Czy Polsce jest w ogóle potrzebna energetyka wiatrowa na morzu?

Na naszej części Bałtyku stanęła już pierwsza turbina wiatrowa. Polska, przez dekady uzależniona od węgla, wkracza właśnie w nową erę energetyczną. Ale czy morska energetyka wiatrowa to rzeczywiście przełom dla naszego kraju, czy jedynie kosztowny eksperyment napędzany unijnymi dyrektywami? Odpowiedź na to pytanie nie jest tak prosta, jak chcieliby jej zwolennicy ani tak oczywista, jak sugerują krytycy. Jedno jest pewne: Polska stoi przed decyzją, która ukształtuje jej system energetyczny na kolejne pół wieku.

- Morskie turbiny są dużo wydajniejsze od lądowych: te same pieniądze zainwestowane w offshore generują znacząco więcej energii i robią to bez zajmowania gruntów rolnych ani wywoływania protestów sąsiadów.
- Z szacunków PSE wynika, że już w 2025 r. w systemie mogło brakować ok. 1,4 GW mocy, a w 2034 r. nawet 6,8 GW. Bez nowych źródeł grozi nam zwiększony import energii z zagranicy.
- Potencjał polskiej części Bałtyku szacuje się nawet na 33 GW, co w teorii mogłoby pokryć ponad połowę rocznego zapotrzebowania kraju na energię elektryczną. Polska Wyłączna Strefa Ekonomiczna liczy 22,5 tys. km², a przeznaczono pod farmy wiatrowe ok. 2,34 tys. km².
- Wartość projektów pierwszej fazy offshore wind w Polsce przekracza 130 mld zł. Do 2040 r. może sięgnąć 400–500 mld zł – więcej niż CPK i elektrownia jądrowa razem wzięte.
Dlaczego w ogóle mówimy o offshore?
Przez lata Polska energetyka opierała się na węglu. To dawało nam niezależność od zewnętrznych dostawców, ale płacimy za to ogromną cenę, środowiskową, zdrowotną i coraz wyraźniej ekonomiczną. Polska Strategia Energetyczna zakłada wyłączenie jednostek węglowych o mocy nawet do 17 GW do 2045 roku. Ktoś musi tę lukę wypełnić.
Lądowe farmy wiatrowe i fotowoltaika to ważna część układanki, ale mają swoje ograniczenia: zmienność produkcji, konflikty z lokalnymi społecznościami, brak przestrzeni. Offshore wind oferuje to, czego im brakuje: silny, stabilny i przewidywalny wiatr przez większość roku.
Bałtyk, czyli idealne warunki na wyciągnięcie ręki
Gdyby ktoś chciał zaprojektować idealne morze pod budowę farm wiatrowych, wyszłoby mu coś bardzo podobnego do Bałtyku. Polskie obszary morskie dysponują silnymi i równomiernymi wiatrami, o prędkości wynoszącej około 10 m/s, jest to znacznie więcej niż na lądzie. Płytkie wody (średnio 42 m głębokości) oraz brak przeszkód terenowych również sprzyja produkcji energii przez zdecydowaną większość roku. Wiatr na morzu wieje przez ok. 90% roku, co daje współczynnik wykorzystania mocy sięgający 40–50%, czyli nawet dwukrotnie więcej niż w instalacjach lądowych, a bliskość wybrzeża i krajowych sieci przesyłowych obniża koszty przyłączenia.
Co już powstaje? Stan na 2026 rok
Polska nie jest już tylko w fazie planów. Pierwsze projekty są już realną infrastrukturą w fazie budowy lub uruchomienia. Pionierem polskich elektrowni wiatrowych na Bałtyku jest Baltic Power - Projekt realizowany przez ORLEN i kanadyjski Northland Power. O mocy 1,14 GW, zbudowana w Zatoce Gdańskiej. W drugiej połowie 2026 r. prąd z Baltic Power ma zasilić ponad 1,5 miliona polskich gospodarstw domowych. Cena energii z tej farmy ma obniżyć rachunki do ok. 450 zł za 1 MWh wobec średniej ok. 499 zł dziś.

