Atak na sieć przy niemieckiej elektrowni. Jeden blok wypadł z pracy. “To nie był żart”
Ktoś zaplanował serię ataków na niemiecką sieć energetyczną. Doszło do zwarć, wyłączenia linii i zatrzymania bloku dużej elektrowni. Blackoutu uniknięto, ale sprawcy wciąż są poszukiwani.
- Przy elektrowni Jänschwalde doszło do sabotażu sieci energetycznej. Znaleziono dwucyfrową liczbę urządzeń.
- Zwarcia chwilowo wyłączyły linie oraz blok elektrowni. Zabezpieczenia zapobiegły blackoutowi.
- Niemieckie służby poszukują sprawców ataku. Ich tożsamość i motyw pozostają nieznane.
Sabotaż przy Jänschwalde. Dwucyfrowa liczba urządzeń znaleziona przy stacji
Nieznani sprawcy próbowali zakłócić pracę sieci elektroenergetycznej w południowej Brandenburgii, w pobliżu elektrowni węglowej Jänschwalde. 1 września przy stacji Turnow-Preilack znaleziono improwizowane urządzenia wybuchowe i zapalające, z których część nie zadziałała. Do wieczora śledczy zabezpieczyli już dwucyfrową liczbę takich obiektów. Dwie próby doprowadziły do zwarć i krótkotrwałego wyłączenia linii, ale odbiorcy nie stracili energii. Sprawcy i ich motyw nadal pozostają nieznani.
To nie był przypadkowy incydent
Policja otrzymała pierwsze zgłoszenie 1 września około godz. 8 rano. Dotyczyło podejrzenia uszkodzenia napowietrznej linii przy stacji elektroenergetycznej w Turnow-Preilack. Na miejsce skierowano specjalistów od materiałów wybuchowych z krajowego urzędu kryminalnego Brandenburgii.
Według ministra spraw wewnętrznych Brandenburgii Jana Redmanna działania były zaplanowane i systematyczne. W dwóch przypadkach sprawcom udało się doprowadzić do zwarcia, kilka kolejnych prób zakończyło się niepowodzeniem.
“Możemy powiedzieć, że to nie był żart. Wymagało to pewnego poziomu wiedzy technicznej, a także wiedzy organizacyjnej na temat linii energetycznych” – mówił Redmann portalowi rbb.
Policja określa znalezione obiekty jako improwizowane urządzenia wybuchowe i zapalające. Część z nich nie zadziałała. Szczegółów ich konstrukcji na razie nie ujawniono.
Co właściwie dzieje się przy zwarciu?
Zwarcie nie oznacza po prostu, że „znika prąd”. To stan awaryjny, w którym powstaje niepożądana droga przepływu energii elektrycznej – na przykład pomiędzy elementami znajdującymi się pod różnymi napięciami albo pomiędzy przewodem a ziemią.
Prąd zwarciowy może być wielokrotnie większy od prądu płynącego podczas normalnej pracy. Dlatego w sieciach przesyłowych stosuje się automatykę zabezpieczeniową, która ma wykryć taki stan w bardzo krótkim czasie i odłączyć zagrożony fragment infrastruktury.
W praktyce zadziałanie zabezpieczeń oznacza otwarcie wyłączników i czasowe wyłączenie konkretnej linii. Nie musi natomiast oznaczać blackoutu całego regionu. Jeżeli sieć ma alternatywne połączenia i odpowiednią rezerwę, energia może popłynąć innymi trasami.
Tak stało się również w Brandenburgii. Według 50Hertz dwa przypadki skutecznej ingerencji spowodowały krótkotrwałe wyłączenie linii, ale nie doprowadziły do utraty zasilania przez odbiorców.
Sieć przejęła skutki zakłócenia
Prezes 50Hertz Stefan Kapferer wskazywał, że jednym z powodów niewielkich skutków była redundancja sieci, czyli istnienie alternatywnych połączeń pozwalających przejąć przepływy po utracie jednego elementu.
Tego dnia sprzyjała także sytuacja w systemie. Było słonecznie i wietrznie, więc dostępna była wysoka produkcja ze źródeł odnawialnych. Według operatora poziom bezpieczeństwa dostaw pozostawał wysoki.
Atak częściowo osiągnął więc skutek techniczny – zabezpieczenia musiały zareagować i odłączyć linię. Nie udało się natomiast doprowadzić do znacznie poważniejszego skutku w postaci rozległej awarii i przerw w dostawach energii.
Blok B elektrowni wypadł z pracy
Zdarzenie mogło mieć jednak konsekwencje dla pobliskiej elektrowni Jänschwalde. LEAG poinformował o technicznym wyłączeniu bloku B. Spółka bada, czy jego zatrzymanie było bezpośrednio związane z sabotażem przy stacji Preilack.
Przez tę stację energia produkowana w Jänschwalde jest przekazywana dalej do systemu przesyłowego 50Hertz. LEAG prowadzi prace nad ponownym uruchomieniem bloku równolegle z usuwaniem szkód w infrastrukturze.
Elektrownia Jänschwalde jest jednym z dużych obiektów węglowych we wschodnich Niemczech. Wszystkie jej pozostałe bloki mają zostać ostatecznie wyłączone do końca 2028 r.
Sprawcy nadal są poszukiwani
Nie wiadomo jeszcze, kto odpowiada za atak. Redmann poinformował, że śledztwo prowadzone jest we wszystkich kierunkach. Władze biorą pod uwagę zarówno możliwość działalności grup ekstremistycznych, jak i udział podmiotów zagranicznych, ale na obecnym etapie nie ma dowodów pozwalających wskazać konkretnych sprawców.
Policja przeszukuje duży teren wokół stacji i apeluje do świadków o zgłaszanie informacji dotyczących wydarzeń z rana 1 września.
Co ciekawe, tego samego dnia doszło także do podejrzanego zdarzenia przy stacji elektroenergetycznej Amprion w Bergheim w Nadrenii Północnej-Westfalii. Tam również wystąpiło zwarcie i wyłączenia linii, a policja zakłada celowe działanie. Również w tym przypadku odbiorcy nie stracili energii. Na razie nie ma jednak podstaw, by łączyć oba incydenty.
Przypadek z Brandenburgii pokazuje, że próba sabotażu sieci nie musi prowadzić do blackoutu. Tym razem zabezpieczenia i alternatywne połączenia ograniczyły skutki awarii. Jednocześnie fakt, że działania były powtarzane w kilku miejscach i według władz wymagały przygotowania technicznego, sprawia, że niemieckie służby traktują sprawę poważnie.
Źródła: rbb/Tagesschau, Policja Brandenburgii, 50Hertz, LEAG.
Polecane
Polska chce do G20. Jak nasze ceny prądu wypadają na tle największych gospodarek?
Potężne problemy Niemców. Magazyny gazu świecą pustkami. Zima może ich drogo kosztować
