Państwo Środka zbudowało kompleksowy łańcuch dostaw na potrzeby rozwoju fotowoltaiki, który dzisiaj daje temu państwu światową przewagę. Jak zauważa Bloomberg, kraj ten jest głównym producentem polikrzemu na świecie, który zignorował apele ekologów o wyłączenie elektrowni węglowych zapewniających tanią energię używaną do produkcji paneli. Jednocześnie utrzymano koszty pracy na poziomie niższym niż w większości państw uprzemysłowionych, a państwo było gotowe wspierać nierentowne operacje.

Przegrana USA?

Jak przypomina Bloomberg, 20 lat temu firmy amerykańskie odpowiadały za produkcję 22 proc. paneli fotowoltaicznych na świecie. Dzisiaj ich udział w rynku stanowi zaledwie 1 proc.. Był też w przeszłości moment, w którym w Stanach Zjednoczonych istniało 75 dużych fabryk produkujących elementy niezbędne do złożenia paneli. Ich liczba miała rosnąć wraz z dalszym rozwojem fotowoltaiki. Większość z nich jest już zamknięta.

Mimo programów rządowych i zapowiedzi uczynienia ze Stanów Zjednoczonych zielonego mocarstwa, przemysł fotowoltaiczny nie zakorzenił się na ziemi amerykańskiej. Nie pomogły nawet amerykańskie cła nałożone na produkty fotowoltaiczne importowane z Chin, które przyniosły bolesne skutki. W odpowiedzi Państwo Środka nałożyło cła na import polikrzemu z USA, co sparaliżowało działalność amerykańskich spółek, a ich produkty były cenowo niekonkurencyjne.

Chiny stworzyły rozbudowany system zachęt do zakupu paneli, tworząc popyt zaspokajany własną produkcją. Równolegle tamtejsze firmy pracowały również nad poprawieniem efektywności i obniżeniem kosztów produkcji paneli. W efekcie Państwo Środka zaczęło oferować rozwiązanie, które zapewni energię tańszą od tej pozyskiwanej z węgla w wielu miejscach na świecie.

W opinii ekspertów, nawet jeżeli w USA powstałyby nowe fabryki paneli fotowoltaicznych i tak nie spowoduje to załamania hegemoni Chin w obszarze łańcucha dostaw. Państwo Środka odpowiada za ponad 80 proc. produkcji polikrzemu i ok. 98 proc. dwóch kluczowych komponentów – wlewek i płytek – które są wykorzystywane w panelach na całym świecie, bez względu na miejsce produkcji i montażu.

Chiny wykorzystały szansę

Eksperci cytowani przez Bloomberga twierdzą, że Chiny miały plan, który konsekwentnie realizowały, podczas gdy USA skupiały się na krótkotrwałych zachętach i wprowadzaniem ograniczeń w handlu, co nie przyniosło oczekiwanego renesansu produkcji. – Niespójna i fragmentaryczna polityka Stanów Zjednoczonych nie może równać się ze strategią przemysłową Chin zakładającą dominację w sektorze produkcji paneli fotowoltaicznych. Nie można zsumować efektów kilku połowicznych środków i liczyć, że przyniesie to trwały rezultat – przekonuje Sarah Ladislaw, starszy doradca w Center for Strategic and International Studies.

Wyzwanie dla Joe Bidena

W tym kontekście Bloomberg zwraca uwagę, że dla nowej administracji Joe Bidena, która uczyniła OZE głównym elementem polityki klimatycznej chcąc przeznaczyć na jej realizację wiele bilionów dolarów, doświadczenia poprzedników powinny być ostrzeżeniem. Kolejna przegrana z Chinami będzie dla USA niezwykle bolesna. Zwłaszcza w obszarze rozwoju transportu elektrycznego, w którym Biden obiecał zwycięstwo. Jak zauważa agencja, podczas gdy miasta takie jak Detroit chcą postawić na samochody elektryczne, to Kongres nie ma konsensusu w kwestii ulg podatkowych czy wsparcia dla budowy punktów do ładowania. W tym czasie Chiny zbudowały ok. 800 000 ładowarek, a więc ośmiokrotnie więcej niż w USA i wykorzystały szeroki wachlarz rozwiązań, w tym ulg podatkowych, dotacji na grunty, niskooprocentowanych pożyczek i innych dotacji, aby stać się największym światowym producentem pojazdów w ciągu zaledwie sześciu lat.

Źródło: Bloomberg/Redakcja: Patrycja Rapacka

Redakcja GLOBEnergia