Emilewicz o końcu systemu opustów: Okres przejściowy jest konieczny!

Zdjęcie autora: Jadwiga Emilewicz

Jadwiga Emilewicz

Posłanka na Sejm IX kadencji. W latach 2019-2020 minister rozwoju i była wiceprezes Rady Ministrów

Po wywiadzie Ministra Zyski dla Dziennika Gazety Prawnej w ubiegłym tygodniu w branży na nowo zawrzało. Od ostatniego posiedzenia komisji ds. energii i skarbu Państwa czyli od 20 lipca o projekcie poselskim było bardzo cicho, wiedzieliśmy jakie zmiany zaplanowano: System poselski z pewnymi zmianami miał wejść w życie od początku roku jako okres przejściowy, a od 2024 roku miał wejść system rozliczeń w postaci net-billingu, czyli sprzedaży energii po cenie opartej o wartości jednostki energii ustalonej według ceny giełdowej godzinowej. W ubiegłotygodniowym wywiadzie czytamy,  że okresu przejściowego niestety nie będzie.

Co na to Jadwiga Emilewicz, która jest autorką projektu poselskiego?

Anna Będkowska, GLOBEnergia.: Z wywiadu, który ukazał się w Dzienniku Gazecie Prawnej wynika, że prawdopodobnie nie będzie okresu przejściowego. Czy rzeczywiście projekt poselski został w ten sposób zmodyfikowany?

Jadwiga Emilewicz.: Jestem bardzo zaskoczona wypowiedziami ministra Zyski, ponieważ podczas wielu rozmów na temat ustawy okres przejściowy był warunkiem co do którego, jak sądziłam – oboje nie mieliśmy wątpliwości. Prowadziliśmy bardzo trudne dyskusje przede wszystkim z Polskimi Sieciami Energetycznymi, które dążą do ograniczenia rozwoju rynku prosumenckiego, zwracając uwagę na istotne problemy techniczne, z jakimi muszą się mierzyć. Z perspektywy sieci każdy gigawat z niestabilnego źródła jest wyzwaniem, z czego zdaję sobie sprawę. Pamiętajmy jednak, że udziałowcami tego rynku nie są tylko sieci, ale i odbiorcy indywidualni.

Ponad 600 tys. gospodarstw domowych i kolejni, którzy planują inwestycje przy swoich domach. Nie można nie wziąć pod uwagę ich stanowiska. Gdyby kwestie źródeł odnawialnych na rynku energii miała regulować tylko jedna strona – czyli sieci czy dystrybutorzy, byłoby to tak, jakbyśmy poprosili karpia o układanie menu na wigilię.

Gwałtowna terapia szokowa, o której podobnie jak większość Polaków dowiedziałam się z wywiadu jest nie do przyjęcia i nie do zaakceptowania.

A.B.: Czyli według Pani zatem potrzebny jest okres przejściowy?

J.E.: Jest nie tylko racjonalny, ale i konieczny. Jest to moje stanowisko od kiedy złożyłam projekt ustawy. Ustawa, która jest po pierwszym czytaniu proponuje trzy elementy:

Pierwszy z nich dotyczy net-meteringu, czyli normalizacji obecności prosumenta na rynku. Rozumiejąc wyzwanie jakim są prosumenci wprowadzamy system net-meteringu czyli rozliczania 1:1, który to system wychodzi naprzeciw oczekiwaniom sieci, ponieważ zniechęca prosumentów do przewymiarowywania instalacji. Nieproporcjonalne do konsumpcji energii instalacje są problemem, na który zwracają uwagę dystrybutorzy, operatorzy i sieci). System net-meteringu przybliża nas do modelu autokonsumpcji, znosi 15% bonifikatę jaka istnieje w dzisiejszym systemie opustowym. Ponadto prosument ma ponosić pełną opłatę dystrybucyjną, której prosumenci rozliczający się na podstawie opustów nie ponoszą.

Drugi wątek to prosument zbiorowy - bardzo dla mnie istotny po doświadczeniach rozmów ze spółdzielniami mieszkaniowymi. Chodzi w nim o to, by instalacje fotowoltaiczne opłacały się wspólnotom i spółdzielniom mieszkaniowym.

