Burza wokół dotacji na magazyny energii. Czy wymogi EMS wyrzucą część firm z rynku?

Tylko u nas
Burza wokół dotacji na magazyny energii. Czy wymogi EMS wyrzucą część firm z rynku?

Jeden zapis w nowej dotacji na magazyny energii wywołał burzę w branży – firmy alarmują, że spora część urządzeń może zwyczajnie wypaść z rynku. Czy wymogi odnośnie cyberbezpieczeństwa systemów zarządzania energią (EMS), który będzie niezbędny do uzyskania dofinansowania na magazyn energii, budzą uzasadnione wątpliwości?

Zdjęcie autora: Michał Jakubiec

Michał Jakubiec

Redaktor GLOBENERGIA
Tylko u nas
Burza wokół dotacji na magazyny energii. Czy wymogi EMS wyrzucą część firm z rynku?
  • Wymóg systemu EMS może być bardziej restrykcyjny, niż się wydawało. Pojawiają się obawy, że wiele urządzeń nie spełni nowych standardów.
  • Branża mówi wprost o ryzyku zawężenia rynku. Mniej dostawców to mniejsza konkurencja i potencjalnie wyższe ceny.
  • Kluczowe pytanie: ilu producentów faktycznie spełnia te wymogi? Odpowiedź NFOŚiGW może przesądzić o losie części rynku.

Po publikacji naszego materiału, w którym opisaliśmy zasady programu Przydomowe Magazyny Energii, rozdzwoniły się telefony i dostaliśmy sporo maili od firm instalacyjnych oraz wykonawców. Nie chodziło o samą ideę wsparcia, bo ta jest zrozumiała, lecz o jeden konkretny zapis, który od początku wzbudza wyraźne wątpliwości. Chodzi o system zarządzania energią, czyli EMS. Pojawiają się liczne głosy o tym, że wiele urządzeń może zwyczajnie wypaść z rynku.

Już na pierwszy rzut oka widać, że to nie jest temat marginalny, bo dotyka nie tylko inwestorów, ale też całego rynku dostawców i producentów rozwiązań, które mają znaleźć się w programie – lub nie. Do materiału, w którym szczegółowo tłumaczymy wszystkie opublikowane przez NFOŚiGW zasady programu Przydomowe Magazyny Energii, odsyłamy tutaj: Nowa dotacja na magazyn energii – znamy zasady! Kto skorzysta, ile dostanie i kiedy start?

Wątpliwości dotyczą przede wszystkim systemu EMS

Większość tych pytań dotyczy wymogu posiadania systemu zarządzania energią, czyli EMS, wbudowanej w falownik albo zrealizowanej za pomocą zewnętrznego systemu. Jak wynika z opisu programu, ma to być system inteligentnego sterowania przepływem energii pozyskanej z OZE pomiędzy bieżącym zużyciem urządzeń korzystających z energii elektrycznej, magazynem energii elektrycznej lub magazynem ciepła. I to według ustalonych priorytetów. Jeśli pojawi się nadmiar energii, system ma kierować ją do sieci elektroenergetycznej.

Na tym jednak zapis się nie kończy. Jak czytamy na stronie NFOŚiGW, taki system ma ograniczać niekontrolowany eksport energii do sieci w godzinach szczytowej produkcji, spełniać wymogi cyberbezpieczeństwa wynikające z dokumentów UE takich jak NIS2, CRA oraz RED DA, a także być zgodny z normą ETSI EN 303 645 dla urządzeń wyprodukowanych po terminie wejścia w życie tych dokumentów. I właśnie tutaj zaczynają się pytania, które w naszej ocenie są całkowicie zasadne.

Czy taki warunek nie zawęzi rynku zbyt mocno?

Firmy instalacyjne zwracają uwagę, że tak sformułowany zapis może w praktyce ograniczyć pulę dostępnych dostawców do kilku marek, a być może nawet do jednego dominującego rozwiązania w niektórych segmentach. To jest realna obawa zgłaszana przez rynek. Jeśli interpretacja zapisów programu okaże się bardzo restrykcyjna, może się okazać, że znaczna część obecnie dostępnych produktów nie będzie mogła brać udziału w programie.

A to już byłaby sytuacja trudna nie tylko dla firm wykonawczych, ale też dla samych prosumentów. Im węższa lista urządzeń, tym mniejsza konkurencja, słabsza elastyczność ofert i większe ryzyko, że program dotacyjny zacznie premiować nie jakość całego rynku, lecz tylko wybrane rozwiązania, które akurat mieszczą się w bardzo szczegółowo opisanych ramach. Taki scenariusz nie byłby zdrowy dla rynku dotacyjnego, który z definicji powinien wspierać rozwój, a nie prowadzić do jego nadmiernego zawężenia.

Cyberbezpieczeństwo jest ważne. Czy jednak jest “ale”?

Nie ma wątpliwości, że cyberbezpieczeństwo jest ważne. W świecie, w którym domowe instalacje OZE coraz częściej stają się elementem większego, cyfrowo połączonego systemu, nie da się już wzruszyć ramionami i uznać, że to temat na później. Tu naprawdę nie powinno być żadnego „ale”.

A jednak chyba musi się pojawić pytanie o proporcje. Czy aż tak duże obwarowanie wymogami faktycznie ma pełne uzasadnienie już na tym etapie programu i w tej konkretnej formule wsparcia? Czy zapis został pomyślany w taki sposób, by uporządkować rynek i podnieść standardy, czy może przy okazji zamknie drzwi przed sporą częścią dostawców, którzy technologicznie są gotowi do działania, ale formalnie nie zmieszczą się w wymaganiach? 

Czekamy na odpowiedź NFOŚiGW

Właśnie dlatego skontaktowaliśmy się z NFOŚiGW i czekamy na odpowiedź oraz wyjaśnienia w tej sprawie. Tym, co nas interesuje jest liczba – liczba dostawców takich rozwiązań. Kluczowe w tej kwestii powinno być rozeznanie rynkowe i chcemy wiedzieć, jak to wyglądało przy okazji ustalania zasad programu Przydomowe Magazyny Energii. Oczywiście jeżeli systemów EMS spełniających wymagania jest dużo, to właściwie nie ma problemu. Choć wiele wskazuje, że coś jest na rzeczy.

Na razie nie przesądzamy, w którą stronę to pójdzie. Widzimy jednak wyraźnie, że temat poruszył firmy instalacyjne i wykonawców bardziej, niż mogło się wydawać po samej publikacji. A skoro tak, to znaczy, że warto o tym rozmawiać spokojnie, rzeczowo i bez niepotrzebnych uproszczeń. Co do tych zasad sporo osób ma wątpliwości. Jak myślicie – słusznie?

Źródło i opracowanie własne na podstawie zasad programu Przydomowe Magazyny Energii.

Zdjęcie autora: Michał Jakubiec

Michał Jakubiec

Redaktor GLOBENERGIA