Chińskie ograniczenia na metale ziem rzadkich: Europa na krawędzi zależności

Świat znów przekonuje się, jak potężną bronią może być gospodarka. Pekin ogłosił kolejne ograniczenia w eksporcie produktów wykorzystujących metale ziem rzadkich. Choć decyzję uzasadniono względami bezpieczeństwa, jej skutki wykraczają daleko poza Azję. Mogą zachwiać równowagą nie tylko w sferze militarnej, ale też w całym przemyśle nowoczesnych technologii. Poszkodowana może się okazać zwłaszcza europejska elektromobilność.

- Pekin ogłosił kolejne ograniczenia eksportowe na produkty zawierające metale ziem rzadkich, powołując się na bezpieczeństwo narodowe.
- Decyzja może zachwiać równowagą w globalnym przemyśle technologicznym i militarnym.
- Europa, szczególnie sektor elektromobilności, może stać się jeszcze bardziej zależna od Chin.
Nowe przepisy, stare cele
Od początku roku chińskie władze stopniowo zwiększają kontrolę nad eksportem pierwiastków kluczowych dla współczesnego przemysłu. Teraz chińskie firmy, które w swoich produktach wykorzystują nawet niewielkie ilości metali ziem rzadkich( pochodzących z Chin), będą musiały ubiegać się o specjalne zgody na ich sprzedaż.
Tym samym Pekin zacieśnia kontrolę nad rynkiem, na którym już dziś ma dominującą pozycję. Szacuje się, że Chiny odpowiadają za około 90% światowego przetwarzania metali ziem rzadkich. Są one niezbędne m.in. w produkcji baterii, silników elektrycznych czy elektroniki codziennego użytku.
W czwartek, 9 października chiński rząd ogłosił nowe regulacje, które w praktyce oznaczają, że światowe łańcuchy dostaw dla sektorów strategicznych – od zbrojeń po elektromobilność – znalazły się pod jeszcze większym wpływem Pekinu. Choć Chiny wprowadzają nowe przepisy zaznaczając, że chodzi o ich własne bezpieczeństwo.
Zmiany ogłoszone w czwartek, mają wejść w życie 8 listopada 2025 roku. Obejmą eksport strategicznych grup produktów. Wśród nich znajdują się wysokowydajne ogniwa litowo-jonowe, o gęstości energii powyżej 300 Wh/kg. Ograniczenia obejmą też materiały katodowe czy anodowe na bazie grafitu.
Każdy producent będzie musiał uzyskać licencję od chińskiego Ministerstwa Handlu, na towary zawierające komponenty produkowane z wykorzystaniem metali ziem rzadkich eksportowane z Chin.
Chińskie służby celne zyskają też uprawnienia do wstrzymywania lub opóźniania wysyłek w przypadku wątpliwości co do charakteru eksportowanych materiałów.
Surowce jako narzędzie presji gospodarczej
Z perspektywy globalnej polityki to wyraźny sygnał: Chiny nie tylko umacniają pozycję gospodarczą, ale też wykorzystują surowce jako narzędzie wpływu. Choć Pekin celuje tym razem bezpośrednio w Stany Zjednoczone, to zmiany odczuje też Europa.
Decyzje Pekinu mogą spowolnić rozwój przemysłów zbrojeniowych i technologicznych w USA i Europie, które opierają się na chińskich komponentach. Co więcej, ograniczenia eksportowe utrudniają dostęp do technologii przetwarzania i recyklingu, co dodatkowo uzależnia zagraniczne firmy od chińskich dostawców.
Europa traci grunt pod nogami?
Najdotkliwiej skutki tej polityki odczuje jednak europejski przemysł i to nie ten stricte zbrojeniowy. Europejscy producenci od lat borykają się z rosnącą przewagą chińskich firm w sektorze elektromobilności. Na rynku samochodów elektrycznych dominacja Państwa Środka jest już widoczna gołym okiem, zarówno pod względem liczby sprzedawanych pojazdów, jak i dostępu do kluczowych komponentów, takich jak akumulatory i magnesy trwałe.
To ze względu, że Chiny dostarczają tańsze samochody na europejski rynek niż nasi rodzimi producenci. Po drugie, europejscy producenci polegają na podzespołach z Chin przy tworzeniu swoich marek. Chiny wykorzystały przewagę kosztową, skalę produkcji i dostęp do surowców, aby przejąć kontrolę nad najbardziej perspektywicznym segmentem europejskiej motoryzacji.
Nowe ograniczenia w eksporcie metali ziem rzadkich pogłębiają również przepaść technologiczna w zakresie produkcji mikroprocesorów. Rykoszetem oberwie się także tym mniej oczywistym branżom, ale dobrze rozwiniętym w Polsce, chodzi m.in. o produkcję telewizorów.
Problem będzie mieć też branża OZE. Najłatwiej wytłumaczyć to na przykładzie falowników fotowoltaicznych, które również są sprowadzane z Chin, a stanowią kluczowy element instalacji. Co więcej, o falownikach było głośno już wcześniej, kiedy przedstawiciele branży zwrócili uwagę, że uzależniamy energetykę od Chin. To wszystko, przez to,że montujemy chińskie falowniki u prosumentów, tym samym oddając we “władanie” instalacje chińskim producentom.
Chińska strategia kontra europejska bezradność
Z chińskiego punktu widzenia nadchodzące zmiany to ruch strategiczny i długofalowy. Pekin konsekwentnie realizuje plan, który ma uczynić z Chin centrum globalnego przemysłu. Europa tymczasem zbyt długo wierzyła, że globalny handel pozostanie neutralny wobec polityki.
Dziś widać, że był to błąd. Brak surowców krytycznych zagraża nie tylko sektorowi motoryzacyjnemu, ale też całemu przemysłowi, od energetyki po elektronikę. Jeśli Unia Europejska nie przyspieszy działań w zakresie dywersyfikacji dostaw i rozwoju własnych źródeł, może wkrótce znaleźć się w sytuacji, w której nie tylko kupuje chińskie produkty, ale także czeka na pozwolenie, by móc swoje w ogóle produkować.
Źródła: pv-magazine, PAP









