Czy Moja Elektrownia Wiatrowa wróci? Rynek wskazuje, co trzeba naprawić

Zakończenie naboru w programie Moja Elektrownia Wiatrowa wywołało w branży więcej pytań niż odpowiedzi. Dla wielu firm to kolejny sygnał, że wsparcie dla OZE w Polsce wciąż bywa niestabilne i trudne do przewidzenia. Czy program ma jeszcze szansę wrócić w poprawionej formule – i co trzeba zmienić, aby tym razem zadziałał?

- Branża wskazuje na chaos interpretacyjny w urzędach, który wydłuża procedury i zwiększa ryzyko inwestycyjne. Bez uporządkowania zasad budowy mikroelektrowni wiatrowych trudno mówić o stabilnym rozwoju tego segmentu.
- W przeciwieństwie do PV czy pomp ciepła, małe turbiny wiatrowe nie mają przejrzystego systemu oceny parametrów. To utrudnia porównywanie ofert i stwarza ryzyko finansowania technologii o niskiej efektywności.
- Zdaniem branży dotacje powinny premiować rzeczywistą produkcję energii i jakość urządzeń, a nie jedynie formalne spełnienie kryteriów. Tylko wtedy publiczne środki przełożą się na realną transformację energetyczną.
Informacja o zakończeniu naboru w programie Moja Elektrownia Wiatrowa została przez część branży przyjęta spokojnie, aczkolwiek z wyraźnym poczuciem niedosytu. Przedstawiciele tego sektora podkreślają, że nie jest to pierwsza sytuacja, w której zapowiedzi długofalowego wsparcia nie przekładają się na stabilne warunki działania. Rynek odnawialnych źródeł energii wielokrotnie musiał już dostosowywać się do nagłych decyzji administracyjnych, co w dłuższej perspektywie osłabia zaufanie do mechanizmów wsparcia.
W praktyce oznacza to wzrost postrzeganego ryzyka inwestycyjnego nie tylko w segmencie małej energetyki wiatrowej, lecz także w całym sektorze OZE. Niepewność regulacyjna wpływa zarówno na inwestorów indywidualnych, jak i na firmy planujące rozwój nowych produktów czy usług.
Warto przy tym zauważyć, że program w dotychczasowej formie od początku budził mieszane oceny. Wsparcie finansowe było istotne, ale konstrukcja mechanizmu nie rozwiązywała kluczowych barier rozwoju małych turbin wiatrowych, takich jak niejasne przepisy czy brak standardów technicznych. Więcej o błędach pisaliśmy w materiale: “Zabawkowe” turbiny wiatrowe na rynku – powód klęski programu Moja Elektrownia Wiatrowa?
Czy program Moja Elektrownia Wiatrowa ma przed sobą przyszłość?
Zdaniem branży samo zakończenie naboru nie musi oznaczać definitywnego końca wsparcia dla mikroelektrowni wiatrowych. Kluczowe jest jednak to, w jakiej formule program ewentualnie powróci. Szansa jest jednak na to niewielka. Ale zobaczmy, jaki plan na uzdrowienie programu Moja Elektrownia Wiatrowa ma branża?
“W mojej ocenie program powinien być kontynuowany, ale w wyraźnie zmienionej formule. Po pierwsze, potrzebne są uporządkowane i jednoznaczne przepisy dotyczące lokalizacji oraz budowy mikroelektrowni wiatrowych. Obecnie regulacje bywają niespójne i różnie interpretowane przez poszczególne urzędy, co wydłuża proces inwestycyjny i zwiększa niepewność” – przekazał Jędrzej Hartka z firmy Gottersfeld.
Wskazywany problem dotyczy przede wszystkim braku jednolitych interpretacji przepisów na poziomie lokalnym. Różnice w podejściu urzędów mogą skutkować wydłużeniem procedur, a w niektórych przypadkach nawet blokowaniem inwestycji, które formalnie spełniają wymagania programu.
Standaryzacja i certyfikacja urządzeń
Drugim obszarem wymagającym zmian – zdaniem części przedstawicieli rynku – jest kwestia weryfikacji parametrów technicznych małych turbin wiatrowych. W przeciwieństwie do fotowoltaiki czy pomp ciepła, gdzie funkcjonują czytelne zasady oceny efektywności, segment mikroenergetyki wiatrowej wciąż nie dysponuje jednolitym systemem standaryzacji.
“W przypadku paneli fotowoltaicznych czy pomp ciepła funkcjonują czytelne zasady weryfikacji – wiadomo, jakie parametry są mierzone i w jaki sposób. W małej energetyce wiatrowej wciąż brakuje takiej standaryzacji. To tworzy przestrzeń do nadużyć i utrudnia inwestorom ocenę rzeczywistej wydajności instalacji” – zauważa Jędrzej Hartka.
Brak jednoznacznych standardów może prowadzić do sytuacji, w której inwestorzy mają trudność z porównaniem ofert i oceną realnej produktywności urządzeń. W konsekwencji środki publiczne mogą trafiać do technologii o ograniczonej efektywności. W efekcie wsparcie publiczne trafiało do segmentu rynku, który wciąż funkcjonuje w nieuporządkowanym otoczeniu prawnym, co ograniczało realną skalę wdrożeń.
Efektywność zamiast formalności
Jeżeli program miałby zostać wznowiony, zdaniem przedstawicieli branży powinien kłaść nacisk na rzeczywistą efektywność energetyczną oraz jakość technologii, a nie wyłącznie na formalne spełnienie kryteriów dotacyjnych. Tylko wówczas wsparcie publiczne będzie realnie przyczyniać się do transformacji energetycznej, zamiast finansować rozwiązania o ograniczonej wartości użytkowej.
Z perspektywy rynku kluczowe wydaje się więc nie tylko to, czy program wróci, ale również to, czy zostanie uporządkowany pod względem regulacyjnym i technicznym. Stabilność zasad, jasne standardy oraz przewidywalność wsparcia pozostają fundamentem dla dalszego rozwoju małej energetyki wiatrowej w Polsce.
Źródło: własne.
Polecane
Zabrakło pieniędzy dla prosumentów – co się stało z budżetem programu Moja Elektrownia Wiatrowa?

Koniec dotacji, początek problemów? Jakość małych turbin wiatrowych pod lupą