Trzeci element to prosument wirtualny. Moim postulatem było wprowadzenie go w przyszłym roku, czyli umożliwienie korzystania z zielonej energii tym, którzy z różnych powodów nie mogą postawić instalacji na dachach domów. Tutaj po długiej dyskusji przystałam na poprawkę, do której przekonali mnie elektrycy i energetycy. Mieliśmy do wyboru albo ograniczyć prosumenta wirtualnego do jednego OSD, albo zgodzić się na to, że prosument wirtualny wejdzie w życie 1 lipca 2024 roku, czyli wtedy kiedy wejdzie w życie Centralny System Informacji Rynku Energii. Wtedy kontrolowalność całego systemu będzie wyższa niż dziś. Operatorzy będą wiedzieć kto, ile energii elektrycznej w danym momencie pobiera i wprowadza do sieci.

Podsumowując, dwa ostatnie elementy dzisiaj nie budzą już żadnych wątpliwości ani w obrębie PSE, spółek energetycznych, przedstawicieli rządu i mnie jako inicjatora ustawy.

Bardzo poważny problem rodzi zapowiedź, którą zgłosił minister Zyska. Staram się przypominać kolegom inicjatywę ustawodawczą Ministerstwa Klimatu i Środowiska z wiosny tego roku, kiedy propozycja natychmiastowej likwidacji systemu opustów i przejście na rozliczenia po cenie bieżącej wywołała ogromny wstrząs na rynku.

Jak wielokrotnie informował minister Zyska do projektu rządowego w czasie konsultacji społecznych wpłynęło klika lub kilkanaście tysięcy uwag. Trudno mi sobie wyobrazić tak gwałtowną zmianę wprowadzaną niemal z dnia na dzień. Myślę, że jest to bardzo nieuczciwe w stosunku do rynku, który został uruchomiony dwa lata temu. Nie mówię tylko o prosumentach, ale także o małych i średnich przedsiębiorstwach – montażystach, sprzedawcach. To dziś kilkanaście tysięcy miejsc pracy.

Na szczęście nie ma wątpliwości, że wszyscy, którzy są dziś w systemie opustowym pozostaną w nim przez 15 lat od przyłączenia do sieci. Natomiast nowi prosumenci, to często rodziny, dla których zebranie środków własnych na inwestycje było wyzwaniem. Oni planowali inwestycje na początek przyszłego roku. Dlatego brak okresu przejściowego jest po prostu niemożliwy – jeśli na serio traktuje się walkę z ubóstwem energetycznym, czy chce się mitygować ryzyka związane ze wzrostem cen energii. To jest po prostu niemożliwe do przeprowadzenia.

Kiedy dyskutowałam na temat propozycji rządowej, zdając sobie sprawę, że system sprzedaży i odkupu w przyszłości będzie opierał się na cenach bieżących udało się nam na przykład wykluczyć ryzyka dla prosumenta polegające na sprzedaży po cenach ujemnych czy odniesienie się do faktycznych cen rynkowych, a nie kwartalnych oraz zniesienie fakturowania na rzecz rozliczenia w okresie 12-miesięcznym. Natomiast powtarzam, że okres przejściowy jest konieczny i potrzebny. Chwalimy się dzisiaj elektrownią słoneczną wybudowaną na dachach polskich domów. To kilka tysięcy małych i średnich firm, które dzisiaj zajmują się fotowoltaiką w Polsce. Zaczynamy mówić o przebranżowieniu w regionach górniczych. Proponowane zasady bez okresu przejściowego, które miałyby w nowym kształcie wejść od stycznia to de facto zamrożenie rynku. To tak jakby zaciągnąć hamulec ręczny na środku autostrady, takie operacje nie mogą skończyć się niczym dobrym.

A.B.: Skąd w zasadzie w wywiadzie pojawiła się informacja, że niezwłoczne przejście na model sprzedażowy zostało zaakceptowane przez autorów inicjatywy poselskiej w tym przez Panią?

J.E.: Mam nadzieję, że jest to jakiś błąd w autoryzacji, bo takiej akceptacji z mojej strony nigdy nie było.

A.B.: Powiedziane zostało, że 99% zapisów już jest ustalonych, ale rozumiem, że na najbliższym posiedzeniu w przyszłym tygodniu będzie dyskutowany ten projekt o którym Pani wspomina, czyli z założeniem net-meteringu 1:1?