Źródło: portalmorski.pl
Na chwilę obecną największą inwestycja w historii Polski są farmy budowane przez PGE i duński Ørsted między Ustką a Choczewo - Baltica 2 i Baltica 3. Obejmą one łącznie 209 turbin na obszarze 320 km². Inwestycja o wartości ponad 7 mld euro jest finansowana przez ok. 30 instytucji finansowych, w tym Europejski Bank Inwestycyjny. Po uruchomieniu zasilą prądem ok. 2 milionów domów.

Źródło: balticwind.eu
Z kolei hiszpańska firma Ocean Winds (joint venture EDP Renewables i ENGIE) buduje swoją pierwszę w Polsce farmę wiatrową o mocy 390 MW. Nosi ona nazwę BC-Wind i jest pierwszą w Polsce realizowaną w całości z polskich portów. Świnoujście dla fundamentów, Gdańsk dla turbin. Z kolei Polenergia i norweski Equinor osiągnęli zamknięcie finansowe dla Bałtyk 2 i 3 o łącznej mocy 1,4 GW, czyli największą w historii transakcję project finance w Polsce.

Źródło: balticwind.eu
Więcej niż energia – gospodarcza rewolucja
Offshore wind to nie tylko kilowatogodziny. To szansa na reindustrializację polskiego wybrzeża i budowę nowej gałęzi przemysłu od podstaw. Według danych Banku Gospodarstwa Krajowego z listopada 2025 r. polski łańcuch dostaw morskiej energetyki wiatrowej może wygenerować nawet 63 tys. nowych miejsc pracy, zarówno w portach, jak i logistyce, produkcji i usługach serwisowych. Firma Vestas, duński producent turbin obecny w Polsce od 24 lat, zatrudnia tu już ponad 2000 osób i wydaje ponad miliard złotych rocznie na usługi od lokalnych dostawców.
W naszym kraju otwiera się coraz więcej fabryk i portów, a tym samym więcej możliwości zatrudnienia. W Szczecinie rośnie fabryka Windar Polska, największy na świecie zakład produkcji stalowych wież dla turbin morskich, z 450 miejscami pracy i finansowaniem rządowym 230 mln zł. Z kolei w Gdańsku firma Baltic Towers buduje zakład produkcji wież (dotacja państwowa ponad 376 mln zł). Nowe bazy serwisowe powstają również w Łebie, Ustce i Władysławowie. Udział krajowych firm w projektach pierwszej fazy offshore oscyluje dziś wokół 20%, ale docelowo ma wzrosnąć do co najmniej 40%. Polska może stać się hubem portowym, montażowym i serwisowym dla całej południowej części Bałtyku.
Offshore w Polsce to nie tylko piękna wizja, ale również tańsza energia dla gospodarstw domowych. Analizy wskazują, że każdy wzrost mocy zainstalowanej z wiatru o 1 GW obniża hurtowe stawki energii o ok. 9–20 zł za MWh. Szacowane oszczędności dla odbiorców końcowych w latach 2026–2040 mogą sięgnąć 60–70 mld zł.
- Zobacz również: Wysypisko czy recykling? Co się dzieje z łopatami turbin wiatrowych po zakończeniu ich pracy?
Bezpieczeństwo energetyczne
Od 24 lutego 2022 r. bezpieczeństwo energetyczne to nie temat akademicki, lecz kwestia egzystencjalna, a offshore wind idealnie wpisuje się w tę strategiczną układankę. Morska energetyka wiatrowa nie wymaga paliwa ani importu surowców. Nie jest narażona na embarga, ceny spotowe gazu czy kaprysy geopolityki. Wiatr na Bałtyku wieje bez względu na to, co dzieje się na rynkach surowcowych. W lutym 2025 r. Estonia, Litwa i Łotwa odłączyły swoje systemy elektroenergetyczne od rosyjskiej sieci i połączyły się z kontynentalną Europą. Rozbudowa offshore na Bałtyku bezpośrednio wzmacnia integrację energetyczną całego regionu i redukuje zależność od wschodniej flanki.
