Energetyka wiatrowa, polityka, ekonomia i technologia – czy wiatr znajdzie miejsce w polskim systemie energetycznym?

Zdjęcie autora: Piotr Rudyszyn

Piotr Rudyszyn

Ekspert rynku energii odnawialnych i ciepłownictwa. Menager innowacji energetycznych. Autor publikacji o energetyce odnawialnej.
Energetyka wiatrowa
Kilkanaście lat temu, kiedy rynek się rozwijał, turbiny o średnicy rotora 70 metrów i mocy znamionowej około 2 MW były w stanie wyprodukować około 4–4,5 MWh energii elektrycznej rocznie. Kilka tygodni temu na terenie Niemiec, bardzo blisko polskiej granicy, został oddany do eksploatacji wiatrak, o wysokości 150 metrów, średnicy rotora 164 metrów i o mocy 4,5 MW. Wyprodukuje on około 20 000 MWh energii elektrycznej rocznie. Na tym prostym przykładzie widać, że w przeliczeniu na 1 MW mocy zainstalowanej, wydajność wzrosła od około 20% do około 40%. Jeśli uświadomimy sobie, że sprawność energetyki węglowej wynosi 40%, to staje się jasne, dlaczego dzisiaj energia z wiatru jest tańsza od energii z węgla. Rozwój energetyki wiatrowej cały czas zmierza w kierunku poprawy efektywności przez kształt śmigła, przez rozwiązania z zakresu sterowania wiatrakami czy wreszcie przez jego gabaryty. Zmiany te nie są rewolucyjne. To raczej ewolucja, porównywalna chociażby do postępu, jaki zauważamy w telefonach. Telefony z generacji na generację stają się coraz lepsze, coraz lepiej wyglądają. Z turbinami wiatrowymi jest podobnie, chociaż niestety przez zmiany ustawowe rozwój technologiczny trochę ominął Polskę.

Rozwój technologii uwalnia nowe lokalizacje pod turbiny wiatrowe

Zastanawiacie się pewnie Państwo, czy dzięki rozwojowi technologii można lokalizować turbiny wiatrowe w tych miejscach, w których wcześniej nie moglibyśmy tego zrobić. Zdecydowanie tak. Kilkanaście lat temu predysponowano poszczególne lokalizacje ze względu na to, jakie posiadały warunki wietrzności. I pewnie większość z Państwa spotkała się z takimi określeniami, że jest klasa pierwsza, druga, trzecia i czwarta, w zależności od tego, którą z klasyfikacji – międzynarodową czy niemiecką, się posługiwano. Najgorsza z tych klas określała to, że nie można było budować turbin wiatrowych, bo średnia prędkość wiatru nie przekraczała na danym terenie 6 m/s na wysokości 100 m. Dzisiaj te sprawności na tyle się zmieniły, że spokojnie można to robić. Ktoś może się zastanawiać, dlaczego warto stawiać wiatraki na terenach, na których warunki wiatrowe są gorsze, skoro są tereny, gdzie warunki wiatrowe są bardzo korzystne. Może to na pierwszą myśl nielogiczne, ale z co najmniej kilku powodów warto to robić. Na terenie Europy jakoś się tak „złośliwie” zdarzyło, że tam, gdzie warunki wiatrowe są odrobinę gorsze, tam są dosyć duże skupiska ludzi czy przemysłu. A więc właśnie tam zapotrzebowanie na energię, a co za tym idzie, i odbiór energii z turbin wiatrowych, będzie dużo większy. Z drugiej strony, turbiny, które przeznaczone są do pracy w słabych warunkach wietrzności mają większe śmigła, wyższe wieże, ale za to wytrzymałość materiałów nie musi być tak duża, jak w tych miejscach, gdzie jest bardzo dobry wiatr. Podsumowując, w lokalizacjach o niższych wietrznościach turbiny nie muszą się zmagać z huraganowymi wiatrami, a więc mimo tego, że są to większe urządzenia, mogą być wykonane z delikatniejszych materiałów, co w połączeniu z lokalnym zapotrzebowaniem na energię znacząco wpłynie na ekonomikę inwestycji.

Co dalej z polską ustawą antywiatrakową?

Branża spodziewa się odblokowania możliwości lokowania elektrowni wiatrowych. Dzisiaj takie inwestycje są w Polsce w zasadzie niemożliwe. Sytuacja wygląda tak: trzeba znaleźć miejsce na kilka elektrowni wiatrowych, gdzie każda z nich będzie spełniała zasadę 10H, następnie należy zrobić plan i uzyskać pozwolenie na budowę przez wojewodę. To, czy wojewodowie przychylnie odniosą się do inwestycji, zależy dodatkowo od opcji politycznych, które reprezentują. Krótko mówiąc, plan jest dosyć trudny do wykonania. Mało kto wie, że te turbiny, które stawiane są dzisiaj w Polsce, opierają się na pozwoleniach, które w jakiś sposób przeżyły i wygrały rynek aukcyjny. Co poluzowanie zasady 10H w ustawie antywiatrakowej zmieni? Ja uważam, że do zmiany zasady 10H w ogóle nie dojdzie. Nie jest tajemnicą, że osobą, której zależało na tej zmianie, była Pani wicepremier Emilewicz, a ponieważ już jej w rządzie nie ma, to tak naprawdę w mojej skromnej ocenie brakuje frontmana, który by te plany sfinalizował. Wydaje mi się też, że w koalicji rządzącej jest pewien opór, ewentualnie sceptycyzm co do energetyki wiatrowej. Niezmiennie od lat jest on dość mocny. Właśnie dlatego nie widzę szansy, by ta ustawa się zmieniła – nie spodziewam się tego. Ale nawet gdyby tak się stało w przeciągu roku czy dwóch, to tak naprawdę start wszystkich projektów jest możliwy dopiero po zmianach w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego. A więc, nawet jeśli ustawa zostałaby zmieniona, to nowe projekty pojawią się za cztery albo pięć lat. Właśnie stąd mój sceptycyzm. Ja wiem, czego spodziewa się branża, natomiast nie jestem przekonany do tego, czy to nastąpi tak szybko.

Dowiedz się więcej!

  • Technologia offshore i onshore? Z czym się musimy zmierzyć?
  • Czy w polskim systemie energetycznym jest miejsce na energetykę wiatrową?
Cały felieton przeczytaj w najnowszym numerze GLOBENERGIA 4/2020!

Zobacz również