J.E.: Nie słyszałam, żeby był zgłoszony jakikolwiek inny projekt. No chyba, że pojawi się jakaś inna, równoległa inicjatywa poselska. Mamy projekt, który przed chwilą omówiłam, dyskutowaliśmy na jego temat i z PSE i z Ministerstwem Klimatu i Środowiska, omawialiśmy różne uwagi bardzo szczegółowo. Pamięta Pani zapewne pierwsze posiedzenie komisji, kiedy pojęcie prosumenta wirtualnego wywołało bardzo ostrą reakcję Pana Ministra Naimskiego i Pana Tomasza Sikorskiego, wiceprezesa PSE. Poświęciliśmy temu wiele godzin konsultacji i uzgodniliśmy zapisy także w zakresie prosumenta zbiorowego, w kwestiach net-meteringu, net-billingu wiele rzeczy udało się ustalić. Natomiast ten jeden postulat, który moim zdaniem jest postulatem zdroworozsądkowym, dotyczący okresu przejściowego jest protokołem naszych rozbieżności.

A.B.: Dlaczego Ministerstwu Klimatu i Środowiska tak bardzo zależy na czasie, żeby tego, nawet półrocznego/kilkumiesięcznego, okresu przejściowego w ogóle nie było?

J.E.: Polskie Sieci Energetyczne obawiają się dodatkowych 2 GW, które mogą się pojawić w pierwszym półroczu 2022 i braku odpowiednich zasobów do bilansowania takich mocy. Źródła konwencjonalne znajdujące się w podstawie naszego systemu nie są elastyczne, nie można ich łatwo włączać i wyłączać.

Wraz z kolejnym etapem rozwoju rynku energetyki odnawialnej w Polsce (w tym przede wszystkim prosumentów) długo zapowiadany program wsparcia magazynowania energii powinien być uruchomiony od zaraz! Model, w którym prosument ma jednocześnie mikro magazyn oraz pompę ciepła pozwala na zwiększenie autokonsumpcji i ograniczenie gwałtownych wahań w sieci. Oczywiście nie jest to rozwiązanie, które ustabilizuje skutecznie krajowy system energetyczny. Przydomowy magazyn pozwala na zaspokojenie potrzeb przez maksymalnie jedną dobę, ale bez wątpienia jest ważnym elementem całości systemu i w świetle gwałtownego wzrostu liczby prosumentów i zainstalowanych mocy – program „Mój magazyn” powinien od zaraz być dostępny na rynku. Podobnie jak i od dawna powinniśmy słyszeć o inwestycjach w duże magazyny u dystrybutorów. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego nie są one realizowane. Środki na nie przecież mogą pochodzić z opłat taryfowych. Biorąc pod uwagę zarówno specustawę off shore, jak i zapowiedzi inwestycyjne dużych podmiotów oraz podpisane niedawno porozumienie branżowe w zakresie energetyki wiatrowej na morzu, w Polsce będzie przybywać mocy ze źródeł odnawialnych czyli niestabilnych – więc stabilizujące magazyny energii są niezbędne i powinny być budowane już w tej chwili. Podobnie jak i elastyczne źródła szczytowe, które mają finansowanie w rynku mocy.

Reasumując – od stycznia 2019 ponad 600 tysięcy gospodarstw domowych, które zainwestowały w fotowoltaikę, to „elektrownia”, którą my, politycy lubimy się chwalić. Jest to też coraz bardziej znaczący element w całości wytwarzania, który pozwala osiągać cel OZE założony dla Polski kilkanaście lat temu.

Nie powinniśmy skazywać tego rynku na śmierć, zwłaszcza w perspektywie nieuchronnego wzrostu cen energii elektrycznej. Nie powinniśmy odbierać Polakom możliwości wytwarzania taniego, czystego prądu. Oczywiście prosument powinien być prosumentem świadomym. Nie powinniśmy doprowadzać do sytuacji, w których instalacje są przewymiarowane i wydaje mi się, że złożony przeze mnie projektu ustawy w taką stronę zmierza. Można dokonać w nim pewnych zmian, natomiast z całą pewnością nie można dopuścić do tego, że obecnie rynek zmieni się radykalnie 1 stycznia.

A.B.: Czyli na najbliższym posiedzeniu Sejmu, na którym będzie podnoszony temat projektu poselskiego autorstwa Pani zespołu będzie Pani bronić jego zapisów i okresu przejściowego?

Oczywiście jestem gotowa na dialog, ale myślę, że są granice, których ani polskie sieci energetyczne, ani Ministerstwo Klimatu i Środowiska, ani rząd nie przekroczą.

Rozmawiała Anna Będkowska, redaktor prowadząca GLOBEnergia

Zobacz również