Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump postawiony jest przed trudną decyzją. Środowisko krajowych producentów OZE wymusza na nim wprowadzenie ustawy antydumpingowej, która ograniczy sprowadzanie paneli fotowoltaicznych z Chin. Lokalne firmy mają duże problemy w rywalizacji cenowej z producentami z Państwa Środka. Z drugiej strony, środowiska popierające OZE zarzekają się, że ustawa znacznie podniesie cenę tych instalacji, przez co spowolni transformację energetyczną. Kto w tym sporze ma rację?

Po pierwsze – dlaczego Chiny tak mocno zdominowały rynek?

Pierwszą odpowiedzią na to pytanie są niskie koszy pracy. To prawda – tamtejsi pracownicy nie mogą żądać takich stawek, jak zatrudnieni w Stanów Zjednoczonych. Z drugiej strony, ten argument z roku na rok traci na mocy – produkcja fotowoltaiki staje się coraz bardziej zrobotyzowana i wiele jej etapów zachodzi w ogóle bez fizycznego wysiłku człowieka. Na dodatek pensje chińczyków rosną. Mimo to, z roku na rok pozycja Chin staje się coraz silniejsza.

W 2011 roku amerykańskie ministerstwo handlu odkryło, że jedynym czynnikiem powodującym ekstremalnie niską cenę tamtejszej fotowoltaiki są … dopłaty. Bez nich zagraniczne panele okazałyby się tańsze o około … 1%. Wychodzi więc na to, że chiński rząd zwyczajnie dopłacał pieniądze, by rozwinąć tą gałąź przemysłu.

Bardzo możliwe, że prezydent Trump patrzy na całą sprawę pod tym aspektem. Odbiera to jako niszczenie gospodarki własnego kraju z jednoczesnym przyzwoleniem na rozwój konkurenta.

Podobny obraz

Wiele środowisk popierających OZE mocno nalega, by Trump zostawił całą sytuację w obecnej pozycji. Straszą, że antydumpingowe przepisy uderzą w amerykańskie OZE, co zaskutkuje spowolnieniem branży. Pod pewnym względem mają oni rację – wątpliwe jest, by ilość nowoutworzonych instalacji fotowoltaicznych utrzymała się na tym samym poziomie, co przed wprowadzeniem zapisów. Z drugiej strony, pasywny odbiór chińskich paneli spowoduje, że USA nigdy nie będzie w stanie konfrontować się z chińczykami. Bardzo prawdopodobne, że zapisy pobudzą amerykański sektor, co po jakimś czasie zaskutkuje obniżeniem cen. Możliwe, że to ostatnia szansa na odwrócenie sytuacji dla Stanów Zjednoczonych, które wyraźnie przegrywają z Państwem Środka.

Chińska fotowoltaika – „niezielona” w USA?

Ponadto, rozważmy ekologiczny aspekt całej sytuacji. Produkcja ogniw fotowoltaicznych wymaga odpowiednich pieców od obróbki krzemu. Muszą one utrzymywać wysokie temperatury i są zasilane najczęściej energią pochodzącą z … węgla. Następnie ich transport do USA odbywa się przez statki, napędzane ropą naftową. Po tym procesie wytwarzają „czysty” prąd, jednak jeszcze do niedawna sama ich produkcja i transport cechowała się większa emisja dwutlenku węgla niż w przypadku, gdyby tą samą ilość energii wygenerowała konwencjonalna elektrownia. Dodajmy do tego fakt, że duża część krzemu zostaje sprowadzana do Chin… z USA. Również ten etap wiąże się z emisjami.

Podsumowywując, nawet jeżeli antydumpingowe zapisy wejdą w życie i cena instalacji podskoczy o paredziesiąt procent, w dłuższym czasie może to wyjść branży na zdrowie. Chińskie dotacje za jakiś czas się skończą, a ciągle wzrastające tempo automatyzacji może doprowadzić do stworzenia realnej konkurencji dla hegemonii chińczyków.