Ciepłownie posiadają filtry oraz cechują się niższym kosztem wytworzenia ciepła. Dodatkowo, zużywają paliwo wysokiej jakości i z pewnego źródła. I to chyba jedyna dobra informacja o tej branży. Ciepłownie sprzedają coraz mniej ciepła ze względu na termomodernizację, odłączenia od sieci spowodowane możliwością tańszego ogrzewania pompami ciepła połączonymi z fotowoltaiką lub – co gorsze – węglem gorszej jakości. Prawie wszystkie nie spełniają żadnych norm środowiskowych.

Średnia emisja CO2 wynosi 890 g/KWh, podczas kiedy w Czechach, Słowacji czy w Niemczech wartość ta wynosi około 300. Rentowność branży jest zerowa lub ciepłownie przynoszą straty. Zarządy nie mają pieniędzy, a prezesi są świetnymi inżynierami, ale nie mają pomysłu na zmianę tego stanu rzeczy. Ceny są zatwierdzane przez Urząd Regulacji Energetyki, archaiczne przepisy nakazują zakup węgla jednorazowo na co najmniej pół roku, co dodatkowo pociąga koszty finansowe, czyli odsetki od kredytu oraz prowizje bankowe.

Sieci często wymagają remontów, a zatrudnienie jest bardzo wysokie. Co dodatkowo niepokoi, to brak nowych pracowników chcących pracować w ciepłowni w systemie zmianowym i w trudnych warunkach. Brak też kierunków zawodowych w szkołach średnich. Samorządy swoje przedsiębiorstwa ciepłownicze traktują jak synekury, a władze gmin często nie zdają sobie sprawy z dramatycznej sytuacji swoich ciepłowni.

W mojej ocenie jest to konsekwencją regulacji i protekcji państwa na tym rynku i utrzymywania monopolu wynikającego z połączenia sieci ciepłowniczych i źródeł wytwórczych. Brak konkurencji miał ułatwić inwestycje w modernizację i rozwój, a spowodował zacofanie i nieefektywne zarządzanie. Przez trzydzieści lat prawie nikt nie zadał sobie trudu, żeby zobaczyć, co robią w tej dziedzinie nasi sąsiedzi, Czesi, Słowacy czy Niemcy wschodni, którzy mają podobną strukturę uciepłowienia co Polska, rozwiązali te same problemy i mają niższe ceny ciepła i w pełni zmodernizowane ciepłownie.

Tylko jedno miasto w Polsce ma nową ciepłownię spełniającą normy emisji z 2030 roku i ciepło tańsze niż średnia cena w województwie.

Co się stanie w najbliższym czasie?

Żeby poznać sytuację prawną, należy ciepłownie podzielić na cztery grupy. Pierwsza – do 20 MW, druga – do 50 MW, trzecia do – 200 i czwarta – to wszystkie większe. W pierwszej grupie sytuacja jest dość dobra z uwagi na mniejsze wymagania dotyczące emisji CO2 oraz zanieczyszczeń, ale tych ciepłowni jest najmniej.

Druga grupa ma dodatkowy czynnik wpływający na cenę w postaci uprawnień do emisji CO2, te zakłady mają jeszcze czas na modernizację do 2027 roku. Jeśli ekspresowo wybudują nowe ciepłownie, czyli w dwa lata zaprojektują i znajdą finansowanie, to mają jeszcze trzy lata na podjęcie decyzji, co dalej, na przetargi i odpowiednie uchwały. Dotyczy to kilkudziesięciu ciepłowni w kraju.

Trzecia grupa to ponad dwieście ciepłowni – czyli większość. Tu, jak na dłoni, widać wszystkie problemy. Większość tych ciepłowni to dawno wyeksploatowane kotły wodne z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Co prawda, większość to zmodernizowane jednostki, pomalowane i obłożone panelami i kolorowymi blachami, ale to syrenki z nawigacją i katalizatorem, a nie urządzenia mogące pracować w dwudziestym pierwszym wieku.

Co prawda, większość to zmodernizowane jednostki, pomalowane i obłożone panelami i kolorowymi blachami, ale to syrenki z nawigacją i katalizatorem, a nie urządzenia mogące pracować w dwudziestym pierwszym wieku.

Większość tych jednostek znalazła się na tak zwanej liście derogacyjnej i mogą pracować warunkowo do końca 2022 roku. Czasu nie ma już na nic, a brak zmian wiąże się olbrzymimi karami, które będą miały wpływ na ceny ciepła, dodatkowo inwestycje wymagają środków finansowych, których spłata też odbije się na cenie, rosną koszty pracy, surowca i emisji CO2. Przy programach wspierających OZE i pompy ciepła, termomodernizację, koszt ogrzania domu będzie coraz niższy.

Klienci raczej nie będą skłonni dopłacić do „ideologii” ciepła systemowego. Osiedla bloków i spółdzielnie mieszkaniowe policzą, że małe źródła ciepła mogą być tańsze. Brak rozwiązań technologicznych, szybkich inwestycji mogą spowodować upadek tej branży. Czwarta grupa w zasadzie ma te same problemy co trzecia, z tą różnicą, że częściej są to jednostki powiązane z przemysłem i dużymi miastami, ale problemy są takie same lub większe.

Konieczne jest znalezienie rozwiązania na 15–25 lat. Po tym czasie wytworzenie energii z OZE, magazynowanie i technologie pomp ciepła, a być może wodór, będą tak tanie, że pomoc państwa będzie zbyteczna. Możliwe, że ciepło będzie takim towarem, jak dzisiaj internet czy za kilka lat energia elektryczna. Niestety, nie toczy się na ten temat żadna dyskusja.


  • Co trzeba zrobić, żeby poprawić sytuację polskiego ciepłownictwa?
  • Co chcą zrobić prezesi spółek?Dowiedz się więcej! Cały artykuł przeczytaj TUTAJ

Piotr Rudyszyn

Ekspert rynku energii odnawialnych i ciepłownictwa. Menager innowacji energetycznych. Autor publikacji o energetyce odnawialnej.