Czy polski rząd zablokuje chińskie turbiny wiatrowe na Bałtyku?

Polska nie planuje dziś blokady chińskich turbin w projektach offshore, ale temat bezpieczeństwa technologii z Chin wraca coraz mocniej. W morskiej energetyce wiatrowej chodzi już nie tylko o cenę i moc urządzeń, lecz także o dane, oprogramowanie, serwis i kontrolę nad infrastrukturą krytyczną. Czy pochodzenie turbiny może stać się jednym z kluczowych kryteriów w polskim offshore?

Polska nie planuje dziś blokady chińskich turbin w projektach offshore, ale temat bezpieczeństwa technologii z Chin wraca coraz mocniej. W morskiej energetyce wiatrowej chodzi już nie tylko o cenę i moc urządzeń, lecz także o dane, oprogramowanie, serwis i kontrolę nad infrastrukturą krytyczną. Czy pochodzenie turbiny może stać się jednym z kluczowych kryteriów w polskim offshore? Sprawdzamy odpowiedź Ministerstwa Klimatu i Środowiska.

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia

Polska nie planuje dziś blokady chińskich turbin w projektach offshore, ale temat bezpieczeństwa technologii z Chin wraca coraz mocniej. W morskiej energetyce wiatrowej chodzi już nie tylko o cenę i moc urządzeń, lecz także o dane, oprogramowanie, serwis i kontrolę nad infrastrukturą krytyczną. Czy pochodzenie turbiny może stać się jednym z kluczowych kryteriów w polskim offshore?
  • Chińskie turbiny nie zostają wykluczone z polskiego offshore. Temat wróci jednak przy kolejnych projektach i wyborze dostawców.
  • Współczesna turbina to nie tylko stal i łopaty. To także systemy sterowania, dane, serwis i oprogramowanie.
  • Zamiast prostego zakazu kluczowe mogą być wymogi cyberbezpieczeństwa. To one zdecydują, które komponenty trafią do strategicznych instalacji.

Chińskie turbiny wiatrowe nie zostaną dziś formalnie zablokowane w polskich projektach offshore. Ministerstwo Klimatu i Środowiska wskazuje, że obecnie nie planuje zakazu ani ograniczeń dotyczących stosowania turbin produkowanych przez chińskie podmioty, takie jak Ming Yang, Goldwind czy Envision, w realizowanych i planowanych inwestycjach na Bałtyku.

To ważna odpowiedź, bo w Europie coraz częściej wraca pytanie o zależność od technologii z Chin. Najpierw dotyczyło to głównie fotowoltaiki, później magazynów energii, a teraz coraz mocniej także energetyki wiatrowej. W przypadku offshore stawka jest wyjątkowo wysoka, bo mówimy nie o pojedynczym urządzeniu, ale o infrastrukturze krytycznej pracującej na morzu, zdalnie sterowanej, monitorowanej i połączonej z systemem elektroenergetycznym.

Rząd nie blokuje chińskich turbin w offshore

Odpowiedź MKiŚ dotyczyła interpelacji nr 16372 posła Kacpra Płażyńskiego w sprawie zagrożeń wynikających ze stosowania chińskich turbin wiatrowych w projektach offshore. Resort podkreślił, że w pierwszej fazie polskiego offshore inwestorzy mają już podpisane umowy z europejskimi dostawcami turbin.

To trochę studzi emocje. Chińskie turbiny nie są dziś kluczowym elementem pierwszych farm wiatrowych na Bałtyku. Problem jednak nie znika. Może wrócić przy kolejnych projektach, nowych aukcjach i rosnącej presji na obniżanie kosztów. Jeżeli chińscy producenci zaoferują niższe ceny, inwestorzy prędzej czy później będą musieli się do tego odnieść.

Chińskie firmy w energetyce a ryzyko dla bezpieczeństwa

Najmocniejszy fragment odpowiedzi rządu nie dotyczy samego zakazu, ale bezpieczeństwa. Resort przyznaje, że polskie służby specjalne od lat identyfikują ryzyka związane z działalnością chińskich koncernów. Chodzi m.in. o podporządkowanie chińskich firm prawu ChRL, obowiązek współpracy z władzami i służbami tego państwa oraz możliwość wykorzystania projektów gospodarczych do działań wywiadowczych, szpiegostwa przemysłowego, cyberataków lub sabotażu. Innymi słowy: rząd nie mówi, że zakazuje. Ale mówi, że współpraca z chińskimi dostawcami wymaga szczególnej ostrożności.

Turbina wiatrowa to już nie tylko stal i łopaty

Współczesna turbina offshore nie jest prostą maszyną mechaniczną. To system sterowania, komunikacji, diagnostyki, zdalnego nadzoru, aktualizacji oprogramowania i przesyłu danych. Dlatego pytanie o dostawcę nie kończy się na cenie za megawat. Liczy się też to, kto ma dostęp do danych, kto serwisuje urządzenie, kto dostarcza oprogramowanie, kto wykonuje aktualizacje i jak wygląda kontrola nad komponentami pracującymi w infrastrukturze krytycznej.

Cyberbezpieczeństwo zamiast prostego zakazu

Polska może nie wprowadzać prostego zakazu dla chińskich turbin, ale budować bardziej precyzyjne narzędzia. MKiŚ wskazuje na znowelizowaną ustawę o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, która może ograniczać stosowanie komponentów od dostawców niespełniających wymogów bezpieczeństwa w instalacjach strategicznych.

Rząd deklaruje też poparcie dla unijnych działań wzmacniających odporność rynku OZE. Chodzi m.in. o przeciwdziałanie dumpingowi, ograniczanie nadmiernych subsydiów i zmniejszanie zależności technologicznych. W tle są także NZIA, RED III i wzmocnienie roli europejskich norm.

Chińskie technologie w OZE będą coraz większym tematem

Spór o chińskie turbiny pokazuje, że energetyka odnawialna wchodzi w nowy etap. Przez lata najważniejsze były cena, tempo budowy i moc urządzenia. Teraz coraz ważniejsze jest pytanie, kto dostarcza technologię i jaką kontrolę nad nią zachowuje państwo.

Brak zakazu nie oznacza braku problemu. Oznacza raczej, że Polska chce zostawić sobie narzędzia bardziej elastyczne niż prosta blokada kraju pochodzenia. To rozsądne podejście, ale tylko wtedy, gdy ocena ryzyka będzie realna, szybka i konsekwentna. Chińskich turbin na polskim Bałtyku rząd dziś nie zakazuje. Ale po tej odpowiedzi trudno udawać, że pochodzenie technologii w OZE nie ma znaczenia.

Źródło: sejm.gov.pl

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia