projektu w całości.

Czy OZE ogranicza polską gospodarkę?

Krzysztof Tchórzewski, minister energii przekonywał przed ostatecznym głosowaniem, że przyczyną wprowadzenia projektu był zbyt szybki rozwój odnawialnych źródeł energii w Polsce w stosunku do zakładanej ścieżki (prawdopodobnie miał na myśli rozwój energetyki węglowej i negatywny wpływ, jaki może mieć OZE jako alternatywa, konkurencja). Według ministra obywatele musieli dopłacić aż 2 mld zł jako subwencje do OZE, czemu był rzekomo winny zbyt szybki rozwój tej branży energetyki Jest to ryzykowna teza: czyżby im szybciej rozwijała się branża, tym więcej trzeba było do niej dopłacać? Przykłady z całego świata świadczą o przeciwnej tendencji: o spadku cen wytwarzanej energii, czego dowodem są chociażby ostatnie raporty Photovoltaics Barometer. Według ministra, nadmierne wydatki na OZE przyczyniły się do zahamowania wzrostu gospodarki.

Źródła: Sejm RP, Forsal.pl

Redakcja GLOBEnergia