Co więcej, podmorskie kable i infrastruktura offshore staną się sama w sobie infrastrukturą krytyczną, wymagającą ochrony, ale też wzmacniającą sieć powiązań z partnerami z NATO i UE. Operator systemu przesyłowego w planie na lata 2027–2036 zakłada już połączenie ok. 18 GW offshore z siecią przez północno-południowy korytarz HVDC.
Wyzwania, których nie można przemilczeć
Morskie farmy wiatrowe, poza byciem dużą szansą na usprawnienie systemu energetycznego, to jedne z największych i najdroższych inwestycji infrastrukturalnych, jakie zna ludzkość. Mechanizm kontraktów różnicowych (CfD) zapewnia inwestorom stabilny przychód przez 25 lat, ale jest to obciążenie, które ostatecznie ponoszą odbiorcy energii lub podatnicy. Kluczowe będzie to, czy i w jakiej mierze polska własność w projektach przełoży się na realne korzyści budżetowe.
Branża offshore globalnie zmaga się też z wyzwaniami łańcucha dostaw. Brak statków instalacyjnych, rosnące ceny stali, opóźnienia w produkcji komponentów są nie lada utrudnieniem. Liczba nowych instalacji w 2024 r. była o 26% niższa od prognoz. Polska dopiero buduje swoje kompetencje, a harmonogramy projektów były już kilkakrotnie przesuwane.
Problemem mogą być podwodne fundamenty turbin. Mogą one działać jak sztuczne rafy sprzyjające rozwojowi życia morskiego, ale sam proces budowy i eksploatacji nie jest neutralny dla ekosystemu Bałtyku. Wszystkie projekty wymagają decyzji środowiskowych, a ich uzyskanie bywa wieloletnim procesem, jak pokazuje doświadczenie Szwecji czy Niemiec. Polska Ustawa Offshore Wind z 2020 r. (nowelizowana w 2023 r.) dała solidne ramy prawne, ale wciąż zdarzają się opóźnienia w procedurach administracyjnych. Kluczowe będzie sprawne przeprowadzenie kolejnych aukcji, zaplanowanych na lata 2027–2031, obejmujących łącznie 8 GW nowych mocy.
Odpowiedź na tytułowe pytanie
Czy offshore jest potrzebny Polsce? Tak. I to w trzech wymiarach jednocześnie.
Po pierwsze - energetycznym. Bez morskich farm wiatrowych Polska nie będzie w stanie wypełnić luki po zamykanych elektrowniach węglowych ani sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na energię, zanim uruchomione zostaną reaktory jądrowe. Alternatywą jest drogi import energii i uzależnienie od zewnętrznych dostawców.
Po drugie – gospodarczym. Inwestycje rzędu 400–500 mld zł do 2040 r., dziesiątki tysięcy miejsc pracy, nowe fabryki i porty to szansa reindustrializacji polskiego wybrzeża, jakiej nie było od dekad.
Po trzecie – geopolitycznym. W świecie, w którym surowce energetyczne są narzędziem nacisku, Bałtyk z jego wiatrem może stać się jednym z fundamentów polskiej suwerenności energetycznej.
Offshore wind może być strategiczną koniecznością dla kraju, który chce być gospodarczo konkurencyjny, energetycznie bezpieczny i klimatycznie odpowiedzialny w nadchodzących dekadach. Pytanie nie brzmi już "czy", brzmi "jak szybko i jak mądrze".
Źródła: energiesmedia.com , notesfrompoland.com, windeurope.org, morzewiatru.pl, rivieramm.com, balticwind.eu
Materiał został przygotowany przez Koło Naukowe Odnawialnych Źródeł Energii “Grzała”
Amelia Przystał










