Co z polskim samochodem elektrycznym? Postępy projektu Izery

Izera - pierwsza polska marka samochodów elektrycznych - w ostatnich dniach znalazła się na celowniku mediów ze względu na konferencję prasową Koalicji Obywatelskiej w Katowicach. Projekt budowy fabryki przeciąga się w czasie i wiąże się z wieloma kontrowersjami zarówno natury finansowej jak i rynkowej. Coraz częściej pojawiają się głosy kwestionujące opłacalność tego przedsięwzięcia oraz to, czy rzeczywiście Izera będzie polska, czy wyłącznie zmontowana w Polsce.

Zdjęcie autora: Magdalena Mateja-Furmanik
Zdjęcie autora: Magdalena Mateja-Furmanik

Magdalena Mateja-Furmanik

Redaktorka portalu GLOBEnergia

Podziel się

Pierwsze plany produkcji w pełni polskiego samochodu elektrycznego pojawiły się w 2016 roku. Wtedy powołano spółkę Electromobility Poland, w skład której wchodzi Energa, Enea, Tauron i PGE. Pierwotnie prototyp samochodu miał być gotowy do 2018 roku. W praktyce okazało się jednak, że do tego czasu pomimo długu opiewającego na 2,6 mln zł nie udało się osiągnąć tego celu, ani nawet do niego przybliżyć. Do 2019 roku dług wzrósł do 5,4 mln zł.

Z pomocą przedsiębiorcom ruszyło jednak państwo, które pod koniec 2021 roku wykupiło 90,8% udziałów spółki. Skarb Państwa wyłożył na ten cel 250 mln zł, po czym w 2022 roku dokapitalizował spółkę poprzez przekazanie kolejnych 250 mln zł. Co udało się do tej pory zrobić za niebagatelną sumę pół miliarda złotych?

Niestety, niewiele. Projekt został ostro skrytykowany podczas konferencji prasowej w Katowicach 13 października 2023 roku, na którym był obecny Donald Tusk, Borys Budka oraz Marszałek Województwa Śląskiego Jakub Chełstwowski. Zebrani nie pozostawili na projekcie suchej nitki. Projekt został nazwany "wydmuszką" i "fantazją" poprzedniego rządu, który kosztował Polaków pół miliarda złotych. Donald Tusk przypomniał, że zgodnie z planami za trzy miesiące z taśmy miały zjechać pierwsze samochody.

Zarzuty odparł Paweł Tomaszek, dyrektor ds. komunikacji i relacji zewnętrznych ElectroMobility Poland. Retorykę rządu zrzucił na karb "specyfiki kampanii wyborczej" i odmówił udzielenia komentarza w sprawie wypowiedzi politycznych. Jego zdaniem pierwsza Izera ma opuścić linię produkcyjną już pod koniec 2025 roku. Docelowo polskie elektryki mają znaleźć się na ulicach w pierwszej połowie 2026 roku

Postępy projektu 

Co udało się zrobić od 2016 roku za 500 mln zł? Z kontroli NIK z sierpnia 2022 roku wiemy, że do tamtej pory udało się ukończyć projekt w 4%. Oznacza to, że do wakacji zeszłego roku ElectroMobility Poland nie wyszło poza planowanie. Jeśli inwestycja będzie nadal prowadzona w takim tempie, to zostanie zakończona za 150 lat.

Od tamtej pory zrobiono kolejny krok. W lutym rozpoczęto wycinkę lasu pod teren Jaworznickiego Obszaru Gospodarczego i fabrykę Izery. Pod topór poszły drzewa zajmujące 180 ha, aby przygotować grunt pod inwestycję. Pod koniec września br. Electrobomility Poland pozyskała prawo do nieruchomości znajdującej się na terenie Jaworznickiego Obszaru Gospodarczego, jednak na tytuł formalny będzie musiała poczekać do listopada. Spółka stała się właścicielką działki o powierzchni 117 ha, za którą zapłaciła 128 mln zł.

-Jesteśmy gotowi do tego, żeby na początku przyszłego roku rozpocząć proces inwestycyjny – stwierdza Prezes Zarządu ElectroMobility Poland Piotr Zaremba

Wiadomo również, że zakład będzie budowany w dwóch etapach. W pierwszym powstanie zakład o powierzchni 169 tys. m2, który w drugim etapie zostanie rozszerzony do 250 tys. m2. Szacuje się, że fabryka (jeśli powstanie) rocznie będzie mogła wypuścić 240 tys. samochodów.  

Z nieoficjalnych informacji wynika, że firma robi również dużo, by udawać rzeczywiste działania. W tym celu zatrudnia specjalistów za bardzo wysokie stawki, by Ci zajmowali się pozorowaniem postępów. Te informacje nie są jednak potwierdzone.

Izera - samochód polski czy chiński?

Izera bierze swoją nazwę od gór Izerskich, leżących na zachodnich krańcach województwa dolnośląskiego. Ma ona podkreślić zarówno polskość pojazdu, jak i dać wyraz lokalnemu patriotyzmowi. Co jednak jest polskiego w Izerze?

