Bruksela mówi o ryzyku blackoutów. Ograniczenia dla falowników z Chin

Bruksela bierze pod lupę urządzenia, bez których OZE nie oddadzą prądu do sieci. Falowniki z Chin nie znikną automatycznie z europejskiego rynku, ale projekty finansowane z pieniędzy UE mają podlegać ostrzejszym zasadom. Padają słowa o ryzyku blackoutów.

- UE ogranicza wykorzystanie środków unijnych w projektach korzystających z falowników od dostawców z państw wysokiego ryzyka, m.in. Chin, Rosji, Iranu i Korei Północnej.
- W praktyce nie jest to pełny zakaz sprzedaży chińskich falowników w Europie, ale mocne ograniczenie dla inwestycji finansowanych publicznie. Dla części projektów przewidziano okres przejściowy do 2026 i 2027 roku.
- Spór pokazuje, że transformacja energetyczna coraz częściej rozgrywa się nie tylko wokół cen paneli i tempa budowy OZE. Kluczowe staje się pytanie, kto kontroluje urządzenia podłączone do sieci i dane o jej pracy.
Unia Europejska zaostrza podejście do technologii, które są podłączane do sieci elektroenergetycznej. Tym razem chodzi o falowniki, czyli urządzenia zamieniające energię z instalacji fotowoltaicznych, wiatrowych lub magazynów energii na prąd możliwy do wprowadzenia do sieci. Bruksela ogranicza wykorzystanie środków unijnych w projektach, które korzystają z falowników od dostawców z państw uznanych za wysokiego ryzyka.
Na tej liście znalazły się Chiny, Rosja, Iran i Korea Północna. W praktyce najważniejszy jest jednak wątek chiński, bo to właśnie Chiny mają dominującą pozycję w globalnych dostawach tych urządzeń. Jak podają źródła, Chiny kontrolują około 80% światowej podaży falowników i są realnie obecne na europejskim rynku.
Falownik to nie tylko element instalacji PV
Falowniki bywają nazywane mózgiem instalacji OZE. Nie chodzi tylko o prostą konwersję prądu. Nowoczesne urządzenia są połączone z systemami monitoringu, aktualizowane zdalnie i uczestniczą w pracy sieci. Dlatego Komisja Europejska mówi nie tylko o zależności handlowej, ale też o cyberbezpieczeństwie.
Rzeczniczka Komisji Europejskiej Siobhan McGarry podczas briefingu 4 maja wskazała, że oceny ryzyka potwierdziły zagrożenia obejmujące manipulowanie parametrami produkcji energii elektrycznej, zakłócanie generacji i nieuprawniony dostęp do danych operacyjnych. “W praktyce mogłoby to oznaczać zdalne wyłączenie sieci państw członkowskich, prowadzące do przerw w dostawie prądu w całym kraju. Biorąc pod uwagę powagę tych zagrożeń, Komisja podejmuje działania” – dodał rzeczniczka KE.
To nie jest pełny zakaz sprzedaży
Decyzja UE nie oznacza automatycznego zakazu sprzedaży takich falowników na całym rynku europejskim. Chodzi o finansowanie publiczne i projekty wspierane środkami unijnymi, w tym przez instytucje finansowe powiązane z UE. Komisja opracowała wytyczne ograniczające użycie funduszy unijnych w projektach z udziałem falowników od dostawców wysokiego ryzyka.
Dla projektów zaawansowanych przewidziano okres przejściowy. Do 1 listopada 2026 roku część takich inwestycji ma być oceniana według wcześniejszych zasad, ale może zostać zobowiązana do dodatkowych środków cyberbezpieczeństwa lub zmiany dostawców. Pełniejsze wdrożenie ograniczeń w nowych umowach ma nastąpić od kwietnia 2027 roku.
Pekin odpowiada ostro
W naszym wcześniejszym tekście “Unia uderza w chińskie falowniki. Ostra reakcja Pekinu” opisywaliśmy stanowisko chińskiego Ministerstwa Handlu. Pekin twierdzi, że UE uznała Chiny za kraj wysokiego ryzyka bez rzeczowych dowodów, a nowe zasady mogą uderzyć w zaufanie, handel i łańcuchy dostaw. Chińskie ministerstwo zapowiedziało monitorowanie skutków decyzji i “niezbędne środki” w obronie interesów swoich przedsiębiorstw, ale bez podania szczegółów.
Źródła: Komisja Europejska, South China Morning Post, Euronews, ESS News.