Izera ma powstać na platformie SEA2 (Sustainable Experience Architecture) dostarczonej przez chiński koncern Geely Holding, w skład którego wchodzi również Volvo. Chiński gigant dostarczy technologie na przynajmniej dwie generacje pojazdów Izera. W związku z tym pojawiły się obawy, że Izera będzie niczym więcej jak kolejnym chińskim samochodem, z tym że jej montaż odbędzie się w Jaworznie.

O projekcie w ostrych słowach wypowiedział się również poseł PO Paweł Poncyliusz.

"W chwili, kiedy praktycznie wszyscy producenci motoryzacyjni już posiadają w swojej ofercie kilka elektrycznych modeli, Izera nie będzie miała żadnej przewagi rynkowej. Nie posiada ona ani rozbudowanej sieci dystrybucji, ani sieci serwisowej, ani też konkurencji cenowej w porównaniu do innych dostępnych na rynku samochodów, w tym także importowanych z Chin. Cała ta sytuacja przypomina mi nieco działania rządu Putina w Rosji, gdzie Moskwicz tak naprawdę jest chińskim składakiem, różniącym się od swojego pierwowzoru jedynie logiem na masce."  

Do tych głosów odniósł się w rozmowie z redakcją Globenergia Paweł Tomaszek, dyrektor ds. Komunikacji i Relacji Zewnętrznych ElectroMobility Poland. 

-Jako firma co najmniej od kilku lat nie mówimy o polskim samochodzie elektrycznym, tylko o polskiej marce samochodów elektrycznych - prostuje.

-O tym, w jaki sposób definiowana jest lokalność, polskość, moglibyśmy długo mówić. Są marki typowo polskie, które należą do koncernów zagranicznych. Są marki o obcobrzmiącej nazwie, które produkowane są w Polsce, są też polskie marki, których właścicielami są polskie firmy zarejestrowane w rajach podatkowych - dodaje. 

Co jednak polskiego jest w Izerze? Paweł Tomaszek wymienia przynajmniej trzy rzeczy: pomysł, firma zarządzająca oraz fabryka. Ważnym elementem jest również budowa łańcucha dostaw - duża część dostawców Izery ma być ulokowana w promieniu 200 km od zakładu.    

-Podkreślam, że chodzi o fabrykę, a nie montownię, ponieważ to, co odróżnia fabrykę od montowni, jest proces produkcji. Pewnym mitem jest, że gotowe egzemplarze będą przypływać z dalekiego Wschodu i tylko w jakiś sposób będą uzbrajane nad Wisłą. Niektórzy wręcz mówią, że tylko i wyłącznie będzie tutaj przyklejany znaczek Izery - dementuje Paweł Tomaszek. 

Fabryka w Jaworznie ma się składać ze wszystkich zakładów charakterystycznych dla fabryk, które funkcjonują w regionie. Na razie wiadomo, że na pewno znajdzie się tam spawalnia, lakiernia oraz linia montażowa. Obecnie trwają analizy tego, na ile opłacalne będzie inwestycja w tłocznie.  

Jak wynika z nieoficjalnych informacji chiński koncern Geely Holding zaczął się niecierpliwić i wyraził duże niezadowolenie powolnymi postępami projektu. Kontrowersje wokół Izery zrobiły zły PR gigantowi, który użycza swoich technologii m.in. Volvo, do tego stopnia, że pojawiły się wątpliwości, czy nie wycofa się on z projektu.     

Czy Izera się opłaca?

Pod wątpliwość poddaje się również opłacalność projektu, biorąc pod uwagę, że wszyscy czołowi producenci samochodów posiadają już w swojej ofercie modele elektryczne oraz posiadają rozbudowaną sieć dystrybucji i sieć serwisową, której Izera nie ma. W czym tkwi konkurencyjność polskiego elektryka?

-Wyróżnikiem Izery jest zastosowana technologia oraz osiągi, które dzięki niej będzie mogła osiągać. Tego typu technologia jest w tej chwili dostępna w samochodach klasy premium, m.in. Volvo EX30. Z drugiej strony jest to bardzo atrakcyjny design, nad którym w tej chwili pracuje renomowane studio Pininfarina. Szefem tego projektu jest Tadeusz Jelec - jeden z najbardziej uznanych, polskich designerów, który przez 30 lat pracował dla Jaguara - wylicza Paweł Tomaszek. 

Elementem, który ma przyciągnąć klientów, będzie również cena. Producent szacuje, że Izera będzie około 10-15% tańsza od samochodów tej klasy. Dokładna kwota nie jest jeszcze znana, ponieważ podawana jest zazwyczaj na trzy miesiące przed oficjalną premierą rynkową. Kiedy się jej doczekamy? Trudno powiedzieć z pewnością. Wielu wątpi w Izerę i nazywa ją "Misiem", nawiązując tym samym do kultowego filmu Barei. Niektórzy już dawno położyli krzyżyk na projekcie i tylko ubolewają nad tym, że pod niezrealizowany projekt wycięto ponad 180 hektarów lasu.  

 

Zobacz również